Publikujemy fragment ważnego artykułu "Tygodnika Solidarność" o prezydencie Gdańska Pawle Adamowiczu.

Tekst ukaże się w najbliższym numerze tygodnika.

Polecamy! www.tygodniksolidarnosc.com.

 

 

Prezydent Gdańska zachwalał innowacyjność twórców Amber Gold, co wielu mieszkańców Trójmiasta mogło skłonić do zainwestowania swoich pieniędzy w trefnym parabanku. Paweł Adamowicz nie poczuwa się jednak do odpowiedzialności. Wykazuje się innowacyjnością, tyle że w pomnażaniu prywatnego majątku. Wyrzuca starszych gdańszczan na bruk, a sam jest już właścicielem siedmiu mieszkań.

Krzysztof Świątek

- Z pewnością za aferę Amber Gold jest bezpośrednio odpowiedzialny politycznie prezydent Adamowicz. Tłumaczy się, że jego opowieści o panu Plichcie jako Wałęsie naszych czasów, były przypadkowe. Ale Adamowicz naprawdę tak sądził i uchodził za przyjaciela pana Plichty. Odpowiedzialność polityczna jest absolutnie bezpośrednia. Gdyby miał minimum godności to od razu powinien sam zrezygnować ze stanowiska – mówi „TS” Krzysztof Wyszkowski, uczestnik strajku w sierpniu ’80 roku w Stoczni Gdańskiej.

A Janusz Śniadek dodaje: - Promowanie przez prezydenta Adamowicza Amber Gold pokazuje poziom etyczny ludzi Platformy. Dla nich szemrane interesy są czymś normalnym. „Łapaj złodzieja”, wrzeszczy teraz Platforma. A afera Amber Gold nie jest oderwanym wypadkiem, ale skutkiem określonej polityki PO, która daje przyzwolenie na funkcjonowanie na pograniczu prawa. Państwo znika, ludzie są pozostawieni sami sobie. Tak samo jest w oświacie, służbie zdrowia, sądownictwie – radź sobie sam, bo państwo ci nie pomoże – ocenia były szef związku, dziś poseł PiS.

Bezbrzeżnie naiwny?

W reklamie wykorzystuje się celebrytów, osoby znane, autorytety. W tym wypadku prezydent Adamowicz, niewątpliwie polityk obdarzony zaufaniem publicznym, zachwalał Amber Gold, który okazał się piramidą finansową. Choć rzecznik prezydenta miasta Antoni Pawlak twierdzi inaczej. – Prezydent Adamowicz nigdy nie wystąpił w żadnej reklamie. Nigdy też nie promował firmy Amber Gold. Z uznaniem wyraził się o linii lotniczej OLT Express. A to jednak subtelna różnica – utrzymuje.

Twierdzeniom Pawlaka przeczą fakty. Na stronie internetowej firmy pod datą 8 maja 2012 można przeczytać: „Prezydent Gdańska oficjalnie podziękował sponsorom filmu m.in. Grupie Amber Gold,  która jak dodał, fantastycznie się rozwija. – Czujecie ten moment, czujecie innowacyjność. Wałęsa też był innowacyjny dla swoich czasów, bardzo Wam dziękuję – powiedział Paweł Adamowicz”. Fragmenty tej konferencji pokazały stacje telewizyjne. - Prezydent Adamowicz skompromitował się i to, co robił było niedopuszczalnym nadużywaniem funkcji publicznej do promowania prywatnego interesu. Zwłaszcza porównywanie innowacyjności Wałęsy do innowacyjności ludzi Amber Gold. Chociaż akurat jeśli chodzi o poziom etyczny, niestosowność tego porównania nie jest aż tak ogromna – śmieje się Janusz Śniadek. – Adamowicz nie robił tego bezinteresownie. Promował Amber Gold za określone profity dla miasta, choćby współfinansowanie filmu Wajdy o Wałęsie.

Premier Donald Tusk na konferencji prasowej 14 sierpnia powiedział, że informacja o reputacji właściciela Amber Gold była w Trójmieście powszechnie znana. Czy mógł o niej nie wiedzieć prezydent Gdańska? Jakie związki łączą Marcina Plichtę z Pawłem Adamowiczem?
- Płeć oraz to, że obaj są mieszkańcami Gdańska – sili się na dowcip rzecznik prezydenta. - Ale ta ostatnia relacja łączy trochę ponad 400 tys. ludzi. Trudno znać tyle osób. Wśród tych mieszkańców Gdańska, których prezydent nie miał okazji poznać osobiście znajduje się także pan Plichta – utrzymuje.

Co innego mówi wielu ludzi w Gdańsku, twierdząc, że Plichtę i Adamowicza łączyły bliskie relacje.

Karol Guzikiewicz, wiceszef „S” w Stoczni Gdańskiej i przewodniczący Komitetu Odwołania Prezydenta Miasta Gdańska Pawła Adamowicza, podkreśla, że przez aktywność prezydenta Amber Gold została uwiarygodniona. – Prezydent miasta chwali, finansują film o Lechu Wałęsie, wiele osób mogło pomyśleć, że to firma godna zaufania. Dziś wiemy, że premier ostrzegł syna dużo wcześniej niż wybuchła afera, czyli musiał zostać ostrzeżony przez służby. Prezydent Adamowicz promował kogoś, kto stał na szczycie piramidy finansowej. Trudno sobie wyobrazić, by burmistrz zachodniego miasta, który uwiarygodniłby taką osobę, nie poniósł konsekwencji politycznych. I dodaje: - Lotnisko w Gdańsku jest lotniskiem miejskim i jeżeli z kimś podpisuje kontrakt, a to był główny port obsługujący OLT Express, musi zostać przeprowadzony wywiad gospodarczy, sprawdzona wiarygodność finansowa. Nie wierzę prezydentowi Adamowiczowi, kiedy mówi o swojej „bezbrzeżnej naiwności”.

Radny Gdańska Kazimierz Koralewski uważa, że prezydent powinien zostać odwołany. - Za samą sprawę promowania Amber Gold powinien zniknąć ze sceny politycznej. Gdy firma odwoływała już loty, jeszcze znajdowali się ludzie, którzy wpłacali pieniądze na jej konto. Prezydent wyprowadził wielu mieszkańców na manowce. Podobne firmy-krzaki pojawiały się na Wyspie Spichrzów i Wyspa Spichrzów to dziś obraz nędzy i rozpaczy. Prezydent Adamowicz jak widać do tej pory niczego się nauczył.

Od stróża do milionera

Jeszcze w 1990 roku Paweł Adamowicz pracuje jako stróż nocny w Gdańskim Towarzystwie Naukowym. Rok wcześniej wspólnie z Janem Krzysztofem Bieleckim, Donaldem Tuskiem i Januszem Lewandowskim organizuje Kongres Liberałów. Od tego momentu kariera Adamowicza nabiera wyraźnego przyspieszenia. Już w roku ’90, zaledwie jako 25-latek i świeżo upieczony magister (absolwentem Wydziału Prawa i Administracji zostaje w 1989), obejmuje stanowisko prorektora ds. studenckich Uniwersytetu Gdańskiego. To szczególny na skalę kraju przypadek, by prorektorem uniwersytetu zostawał magister i to praktycznie bez żadnego doświadczenia akademickiego. W przełomowym dla Adamowicza roku ’90 mieszkańcy wybierają go także na radnego Gdańska, a w sejmiku województwa obejmuje on funkcję wiceprzewodniczącego. Genialny 25-latek szybko pnie się po szczeblach kariery. W ’98 roku rada miasta powołuje Adamowicza na prezydenta Gdańska. W 2002 roku wybrany zostaje ponownie na włodarza miasta - w wyborach bezpośrednich. Mieszkańcy szybko nadają mu ksywę Budyń nawiązującą do niezdecydowania. Jednak prezydent Gdańska niezwykle skutecznie powiększa swój prywatny majątek. Wystarczy porównać dwa oświadczenia majątkowe z 2006 i 2012 roku, by przekonać się, że stanowisko gospodarza miasta pozwoliło Adamowiczowi na znaczące poprawienie stanu posiadania. Jeszcze w 2006 roku prezydent miasta jest właścicielem dwóch mieszkań o łącznej wartości 224 tys. zł i dwóch działek (108 tys. zł). Jako prezydent zarabia rocznie ok. 147 tys. zł. Po sześciu latach (oświadczenie złożone w kwietniu 2012) Adamowicz posiada już siedem mieszkań o łącznej powierzchni ok. 425 m kw. i wartości blisko 2,3 mln zł. Oprócz pensji prezydenta (ok. 177 tys. zł rocznie), w 2011 roku zarobił dodatkowo prawie 118 tys. zł jako przewodniczący dwóch rad nadzorczych miejskich spółek: Gdańskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej i Zarządu Morskiego Portu Gdańsk SA. Oprócz tego wartość jednostek uczestnictwa w funduszach inwestycyjnych należących do Adamowicza 31 grudnia 2011 wynosiła ponad 0,5 mln zł. W kwietniu prezydent miał zaciągnięte cztery kredyty (dwa hipoteczne i dwa budowlane), ale w przypadku jednego do spłaty pozostawała kwota zaledwie ok. 450 zł, w trzech pozostałych - łącznie ok. 390 tys. franków szwajcarskich. Jednak na spłatę rat kredytów prezydent mógł przeznaczać pieniądze otrzymywane z wynajmu mieszkań – w 2011 roku z tego tytułu uzyskał 90 tys. zł.

Zarabiając blisko 400 tys. zł rocznie, prezydent Adamowicz może sobie pozwolić na zakup jednego mieszkania rocznie i dochody ma udokumentowane. Wątpliwości budzi prowadzona przez niego polityka mieszkaniowa. Lokatorzy komunalni, którzy mają zaległości w opłatach za czynsz, są eksmitowani z mieszkań.