KTOŚ TU KŁAMIE. Według premiera Tuska wszyscy wiedzieli, że wokół Marcina P. pachnie brzydko. Pytanie: dlaczego zatem POMORSCY BURŁACY twierdzą, że nic nie wiedzieli?

Z przodu M. Struk i P. Adamowicz, Fot. PAP/Roman Jocher, za wybrzeze24.pl
Z przodu M. Struk i P. Adamowicz, Fot. PAP/Roman Jocher, za wybrzeze24.pl

Podczas środowej konferencji prasowej, klucząc i balansując na linie rozwieszonej między prawdą a własnymi słowami, premier Tusk bronił energicznie swojego stanowiska w kwestii coraz ważniejszej, związanej z pytaniem: kiedy dowiedział się, że Amber Gold to piramida.

CZYTAJ TAKŻE: Mistrz haratania w gałę zakiwał się na amen czyli na jakie pytanie odpowiadał właściwie premier Tusk

Na tym froncie jest w interesie premiera przekonanie Polaków, że - m. in. rozmawiając o sprawie z synem - miał wiedzę powszechną, potoczną. Premier mówi więc:

Nie pierwszy raz jestem w sytuacji gdy nie tylko opozycja, ale także osoby z nieczystym sumieniem formułują wobec mnie tego typu wątpliwości. Mówię o ostatnim pańskim pytaniu. Kiedy usłyszałem te wątpliwości sformułowane przez jednego z posłów opozycji, że ostrzegłem swojego syna, ponieważ miałem dostęp do jakiś tajnych danych, uznałem, że ta sugestia jest na tym samym poziomie nierozumna, co nieprzyzwoita. Po pierwsze informacja o reputacji właściciela Amber Gold była znana nie tylko w Trójmieście, ale w całej Polsce, od pierwszego dnia, kiedy znów zrobiło się o nim głośno czyli od pierwszego dnia powstania OLT Express. M.in. w gazecie, w której pracował mój syn pisano od samego początku o dwuznacznej przeszłości tego człowieka. Kiedy pojawił się w rozmowie z moim synem ten komunikat, że będzie pracował na lotnisku, nie wykluczone, że będzie współpracował z OLT, dałem mu ojcowską szczerą radę: nie należy współpracować z nikim, kto nie ma dobrej reputacji. Od tego typu ludzi lepiej trzymać się z daleka. To moje przekonanie nie jest powszechne, nie podzielił go także mój syn…

(...) Powszechny dostęp do tych informacji nie dotyczył tylko mojego syna, ale także inwestorów, pasażerów, także państwa, że mamy do czynienia z człowiekiem o niepewnej reputacji oraz przedsięwzięciem obciążonym wysokim stopniem ryzyka.

Kluczowe zdanie z tej wypowiedzi to:

Informacja o reputacji właściciela Amber Gold była znana nie tylko w Trójmieście, ale w całej Polsce, od pierwszego dnia, kiedy znów zrobiło się o nim głośno czyli od pierwszego dnia powstania OLT Express.

Od kiedy wszyscy wiedzieli, że wokół Marcina P. brzydko pachnie?

(...) od pierwszego dnia, kiedy znów zrobiło się o nim głośno czyli od pierwszego dnia powstania OLT Express

Czyli od kiedy?

Według Wikipedii:

Przewoźnik OLT Express Poland rozpoczął działalność operacyjną w kwietniu 2011 roku pod nazwą YES Airways. Pierwszy lot wykonał 29 kwietnia 2011 roku, na trasie Poznań – Antalya w Turcji.

Wskutek wykupienia w lipcu i sierpniu 2011 przez grupę kapitałową Amber Gold z Gdańska spółki Jet Air (100% udziałów), niemieckiej spółki Ostfriesische Lufttransport (100% udziałów) oraz YES Airways (85% udziałów) powstała marka OLT Express.

OLT zaczął rozpychać się na rynku latem i jesienią 2011 roku. Wszyscy to pamiętamy - wielkie miasta i wielkie media zasypały wielkopowierzchniowe reklamy. Ten moment możemy uczciwie uznać za punkt, w którym - według premiera - o Marcinie P. "znów zrobiło się o głośno".

W okresie od lata 2011 do wiosny 2012 roku OLT było więc u szczytu potęgi. Było o nim - i o Marcinie P. - bardzo głośno.

A teraz zapytajmy: kiedy zrobiono słynne, symboliczne zdjęcie "pomorskich burłaków", czyli czołówki władzy z Pomorza, ciągnącej w ramach akcji promocyjnej Portu Lotniczego samolot OLT?

Otóż zdjęcie to zrobiono 12 grudnia 2011 roku - a więc PÓŁ ROKU po tym, gdy o OLT "zrobiło się głośno", by znów użyć słów premiera.

CZYTAJ TAKŻE: Jak ludzie PO wyciągnęli OLT. Politycy włączyli się w akcję promocyjną linii lotniczych

Pół roku od chwili, w której - według premiera - "informacja o reputacji właściciela Amber Gold była znana nie tylko w Trójmieście, ale w całej Polsce".

Co ważne - prezydent Gdańska Paweł Adamowicz, czyli jeden z burłaków pomorskich, tak tłumaczył się kilka dni temu ze sprawy:

Organizator, czyli zarząd lotniska, oprócz naturalnej oficjałki i uroczystości pomyślał sobie, że nie będzie przecinania wstęgi, tego rytuału, który jest troszkę ośmieszany, ale że wspólnie zaprosi gości do przesunięcia o 5-10 metrów po prostu żywego samolotu (...) Trochę na zasadzie żartu, humoru i żeby to nie było takie pompatyczne i napuszone; po prostu wszyscy wzięliśmy tę linę do rąk i ten samolot o te kilkanaście metrów został symbolicznie przesunięty.

Na pytanie dziennikarza, czy to był przypadek, że samolot należał do OLT Express, Adamowicz odpowiedział:

Tak, potwierdzam, był w barwach OLT. Ale w tym czasie nikt z nas w Polsce nie mógł wiedzieć i przewidzieć, że OLT ma określone powiązania finansowe.

Wszyscy się cieszyli, że jest nowa linia lotnicza - 350 tys. Polaków z niej skorzystało.

CZYTAJ TAKŻE: Paweł Adamowicz zaklina rzeczywistość: "Zarzuty o istnieniu systemu mafijnego w Gdańsku, to wielka hucpa"

To całe Pomorze i cała Polska wiedziała, a prezydent Gdańska nie wiedział - w grudniu 2011 roku, pół roku po tym "kiedy znów zrobiło się o nim głośno" - że z interesami Marcina P. lepiej nie mieć nic wspólnego? Nie wiedział, choć według Donalda Tuska, "powszechny dostęp do tych informacji nie dotyczył tylko mojego syna, ale także inwestorów, pasażerów, także państwa, że mamy do czynienia z człowiekiem o niepewnej reputacji oraz przedsięwzięciem obciążonym wysokim stopniem ryzyka"?

A według Adamowicza, "w tym czasie nikt z nas w Polsce nie mógł wiedzieć".


Wniosek numer jeden: ktoś tu kłamie.

Wniosek numer dwa: potrzebna jest komisja śledcza. Prokuratura tego nie ogarnie.

fot. PAP / R. Jocher

CZYTAJ TAKŻE: Rządzi nami moralny margines. Jak na obrazku. "W jakim innym miejscu Europy można by sfotografować coś podobnego?"

Skaj

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...