Społeczeństwo obywatelskie, wolność mediów, swobodny dostęp do informacji, to są słowa -hasła najczęściej powtarzane i odmieniane przez wszystkie przypadki w III RP. Ileż razy człowiek podejmuje złą decyzję, po prostu z niewiedzy. Nawet po 22 latach wielu Polaków daje się, jak widać, zwieść reklamie i traci swe oszczędności np. w Amber Gold. Pretensje jak zwykle są do prasy - dlaczego dziennikarze nie ostrzegli.

Niedawno napisałam felieton "A w mediach jeno ble, ble, ble". Krytykowałam w nim dziennikarzy za to, że nie chcą poruszać tematów trudnych, a skupiają się na nikomu nie potrzebnej "sieczce informacyjnej". Podałam przykład Fundacji DKMS, korzystającej z promocji sprzedaży napoju "Demon".

Ukazało się, przed laty kilka informacji na jej temat i ...cisza.

Coraz częściej zdarzają się przypadki prób zamykania redakcjom ust. Nie chodzi tu nawet o słynny § 212 kk., który umożliwia ściganie przez prokuraturę dziennikarza, za ujawnienie informacji nawet prawdziwej, a pokazującej kogoś w niekorzystnym świetle. Jest jeszcze możliwość wytoczenia powództwa cywilnego i zablokowania rozpowszechniania spornego tekstu. Był przed kilkunastu laty przypadek takiego ocenzurowania materiału filmowego o sieci sprzedaży bezpośredniej "Amway". Niedawno, po katastrofie kolejowej, firma montująca urządzenia sygnalizacyjne i gwarantujące bezpieczeństwo pasażerom, również wytoczyła gazecie proces, blokując publikację artykułu.

Do tematu Fundacji DKMS nie wracałabym, gdyby nie druga rozmowa telefoniczna z jej prezesem. Postanowiłam dokładnie sprawdzić swoje informacje. Rzeczywiście, podałam cenę pobrania szpiku kostnego oferowaną przez DKMS na rynkach europejskich, a nie w Polsce (od polskich dawców), gdzie jest on obecnie dwukrotnie niższy, gdyż wymusza to polska konkurencja. Natomiast za pobranie szpiku dawcy "DKMS- Niemcy", figurującego w centralnym narodowym rejestrze niemieckim ZKRD, płacimy cenę, którą w zaokrągleniu  podałam - czyli 14,5 tys. euro. Za pomyłkę oczywiście przepraszam. Dokładnie wygląda to tak: w Polsce cena pobrania szpiku z "DKMS Polska" wynosi 24 600zł., na rynku europejskim 14,5 tys. euro.  Aby pokryć straty w Polsce, DKMS podniósł cenę na szpik kostny z rejestru DKMS - Niemcy z regularnej ceny centralnego rejestru niemieckiego ZKRD 11.750 euro do 14,5 tys. euro, która również nas dotyczy. W Polsce koszt pobrania

szpiku kostnego od dawców zarejestrowanych w polskich rejestrach waha się najczęściej od 15 do 20 tys. zł.

Weryfikując moje informacje trafiłam na salę Sądu Okręgowego w Katowicach. Oskarżony to dr hab. n. med. Mirosław Markiewicz - pracownik Kliniki Hematologii i Transplantacji Szpiku Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach. Oskarżycielem jest DKMS.

Przedmiot sporu - to informacje udzielone dziennikarzom przez dr hab. Markiewicza przed dwoma laty,  na temat sytuacji w polskiej transplantologii.  Na rozprawie dowiedziałam się również, że odrębne postępowanie toczy się także przeciwko Pani prof. dr hab. n. med. Sławomirze Kyrcz - Krzemień -Kierownikowi Kliniki i Ordynatorowi Oddziału Hematologii i Transplantacji Szpiku, konsultantowi wojewódzkiemu w dziedzinie hematologii.

Przesłuchiwany dr hab. Markiewicz potwierdził informacje, które przed dwoma laty ukazały się w prasie i w programach TVP  "Misja Specjalna".

Mimo naruszania prawa przez DKMS i uderzenia w polski system transplantologii władze do niedawna całkowicie przymykały na to oko.

Wtedy swymi wypowiedziami usiłował dotrzeć do decydentów z oczywistym zdawałoby się przekazem, że pobrania szpiku w Dreźnie, z dala od miejsca zamieszkania, są niekorzystne dla dawców. Chodzi nie tylko o brak jasności, kto pełni opiekę nad dawcą w razie ewentualnych powikłań, o niepotrzebne narażanie dawców na daleką podróż i zmuszanie polskich szpitali do przywozu z zagranicy komórek pobranych od polskiego dawcy dla polskiego pacjenta, ale i o pozbawianie dawców należnych im uprawnień. Dochodzi bariera językowa na sali operacyjnej, uniemożliwiająca bez tłumacza odpowiedzi na pytania personelu medycznego przed i po zabiegu.

Właśnie na sali sądowej dowiedziałam się, że ponad 2/3 polskich dawców zarejestrowanych jest nie w polskich rejestrach, a poprzez DKMS-Polska w centralnym narodowym rejestrze niemieckim ZKRD. Dane genetyczne polskich dawców są w rejestrze niemieckim. Fundacja DKMS -Polska powiązana jest ściśle z macierzystą spółką niemiecką. Zarządcą DKMS-Polska jest dyrektor DKMS-Niemcy ds. pozyskiwania nowych dawców.

W Radzie Nadzorczej polskiej DKMS zasiadają szefowie i współzałożyciele niemieckiego DKMS-u. Jest nim między innymi współzałożyciel DKMS - Niemcy, kierownik kliniki w Dreźnie i udziałowiec firmy Cellex, gdzie odbywają się pobrania szpiku od Polaków.

Dr hab. Markiewicz w trakcie zeznań przed sądem mówił też o tym, że w Polsce przebiega jedynie rekrutacja dawców, a reszta procedur odbywa się w Niemczech. Dr hab. Markiewicz twierdzi, że w interesie Polski jest posiadanie dużego rejestru dawców, tak jak mają to inne kraje. Ktoś za granicą, kto otrzymuje z Drezna szpik od Polaka zarejestrowanego przez DKMS w centralnym rejestrze niemieckim może być przekonany, że dawcą jest Niemiec. Funkcjonuje niestety obiegowa informacja o tym, że mało Polaków pragnie oddać swój szpik, by ratować życie ludzkie, co jest nieprawdą. Dr hab. Markiewicz przytoczył słowa współzałożyciela DKMS Niemcy, "że Niemcy nie mogą zaopatrywać całego świata w szpik kostny" i stwierdził, że gdyby wszyscy polscy dawcy  byli w polskich rejestrach, to nie byłoby żadnego problemu, dzieliliby się oni z całym światem. Jest jeszcze sprawa rozwoju polskiej transplantologii. Im więcej procedur odbywa się w Polsce, tym więcej pieniędzy zostaje w kraju i służy rozwojowi polskiej transplantologii. W kraju funkcjonuje18 ośrodków posiadających międzynarodowe akredytacje, mogących zarówno pobierać jak i przeszczepiać szpik kostny.

Jak się ma do tych praktyk DKMS ustawowy zakaz turystyki transplantacyjnej? Czy wszyscy Polacy zarejestrowani w rejestrze DKMS, w tym zrekrutowani funkcjonariusze ABW, BOR, policji, wojska wiedzą, że ich dane łącznie z próbkami umożliwiającymi odtworzenie całego kodu genetycznego są za granicą w prywatnej fundacji?  Co na to ich pracodawcy?

Jedno jest pewne, po pięciu godzinach przesłuchań na sali sadowej znanego i cenionego specjalisty śląskiej kliniki, postanowiłam zainteresować się bliżej problemami polskiej transplantologii. U nas na Śląsku istnieją jeszcze tak rzadkie wartości, jak rzetelność, odwaga osobista, honor, solidarność i zwykła ludzka przyzwoitość. Powiadomiłam o tym, chyba bezprecedensowym procesie, Centrum

Monitoringu Wolności Prasy. Dziennikarze chcąc dobrze informować społeczeństwo, muszą opierać się na wiedzy ekspertów. Nie mogą być oni

później ścigani sądownie za służenie swą wiedzą narodowi. Specjaliści powinni swój czas i siły poświęcać pacjentom, a nie tracić je bezsensownie na salach sądowych.

Ilu kłopotów uniknęlibyśmy jako społeczeństwo, gdyby głos polskich elit ze wszystkich dziedzin naszego życia był słyszalny. Niestety, zastraszanie oraz zamilczanie ich głosu prowadzi do fałszywego wniosku o braku rodzimych elit. Nie wszyscy są tak odważni, jak śląscy transplantolodzy. O ich kłopotach trzeba głośno mówić. To nie polska elita powinna się bać, ale ci, którzy próbują w różnych dziedzinach działać na niekorzyść Polaków. Państwo musi chronić tych wszystkich, którzy działają dla dobra jego obywateli. To jest jego podstawowy obowiązek.

Kolejne rozprawy z powództwa ośrodka dawców szpiku DKMS przeciwko prof. Kyrcz - Krzemień i przeciwko dr hab. Markiewiczowi odbędą się w listopadzie, a w październiku- przeciwko ich znanemu na Śląsku i w Polsce z jak najlepszej strony Szpitalowi. Do tego czasu zgłębiać będę problemy DKMS, którym nigdy bym się nie zajęła, gdyby nie promocja napoju "Demon" i dziennikarskie ble, ble, ble.