Korwin-Mikke maszeruje wspólnie z Komorowskim, Tuskiem i całą tą lewicowo-liberalną gromadką

fot. PAP / G. Jakubowski
fot. PAP / G. Jakubowski

Kiedy Pałac Prezydencki, licząc na rozbicie oddolnej inicjatywy jaką jest Marsz Niepodległości zaczął już głośno trąbić o własnym marszu w dniu 11 listopada 2012, Janusz Korwin-Mikke niemal równocześnie oznajmił, że on poprowadzi w październiku również własny „marsz niepodległości”.

Kiedy teraz rozpoczęła się kolejna próba paraliżowania prac czy wręcz likwidacji Instytutu Pamięci Narodowej, prezes Kongresu Nowej Prawicy pisze na swoim blogu o IPN:


oni ośmieszają się za nasze pieniądze!! Więc chyba drobne przycięcie budżetu by nie zaszkodziło. Nic tak nie uczy rozumu, jak głód!

Ta dziwna zbieżność działań Korwin-Mikkego z działaniami „reżymu”, jak on sam nazywa władzę czy różne media, wydaje się tylko nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności, kolejną nie do końca przemyślaną, niefortunną wypowiedzią czy działaniem prezesa. Ot, Korwin taki już  jest. Tak tłumaczą go jego przeciwnicy, ale i sympatycy.

Jego młodzi zwolennicy, ale także, starzy, wiecznie w nim zakochani korwinowcy nie widzą, nie chcą widzieć związków przyczynowo-skutkowych w działaniach i decyzjach podejmowanych przez prezesa KNP. Jeżeli w roku 2011 przy okazji wyborów parlamentarnych nie udało się zebrać Nowej Prawicy wymaganych podpisów, aby zarejestrować listy wyborcze w 21. okręgach, przez co KNP nie mogła stratować w całym kraju, to nikt z nich nie pokojarzył dwóch faktów:
-  że jednym z dwóch ogólnopolskich koordynatorów zbiórki podpisów, była osoba, która przy okazji wyborów samorządowych i prezydenckich nawaliła całkowicie właśnie ze zbiórką podpisów(!),
- a osobę tę do sztabu wyborczego polecił… Janusz Korwin-Mikke.

Ale tak jak w socjalizmie, za braki na rynku nie odpowiadały władze, ale winni byli wszyscy wkoło, wredni zachodni kapitaliści, kułacy i tak samo jest u Korwina - za brak zebranych na czas podpisów winna była Państwowa Komisja Wyborcza i jacyś tajemniczy złodzieje podpisów tylko nie prezes i kompletny nieudacznik, którego do sztabu wyborczego wepchnął.

Kiedy Janusz Korwin-Mikke urządza własny „marsz niepodległości”, obraża przy okazji uczestników Marszu Niepodległości  posługując się tą samą propagandową śpiewką co lewica, ba, zmyśla równocześnie jakieś dziwne historie o gen. Petelickim, którego przeciwnicy mogli zamordować, bo ten chciał poprowadzić ludzi podczas Marszu Niepodległości, aby obalić obecną władzę, to sympatycy nie dostrzegają tego, że Korwin-Mikke idzie w tych swoich działaniach ramię w ramię z całym pookrągłostołowym układem, który nie może pozwolić sobie na to, aby powstała dla niego jakaś rzeczywista alternatywa na scenie politycznej, aby pojawił się jakiś większy ruch społeczny, który byłby poza kontrolą, poza sferą wpływów, a przez co poza odgórnym sterowaniem. Kiedy Korwin działa na rozbicie tworzącego się oddolnie ruchu zwolennicy Mikkego jak mogą usprawiedliwiają Korwina, bronią go i apelują o zachowanie… jedności.

Na portalu Nowy Ekran - po tym jak Korwin-Mikke za swoje słowa skierowane w Marsz Niepodległości został wykreślony z listy członków komitetu poparcia Marszu - jeden z jego zwolenników  Grzegorz P. Świderski (nick  w necie GPS65 lub GPS 1965) napisał:

Moim zdaniem wyjaśnienie tej sytuacji jest takie, że PRL-owska agentura rozpoczęła akcję rozbijania prawicy. (…) Ewidentnie wśród tych, którzy podjęli decyzję o uniemożliwienie Januszowi Korwin-Mikke honorowego patronowania działaniom patriotycznym jest jakiś agent działający na szkodę nowego, rozwijającego się, patriotycznego ruchu politycznego.

Do takich osób jak GPS65, który określa sam siebie jako korwinistę, nie docierają komunikaty, jakie wynikają z działań Korwina. Jeżeli ktoś organizuje własny „marsz niepodległości” to w ewidentny sposób działa „na szkodę nowego, rozwijającego się patriotycznego ruchu politycznego”, bo celowo tworzy podziały, czyli rozpoczyna „akcję rozbijania prawicy”. Do GPS65 zapewne nie dotrze również prosty komunikat, że kiedy on, korwinista, w roku 2010 został zbanowany na forum Korwin-Mikkego, kiedy był obrzucany obelgami przez trójkę administratorów, którzy to forum prowadzili, to również było to efektem decyzji podjętych przez Korwin-Mikkego który tych ludzi administratorami ustanowił.. Nie dotrze też pewnie do niego to, że dwójka z tej trójki próbowała przerobić „Wolność i Praworządność” - ówczesną partię pod wodzą Mikkego – na jakąś antykatolicką sektę, obudowując partię ludźmi o poglądach antykatolickich (w najostrzejszym tego słowa znaczeniu: zwalczających Kościół). W najtrudniejszym więc okresie kampanii prezydenckiej wewnątrz partii toczyła się walka („akcja rozbijania prawicy”) na którą przyzwolenie dał Korwin-Mikke. Ile czasu i energii ludzi zostało wówczas zmarnowane, ilu ludzi zniechęciło to do dalszego działania wiedzą tylko ci, którzy byli wewnątrz tego kotła.

Do GPS65 zapewne nie dotrze też to, że Korwin-Mikke był w komitecie poparcia Marszu Niepodległości, mimo że dziś twierdzi, że nie był. Przez 2 lata wszyscy wkoło, łącznie z członkami i działaczami Nowej Prawicy i redakcją korwinowskiego tygodnika „Najwyższy Czas” wiedzieli, że jest członkiem tego komitetu, tylko jeden Korwin się nie zorientował. Dziś jego sympatycy na forach krzyczą „pokażcie jakiś podpis prezesa, że przystąpił”. A słowo Korwin-Mikkego, który zgodził się być w komitecie nie wystarczy? Jak widać nie.

Zresztą nie pierwszy to raz, kiedy słowo Korwina okazuje się nic nie warte. Przy okazji ostatnich wyborów Mikke deklarował, że jeżeli wynik jego partii w wyborach będzie poniżej 3% to on odejdzie z polityki (nie pierwsze to wybory i nie pierwsza tego typu deklaracja). Wynik był prawie 3 razy mniejszy od tego deklarowanego, ale Korwin słowa nie dotrzymał. No bo oczywiście został oszukany przez PKW. Jego zwolennicy łyknęli to jak zakochana kobieta, którą mąż zdradza, ale która jest w stanie przyjąć i zgodzić się na najbardziej absurdalne tłumaczenia małżonka. I co prawda mąż spotykał się z kochanką w specjalnie przez niego urządzonej garsonierze, kupował jej frywolną bieliznę na tę okazję, wszystko przygotował, aby pójść z kochanką do wyra, ale to w sumie nie jego wina, bo gdyby wcześniej kochanka nie dala się przez niego zaczepić w barze to przecież do niczego by nie doszło. No więc, Korwin-Mikke zrobił wszystko, aby uwalić wybory, ale to nie jego wina. Korwin-Mikke robi własny „marsz niepodległości”, ale to zapewne wina agentów umieszczonych gdzieś w okolicach „Marszu Niepodległości” itd. itp.

20 lipca na łamach nczas.com Korwin-Mikke pisał:

Dziś otrzymałem informację, że śp. gen. Sławomir Petelicki miał rzeczywiście nieszczęście „pochwalić się” w towarzystwie, że w razie czego gotów jest 11 listopada poprowadzić Marsz Niepodległości w celu obalenia obecnego reżymu. To by wreszcie był jakiś motyw morderstwa – i to dość przekonujący. Dowódca GROM-u na czele Marszu mógłby być istotnie bardzo groźnym przeciwnikiem. Nie sądzę, by żołnierze zdecydowali się do Niego strzelać – podobnie jak żaden nie strzelił do śp. gen. Eryka Ludendorffa, gdy ten szedł na czele puczystów w 1923 roku w Monachium.

Człowiek służb w randze generała miał się pochwalić w towarzystwie, że będzie chciał obalić władzę i za to został sprzątnięty… Kto jest w stanie uwierzyć w taki kretynizm?! Facet, którego całe życie to jedna wielka konspiracja nagle opowiada w towarzystwie, że nie tylko chce obalić władzę, ale na dodatek mówi jak to zrobi. Jaki jest cel wpuszczania w publiczny obieg tego typu „sensacji”? Jaki jest cel pisania takich bzdur w kontekście Marszu Niepodległości? Można o tej wrzutce Korwina powiedzieć tylko wszystko co najgorsze, że jest to działanie agentury, która z jednej strony chce odwrócić uwagę opinii publicznej od prawdziwych powodów śmierci generała Petelickiego, z drugiej chce znowu w jakimś celu postraszyć Marszem opinię publiczną, albo znowu szykuje po prostu jakąś grubszą prowokację.  I jeszcze ta forma przekazywania czytelnikom owej „sensacji”:


Dziś otrzymałem informację, że śp. gen. Sławomir Petelicki miał rzeczywiście nieszczęście „pochwalić się” w towarzystwie.

A od kogóż to Korwin (jeśli nie od agentury) otrzymał taką sensacyjną „informację”? No i takie zmyślne budowanie przekazu:  „miał rzeczywiście nieszczęście pochwalić się”. Z takiej konstrukcji słownej wynika, że rzekomo już wcześniej gdzieś w obiegu ta „sensacja” krążyła i Korwin to wiedział, a teraz tylko otrzymał potwierdzenie, które może oznaczać, że może być w tej historyjce prawda.

Nic nie wskazuje na to, aby w tej „sensacji” była chociażby odrobina prawdy. Skoro nawet ja to dostrzegłem to tym bardziej taki geniusz umysłowy jak Korwin-Mikke powinien to dostrzec. A jednak Korwin coś takiego wypuścił, opatrzył na dodatek komentarzem i zbudował przekaz jakoby ta informacja już krążyła, a on jej nie wypuszcza pierwszy tylko potwierdza. Tak się tylko składa, że wypuścił ją jako pierwszy i albo sam tę całą opowiastkę zmyślił, albo od kogoś otrzymał „instrukcję” („dziś otrzymałem informację”) co ma wpuścić w obieg. I nie ma żadnego innego „albo albo” tylko to jedno „albo”: sam albo mu ktoś podpowiedział.


No więc teraz rodzi się dalej pytanie, czy sam wpadł na pomysł własnego „marszu niepodległości” czy też „otrzymał informację”? Czy sam wpada na pomysły, aby danego przez siebie słowa nie dotrzymywać, czy też „otrzymuje informację”, że ma to słowo złamać i dalej bawić się w politykę? I tak dalej…

Tak, to prawda (przyznam tu rację zwolennikom JKM do których sam się długo zaliczałem, więc ich również rozumiem, kiedy bronią Korwina), że w jednym Korwin-Mikke jest konsekwentny - od 20 lat mówi to samo, że jest za wolnym rynkiem. Tylko, że jest w tym idealnie podobny do Związku Sowieckiego, który zbroił się na potęgę, szykował plany podboju świata, ale zawsze mówił, że jest państwem kochającym pokój i zabiegającym o pokój na całym świecie. I tak samo jak Związek Sowiecki chciał pokoju na świecie, tak samo Korwin-Mikke chce, aby w Polsce idee konserwatywno-liberalne zyskały jak najwięcej zwolenników (dla osób nie do końca rozumiejących ten termin wyjaśniam, że w uproszczenie konserwatywny-liberalizm oznacza konserwatyzm obyczajowy i liberalizm w gospodarce). I kiedy dziś młodzi działacze KNP usprawiedliwiają porażkę w wyborach m.in. przez to, że KNP miała mniej pieniędzy niż inne partie, to ja się pytam „A dlaczego?” Dlaczego partia, która chce wolnego rynku, chce ułatwić życie przedsiębiorcom nie ma pieniędzy? Dlaczego przedsiębiorcy nie chcą na tę partię, ponoć wolnorynkową, wyłożyć ani złotówki? Dlatego, że przez 20 lat ktoś ich do tego skutecznie zniechęcał. Ktoś swoim działaniem przekonał, że to jest beznadziejna inwestycja. A przedsiębiorcy to nie idioci i inwestują tam gdzie widzą jakieś zyski. Jednak do wielu zakochanych w Korwinie to nie dotrze. GPS65 na swoim blogu więc apeluje:

Apeluję więc do wszystkich polskich patriotów, niepodległościowców, narodowców i wolnościowców, którzy sprzeciwiają się obecnej socjaldemokratycznej rzeczywistości: nie dajmy się podzielić! Działajmy razem! Zorganizujmy wspólny, solidarny Marsz Niepodległości w dniu 11.11.2012!

Tyle tylko, że GPS65 ten apel powinien kierować nie do polskich patriotów, niepodległościowców, narodowców i wolnościowców, tylko powinien skierować go tylko do JEDNEJ osoby i przesłać swój apel do Józefowa. Na adres prezesa Kongresu Nowej Prawicy.

 

 

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...