Paweł Burdzy z Tampy: Ron Paul odchodzi po swojemu. "Nigdy nie miał szans zrobić większej kariery w Partii Republikańskiej"

Fot. PAP/EPA
Fot. PAP/EPA

W niedzielę na wiecu przed oficjalnym rozpoczęciem konwencji Partii Republikańskiej Ron Paul pożegnał się ze zwolennikami „rewolucji wolności 2012”. We wtorek w trakcie nominowania kandydata na prezydenta, jego delegaci zaznaczyli swoją obecność.

Podczas głosowania niespodzianki nie było - 2061 delegatów zagłosowało za Mittem Romneyem, dużo więcej niż wymagane 1444 głosów. Ale co najważniejsze wybór Romneya nie był jednogłośny, choć wcześniej „oddali” swoich delegatów najgroźniejsi rywale Romneya – Rick Santorum i Newt Gingrich. Nie uczynił tego Ron Paul, na którego zagłosowało w Tampie wciąż 190 delegatów.

Właśnie dlatego, że nie chciał „oddać” swoich delegatów ani nie wezwać do głosowania na Mitta Romneya, Ron Paul nie dostał prawa do przemówienia na konwencji. Ale 77-letni kongresman z Teksasu niewiele zdawał się tym przejmować. W niedzielę symbolicznie pożegnał się – po 24 latach w Kongresie i dwóch startach w wyborach prezydenckich, przechodzi na emeryturę - ze swoimi stronnikami podczas wiecu, na który przybyło nawet 10 tys. ludzi.

Trzeba przyznać, że żołnierze wolnościowej „rewolucji” Rona Paula stanowiły duży koloryt prawyborów Partii Republikańskiej. A libertariańskie hasła przyciągały tysiące, zwłaszcza młodych ludzi, którzy nigdy nie głosowali na Republikanów, ale dumnie nosili hasła „Ron Paul For President”. Największą popularność zyskały Paulowi hasła likwidacji Rezerwy Federalnej, powrotu do parytetu złota i generalnego ograniczenia władzy rządowej nad obywatelami. Ale izolacjonizm (cięcia wydatków na siły zbrojne i drastyczne ograniczenie roli USA jako potęgi militarnej) oraz hasła socjalne (np. legalizacja marihuany) spowodowały, że Ron Paul nigdy nie miał szans zrobić większej kariery w Partii Republikańskiej.

Syn, Rand Paul zamierza przekonywać zwolenników swego ojca, że lepiej starać się zdobywać pozycję w Partii Republikańskiej – która mocno akcentuje tak drogie sercu każdego libertarianina hasło „ograniczonego państwa” – niż zostać na poboczu amerykańskiej polityki, jako „trzecia” siła. Sam stanowi dobry przykład – swój mandat senatorski zdobył na fali rebelii Tea Party w 2010 r. , wcześniej bijąc w prawyborach faworyta establishmentu Partii Republikańskiej. Ojciec, Paul, namawiał zresztą w niedzielę zwolenników, aby nie porzucali partii.

Znajdziemy się pod tym partyjnym namiotem, bo on stanie się nami. Jestem pewien, że to oni będą nas błagać i apelować do nas, abyśmy byli w partii

– przekonywał. Choć do końca pozostał niezależny – we wtorkowym wywiadzie w telewizji Fox News jest dalej „niezdecydowanym” wyborcą, choć w „pewnych zagadnieniach” skłania się ku Romneyowi.

49-letni Rand Paul uważa, że obecny program Republikanów jest „bardzo libertariański i konserwatywny”. Szefowie partii liczą, że senator pomoże uspokoić nastroje delegatów Rona Paula, sfrustrowanych prawnymi sztuczkami, dzięki którym starano się uciszyć ich głos. Wielu uważa go za naturalnego kontynuatora „rewolucji” ojca wśród Republikanów.

Doktor Ron był jak Jan Chrzciciel, który chodził po pustyni mówiąc prawdę, ale żywiąc się szarańczą. Zebrał wystarczająco dużo wyznawców, aby wieść zaczęła się rozchodzić. Rand Paul jest logicznym postępem

– tłumaczy zwolenników, stanowy senator z Karoliny Południowej Tom Davis. Ale sporo zwolenników starego Paula przeraża „socjalna prawica” Partii Republikańskiej, więc ich akces nie jest taki pewny.

Niedzielny wiec przebiegał pod hasłem „Jesteśmy przyszłością”. Ciekawe czy rzeczywiście libertarianie zdominują Partię Republikańską. Większa na to szansa, jeśli najbliższe wybory… przegra Mitt Romney. Po ośmiu latach w Białym Domu głoszącego potrzebę „aktywnego rządu” Baracka Obamy, Rand Paul ze swym „mały rząd, dużo osobistej wolności” byłby bardzo wyraźnym kontrastem w 2016 r., kiedy odbędą się następne wybory prezydenckie.

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych