"Historia dwójmyślenia" jako przyczynek do opisu mediów relacjonujących stosunki polsko-rosyjskie

Fot. PAP/EPA
Fot. PAP/EPA

Wpadła mi ostatnio w ręce jedna z książek wydanych z nieistniejącej już serii „Pod lupą Newsweeka”. Chodzi o pozycję „Putin i spółka. Historia manipulacji” autorstwa jednego z dziennikarzy „Newsweeka”, Michała Kacewicza. Podarował mi ją kiedyś jeden z kolegów, po czym rzucona w kąt przespała kilka dobrych lat, nim po nią sięgnąłem. Szczerze mówiąc, lektura jest cieniutka zarówno pod względem objętości (przeczytałem ją w jeden wieczór), jak i treści. Mnóstwo w niej literówek, niedociągnięć, urwanych w połowie wątków i niezwykle ogólnikowo potraktowanych historii. Ale książeczka ta jest dobrym wyznacznikiem tego, jak traktowano i traktuje się w naszych mediach Rosję i samego jej przywódcę.

O rządach Putina pisze się zatem wiele reportaży, podnosi larum na modnych panelach organizacji troszczących się o prawa człowieka, pisane są listy, pojawiają się protesty. W dobrym tonie jest wytknąć jakość demokracji w Rosji, załamać ręce nad poziomem wolności ichniejszych mediów, wreszcie półgębkiem wspomnieć o (oczywiście nigdy oficjalnie potwierdzonych) przypadkach eliminacji przez reżim opozycyjnych polityków i dziennikarzy w postaci zabójstw i niewyjaśnionych zniknięć ludzi nieprzychylnych władzy.

Można też, rzecz jasna niezbyt głośno, ponarzekać na ofensywną politykę gazową Gazpromu, który coraz mocniej rozpycha się łokciami w Europie, na co zareagowała Komisja Europejska. Ofensywa ta zresztą widoczna jest nie tylko w polityce gazowej, co zauważył nawet polski rząd, blokując przejęcie przez Rosjan Azotów.

CZYTAJ WIĘCEJ: Putin krytykuje decyzje KE, która wszczęła antymonopolowe dochodzenie wobec działań Gazpromu w Europie Środkowo-Wschodniej

Można nawet, jako przykład, który trzeba traktować jako przestrogę i który, mówią, jest przecież tuż-tuż Polski, pokazywać związki prawosławnej wspólnoty kościelnej z urzędującą władzą. Ale czy to z pozycji liberalnych, czy z pozycji lewicowych, krytyka ta musi się skończyć przy wyciąganiu wniosków.

W jednym okienku Worda mając artykuł potępiający dzisiejszą Rosję, równocześnie w drugim piszą felieton obśmiewający fobie prawicy. Że odwieczna rusofobia, że diabolizowanie Putina, że irracjonalne obawy o bezpieczeństwo gazowe Polski.

Dotyczy to zresztą niemal każdej dziedziny związanej z polsko-rosyjskimi stosunkami. Smoleńsk? Katastrofa i nic więcej, zaufajmy raportowi MAK. Niemiecko-rosyjski gazociąg? Bez przesady, przecież kanclerz Merkel nie zrobi nic szkodliwego Polsce. Polsko-rosyjskie pojednanie? Piękny, pozbawiony polityki gest, obawy bezzasadne.

I wtedy jak na dłoni wychodzi, że od trzymanej na sztandarach walki o prawa człowieka, troski o liberalną demokrację i wolność mediów, ważniejsze jest to, żeby przypadkiem nie wyszło, że oszołomy mają rację. Że pojednanie może być picem, że płacenie za rosyjski gaz olbrzymich pieniędzy jest efektem świetnych, poresetowych (bo przecież Smoleńsk był resetem) relacji, a w katastrofie smoleńskiej w najlepszym dla nas przypadku Rosjanie niezbyt gorliwie wyjaśniali jej przyczyny. O najgorszym nie wspominając.

Niby to wszystko wiadomo nie od dziś, ale warto raz po raz przypominać, zwłaszcza w tak drażliwych momentach jak niedawne pojednanie podpisane przez przedstawicieli obu wspólnot kościelnych. Bo, mówiąc za Rafałem Ziemkiewiczem, Rosja to dalej państwo czekistów i choćbyśmy stanęli na rzęsach, tego nie zmienimy.

CZYTAJ TAKŻE: Ziemkiewicz o polsko-rosyjskim pojednaniu: Propagandowa pałka do okładania każdego, kto dostrzega oczywiste kłamstwa

Tytułowa "historia manipulacji" książki, którą przeczytałem, nie dotyczy tylko Putina i spółki. Za to lekturę, która zajęłaby się tym, jak media w Polsce opisują relacje polsko-rosyjskie warto byłoby zacząć od "historii dwójmyślenia".

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...