Jarosław Kaczyński po przemówieniach w czasie sejmowej debaty o aferze Amber Gold ministrów, Prokuratora Generalnego, wiceszefa NBP, a przede wszystkim szefa rządu pytał, „czy obywatele polscy po wystąpieniu premiera Tuska będą się czuli pewniej, będą uważali, że ich własność jest w sposób właściwy zabezpieczona, a szerzej, że w Polsce funkcjonuje w sposób właściwy państwo i wymiar sprawiedliwości”?
I wydaje mi się, że obywatele takiej pewności nie uzyskali. Można nawet powiedzieć, że wręcz przeciwnie.
Usłyszeliśmy, że premier nic nie może – to jest powrót do pewnej formuły – premier nic nie może i premier nic nie chce móc.
Jak stwierdził lider PiS, mamy do czynienia z próbą przesunięcia rozmowy na zupełnie inne pole – dyskusji o ustroju politycznym.
Przy czym tutaj Donald Tusk podtrzymał swój stały pogląd, że demokracja powinna być jak najbardziej ograniczona. Bo jeśli organy wybierane przez obywateli mają mieć jak najbardziej ograniczoną władzę - a przecież do tego sprowadza się to, co Tusk mówił - to w gruncie rzeczy oznacza, że obywatele mają tej władzy bardzo niewiele, że władzę mają korporacje. Korporacje, które przejmują aparat państwowy i w gruncie rzeczy mają dyspozycję wobec obywateli.
Dodał, że to jest myślenie jest charakterystyczne "dla tych wszystkich, którzy chcą podtrzymać realnie funkcjonuje w Polsce układ stosunków, układ społeczny".
Były premier wskazywał, że nie padła odpowiedź na pytanie, "dlaczego to wszystko, co działo się w stosunku do bohatera afery miało miejsce, dlaczego sądy, prokuratury, urzędy finansowe nie wykonywały swoich obowiązków".
Czy to był jakiś zdumiewający zbieg okoliczności – sam Tusk mówił, że gdzie indziej tak nie jest, zresztą mówił o tym także Prokurator Generalny, czy też może jednak coś za tym się kryje. To jest najważniejsze pytanie w tej sprawie.
Według Kaczyńskiego, nie da się na poważnie rozmawiać o tej aferze bez wspomnienia, że szef firmy Amber Gold miał bardzo jasno formułowane, bardzo wyraźne poparcie polityków rządzącej partii.
A to prowadzi także do pytania o szefa tej partii, tym bardziej, że szef pochodzi właśnie z tego regionu. Regionu od bardzo długiego czasu całkowicie opanowanego przez środowisko polityczne Donalda Tuska.
Oczywiście tutaj jako element marginalny, ale istotny staje sprawa pytania o syna Donalda Tuska, bo choćby poprzez tego syna ten związek istnieje. Ale przede wszystkim jest to związek wynikający z tego, że to jest człowiek z tego środowiska, szef tej partii, partia ma na tym terenie jednak w gruncie rzeczy władzę całkowitą i tam dochodziło do wydarzeń, które – nie wiem czy w sposób intencjonalny, ale za to bardzo dobrze – opisał Prokurator Generalny. On pokazał, w jaki sposób przedsięwzięcia związane z funkcjonowaniem wymiaru sprawiedliwości w tej sprawie były blokowane. Można by użyć tu potocznego określenia – skręcane.
W jaki sposób to, co musiało zgodnie z pewnymi procedurami podejmowane, było ciągle odsuwane w czasie i nie prowadziło do jakiejkolwiek konkluzji, która by tę działalność, jak już dziś wiemy, na co najmniej dużą skalę – padła suma 180 milionów złotych – zablokowała.
Prezes PiS dodał, że mamy do czynienia z "operacją medialną":
Dobrze zaplanowaną z punktu widzenia kalendarza – jutro mamy 31 sierpnia, pojutrze 1 września – czyli rocznice – później jest początek roku szkolnego. To jest próba rozmydlania. Poza tym wszystkim, co już powiedziałem, to jest próba dość zaskakująca, jeśli wziąć pod uwagę to wszystko, co dotąd robił Tusk w stosunku do opozycji, próba wciągnięcia w to wszystko opozycji i zupełnego zaniechania przez opozycję realizacji jej funkcji – bo to jest funkcja krytyczna. W każdym państwie demokratycznym funkcją opozycji jest ukazywanie błędów władzy, dociekliwość, ofensywność w tych kwestiach.
Z punktu widzenia obecnego premiera, to ma być awanturnictwo, a powinniśmy razem się zastanawiać nad tym, jak by tu wykonywać funkcje władzy. To jest możliwe, ale jeśli powstanie rząd pozaparlamentarny, a ten rząd – który, sądzę, będzie kiedyś bardzo surowo oceniony przez historyków – odejdzie.
Kaczyński jednoznacznie opowiedział się za powołaniem komisji śledczej.
Dzisiaj głosowanie przeciw komisji śledczej jest przyznaniem się do winy.
Lider opozycji uważa, że konieczna jest zmiana konstytucji, by wprowadzić konfiskatę mienia.
W przeciwnym wypadku tacy ludzie, jak bohater afery, będą być może nawet skazani na jakiś długoletni wyrok pozbawienia wolności, zgodnie z obowiązującymi dziś regułami po połowie tego roku wyjdą – bo trudno sądzić, by się źle zachowywali w więzieniu, to są ludzie racjonalni - po paru latach wyjdą więc i majątek zachowają. W każdym razie bardzo dużą część tego majątku.
Bo udowodnienie, że coś pochodzi z przestępstwa, co podlega przepadkowi, jest bardzo często niemożliwe.
Na koniec zaznaczył, że powrót do konfiskaty mienia, musi być zapisany w konstytucji, bo inaczej Trybunał Konstytucyjny to rozwiązanie zakwestionuje.
znp
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/139036-kaczynski-uslyszelismy-ze-premier-nic-nie-moze-i-nic-nie-chce-moc-to-jest-proba-rozmydlania-nie-uslyszelismy-odpowiedzi-na-kluczowe-pytania
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.