Dyskusja nad marihuaną weszła w fazę pewnej stałości i argumenty stały się już znane, co oznacza, że są często powtarzane. Zatem po kolei:

1. „Marihuana jest mniej szkodliwa niż alkohol i papierosy”. Wziąwszy pod uwagę, że znacznie więcej ludzi pali i pije niż zażywa marihuanę to trudno te preparaty wzajem porównywać. Mało tego – chcemy porównywać dane oficjalne z domniemanymi. Błąd metodologiczny. Alkohol nie jest szkodliwy dla zdrowia! To jego nadużywanie jest szkodliwe i prowadzi do degeneracji. Tak jak nadmierna prędkość na drodze czy obżarstwo. Papierosy palone rzadko i „na wiwat” też specjalnie nie spustoszą głowy ani płuc. Chociaż to ewidentne paskudztwo. Marihuana natomiast jest szkodliwa od jednego „macha” jonitem. I w przeciwieństwie niemal zawsze uzależnia. Szybciej i pewniej niż inne używki. Alkohol nie zawsze. Procent tzw. niepijących alkoholików czy osób, które rzuciły palenie jest wielokrotnie wyższy niż tych, którzy przestali ćpać. I tylko odmieniec sobie tego nie chce uświadomić. Mniejsza (statystycznie) szkodliwość marihuany bierze się właśnie z penalizacji środków narkotycznych. Nie ma ich w sklepach i kioskach. Prohibicja w USA o ponad 30% zmniejszyła liczbę alkoholików. Bo wóda była dostępna tylko nielegalnie i w melinach, a więc nie dla wszystkich. Papierosy zabijają wyłącznie palaczy. Zresztą zabijają ich po sześćdziesiątce, czy później. Alkohol zabija rzadko, ale degeneruje i rodzi tragedie. Jednakowoż zabija późno. Trawka i inne narkotyki zabija nastolatki, ludzi przed trzydziestką, zabija młodzież i generuje katastrofy.

2. „Kokaina nie - marihuana tak”. Cóż za hipokryzja i ignorancja wywodząca się z eufemistycznego podziału na środki „twarde” i miękkie”. Niemal wszyscy kokainiści zaczynali od marihuany. Terapeuci, których w dyskusji jest najmniej, wiedzą, że bardzo często najpierw jest piwo, potem skręt, potem skręt plus alkohol, potem kokaina, potem kokaina plus wóda. To droga w jedną stronę. Jazda z góry na pozbawionym hamulców rowerze. I nie dyskutujcie z tym „obrońcy wolności”. Doczytajcie nieco! Między innymi wasz Zygmunt Bauman wam wytłumaczy, że „każdy następny bodziec musi być silniejszy od poprzedniego”, sięgnijcie po Stanislava Grofa i jego „Obszary nieświadomości: raport z badań nad LSD” zanim zaczniecie znowu pleść bzdury.  Myślę, że zalegalizowanie marihuany to nic innego jak otwarcie rynku nabywczego dla handlarzy tzw. twardych narkotyków. Czy koniecznie musimy się o tym przekonywać na własnej skórze?

3. „Nie penalizować”. Rozszyfrujmy więc magiczne słowo. „Depenalizacja” – to znaczy uczynić winnego bezkarnym.  To znaczy, że do tak niebezpiecznych zjawisk (bez przerwy wyciąganych) i chociaż legalnych jak alkoholizm i nikotynizm mamy jeszcze dołożyć marihuanę? Dziwna logika. Suma trzech, wzajemnie się często wzmacniających katastrof ma być mniejsza niż suma dwóch? Czyli jak ktoś może legalnie kupić zgrzewkę piwa to jest bardziej niebezpieczny niż ten, który legalnie (bezkarnie) kupi zgrzewkę piwa i pięć skrętów? Czy naprawdę już wszyscy się z psami bolońskimi na łby pozamieniali!?

4. „Tragedie życiowe ukaranych nastolatków”. Młody człowiek odsiadujący wyrok za kilka gramów trawki ma przetrącony kręgosłup życiowy. To jeden z czołowych argumentów obrońców śpiewaczki. Pomijając fakt, że śpiewaczka ta jest dwa albo trzy razy starsza niż większość z tych, których posadzono i jej karierze nic tak nie szkodzi jak jej ostatnia płyta, to śmiem stwierdzić, że odsiadywanie kary za jazdę po piwku, za pobicie, za kradzież i gwałt też jest „przetrąceniem kręgosłupa życiowego”. Poza tym w areszcie znacznie trudniej o skręty i piguły. I w przeciwieństwie do „depenalizowanego zażywania” taki post może, ale nie musi rzecz jasna, być początkiem nowej drogi. Drogi ratującej życie chociaż poprzedzonej traumą. Czy zwalniając z odpowiedzialności karnej (która nie przesądza o wyroku) chcecie hurtem wypuścić wszystkich skazanych? Czy wiecie co mówicie? A swoją drogą to ciekawe dane. Mówi się, że na kilka tysięcy przypadków ukaranych  prokuratorzy w Polsce tylko 14 razy odstąpili od wszczynania postępowania. Mój znajomy prokurator w dużym mieście akademickim powiedział mi, że on tylko w ubiegłym roku na 22 takie sprawy odstąpił od postępowania w 6 przypadkach jak się wyraził „ewidentnie nie dilerskich”. To jak jest naprawdę. Prawda faktów i prawda celebrytów?

5. „Niewielka ilość narkotyku”. Tak, bez przerwy mówi się o jakichś dwóch gramach trawki. Czyli o jednym normalnym papierosie. Ale do domu artystki przyszło pocztą 60 gramów narkotyku. Ciekawym czy prokuratura pójdzie tropem przesyłki i namierzy w USA nadawcę, którego stosowne służby przesłuchają. Myślę, że tutaj możemy liczyć na chłopaków z FBI. Są w tym względzie nieubłagani.

6. „Reszta”. No właśnie. „Reszta jest milczeniem”. Dlaczego wciąż mówimy o uniewinnianiu winnych, dlaczego całą energię wkładamy w dyskusję o tych, którzy po marihuanę sięgnęli. A milczymy o tych, których trzeba i da się jeszcze ochronić. Milczymy o zdrowej „reszcie”, która jest zdrowa do czasu. Bo się boi kary, bo wie, że nie wolno, bo nie podejdzie do dilera. Ale jak tylko „zdepenalizujemy” to strach minie, to będzie wolno i ta reszta nam też z czasem „zachoruje”. Konkubencka para zużytych hipisów ma przed sobą jakiś czas życia. W każdym razie to już mocno z górki. Ci, których chce się zepsuć mają za sobą dopiero początek. I tu się zapala czerwone światło. Tu też oczekiwałbym zjednoczonego i głośnego krzyku sprzeciwu wychowawców, nauczycieli i pedagogów. Jedźmy nikt nie woła…?

7. „Winni”. Jest jasne, że w podskórnym przekazie winnym „marihuanowego problemu” jest prezes PiS, a następne Kościół, a coraz bardziej i Duda-szef Solidarności. Generalnie winna jest prawica, konserwatyści, nauczanie religii w szkołach, zakaz aborcji. A obok „wolnych konopi” trzeba powołać „wolnego bełta” i „wolną machorę”, a wówczas nałogi zginą jak ręką odjął. I nikt już nie będzie pytał kto to był Kotański.