Nieoczekiwanie politycy śląskiej PO zaczęli krytykować koalicję z RAŚ ale jej nie zrywają. Prawdopodobnie mamy kolejny spektakl propagandowy pokazujący, że w partii Tuska są także patrioci niechętni germanizacyjnemu kulturkampfowi Jerzego Gorzelika. Marszałek Matusiewicz  rozpaczliwie kluczy aby tylko nie przyznać racji Jarosławowi Kaczyńskiemu, że ślązakowcy to zakamuflowana opcja niemiecka.

Nowa koncepcja wystawy o historii Górnego Śląska w Muzeum Śląskim najpierw wzbudziła protest wicewojewody śląskiego Piotra Spyry, w przeszłości lidera Ruchu Obywatelskiego „Polski Śląsk” i aktualnie członka PO. Później po raz pierwszy skrytykował swojego wieloletniego koalicjanta (umowa o zblokowaniu list wyborczych przez PO i RAŚ została podpisana w 2006 r.) Marszałek Województwa Śląskiego Adam Matusiewicz.

Ten materiał jest skrajnie proniemiecki, tak go odebrałem

– mówi marszałek w wywiadzie dla „Polska Dziennik Zachodni”. Tak jak w przypadku Powstań Śląskich człowiek marszałka ma osobiście nadzorować temat Muzeum Śląskiego. Tylko, że fakt proniemieckich konotacji RAŚ nie jest zjawiskiem nowym. Stwierdzenia marszałka, jakoby lider RAŚ też był zaskoczony projektem koncepcji Muzeum Śląskiego to już po prostu kabaret. Pytanie tylko czy to lider RAŚ robi sobie jaja z Marszałka czy Marszałek z czytelników „Dziennika Zachodniego”.

Koncepcja wystawy w Muzeum Śląskim to kolejny kwiatek w ramach prób germanizacji i odpolszczania Górnego Śląska przez RAŚ. Wcześniej była teatralna sztuka w stylu realnego socjalizmu o prowokacyjnym tytule „Miłość w Konigshutte” – ponad 20 lat przed czasem akcji sztuki to miasto nazywało się Królewska Huta. No i służący indoktrynowaniu działaczy kultury w placówkach samorządowych kwartalnik „Fabryka Silesia” z kanonem literackim nieomal wyłącznie niemieckojęzycznych Ślązaków. Wszystkie te zabawy odbywają się na koszt podatnika śląskiego.

Adam Matusiewicz podtrzymuje opinię, że koalicja z RAŚ funkcjonuje bardzo dobrze. Czyli niczym polscy kibice uda, że nic się nie stało licząc, że temat przycichnie w mediach. Ma niestety pecha - w najpoczytniejszym tygodniku społeczno-politycznym „Uważam Rze” Piotr Semka pisze tekst „Nasz mały śląski kulturkampf”. Tekst wywołał dwa bluzgające felietony Michała Smolorza i Kazimierza Kutza w katowickiej „Wyborczej” – oczywiście bez śladu odniesienia się merytorycznie do tematu.  Celem politycznym RAŚ jest lansowanie swoistej wizji śląskości ślepo zafascynowanej niemieckością. Nie jest to ani działanie na rzecz autonomii regionu ani na rzecz zachowania jego historycznego dziedzictwa. Gorzelik swoje cele zadeklarował jasno w 1995 r. jako założyciel niezarejestrowanego Związku Ludności Narodowości Śląskiej. Z RAŚ związał się dopiero kilka lat później. Wtedy protestował przeciwko postawieniu pomnika Wojciechowi Korfantemu i negatywnie oceniał powrót części Górnego Śląska do Polski w 1922 r. Jeszcze jako członek SKL Adam Matusiewicz nazywał ślązakowców separatystami w swojej publikacji z 2000 r.

Marszałek Adam Matusiewicz i liderzy śląskiej PO chyba mają świadomość jak bardzo skompromitowali się pozwem przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiego za rzekome obrażanie Ślązaków.  Debata o Górnym Śląsku w mediach regionalnych jest zredukowana do dyskusji czy ślązakowcy mają 100% czy 95% racji. Politycy PO usiłują złapać dwie sroki za ogon oraz być „za a nawet przeciw”. Nic z tego panowie. Podobno brakuje Marszałkowi funduszy na upadające szpitale, śląskie koleje czy budowę Stadionu Śląskiego. No to macie okazję zaoszczędzić. Niech RAŚ fabrykuje swoje druki propagandowe za własne pieniądze. Jeżeli ważna jest dla Was polska racja stanu – zerwijcie tą koalicję.

PO żyje złudzeniem, że RAŚ zaakceptuje jakąś częściową autonomię nazwaną poszerzeniem samorządności i pozwoli się prowadzić jako posłuszny koalicjant. Tymczasem RAŚ nie interesuje autonomia, to był najwyraźniej jedynie pomysł na kolejny etap na drodze do stworzenia nowego narodu. Dzięki współpracy z partią Palikota tożsamość ślązakowców (czy nowych Ślązaków wyprodukowanych przez Gorzelika) ma być lewicowa i maksymalnie nacechowana niechęcią do tradycyjnej wizji polskości.

Nie rozumiem, dlaczego dzieci śląskie mają czytać Sienkiewicza, czy uczyć się o romantyzmie i polskich uniesieniach. Ta kultura jest nam kompletnie obca

– powiedział niegdyś Jerzy Gorzelik w wywiadzie dla Rzeczypospolitej. Oddać Gorzelikowi kulturę to gorzej niż dać małpie zegarek – bo małpa zepsułaby coś z ignorancji, on psuje świadomie i z premedytacją. I może liczyć na tabuny inteligencji kompradorskiej na uczelniach czy w mediach regionalnych.

Na Sejmiku Śląskim jutro powinna być rozpatrywana inicjatywa powołania Wojewódzkiej Rady Kultury z udziałem przedstawicieli opozycji zgłoszona przez PiS. Byłoby to rozwiązanie zbliżone do stosowanego w czasach II RP gdy regionem rządziła instytucja składająca się z przedstawicieli strony rządowej jak i samorządowej. Zapewne koalicja PO-RAŚ-PSL będzie przeciw.