Cytowane przez nas fragmenty reportażu "Wprost" o Edwardzie Miszczaku, dyrektorze programowym stacji TVN, wywołały szeroki odzew w sieci.

CZYTAJ: Edward Miszczak, dyrektor TVN, szczerze przyznaje, że w stacji nie wolno śmiać się z Platformy! "Lemingi tego nie chcą"

Przypomnijmy, że Miszczak bez krępacji zwany "bogiem", który rządzi w telewizyjnym "niebie" tak mówił o Szymonie Majewskim, który stracił program w TVN:

On się sprawdzał, kiedy emocje leżały na ulicach. A lemingi nie chcą, żeby się specjalnie śmiano z Platformy Obywatelskiej

- szczerze - jak podkreśla "Wprost" - wyznaje Miszczak. I dalej:

Od dyrektora Miszczaka dowiaduję się, że to trudny dla Szymona czas politycznie. Wyborcy wybrali. Bo wyborcy PO to są jednocześnie wyborcy TVN.

I ostatni cytat z Miszczaka:

A Szymon komentował, ośmieszał, był też reflektorem politycznym.

Zostawmy na chwilę sprawę tego czym jest w tym ujęciu TVN w naszym życiu publicznym - wychodzi, że bynajmniej nie instytucją medialną.

Ważny jest jednak także drugi wniosek, dotyczący sprawy często dyskutowanej w obozie konserwatywnym. To pytanie czy można stać się takim by się TVN i innym potężnym mediom ukorzenionym w III RP podobać? Czy da się zbudować taki wizerunek, który nie będzie powodem do żartów? Który uczyni danego konserwatywnego polityka "fajnym"?

To pytanie nie tylko techniczne. Z tego przekonania wyrósł przecież PJN z Joanną Kluzik-Rostkowską, która tak często bywała w TVN, że miała tam ponoć w tym okresie swój śpiwór. Który wychwalano bez umiaru jako "nową jakość". Ale marzenia o skutecznym rozbiciu szklanej bariery chodzą przecież także po głowach twórców Solidarnej Polski, którzy flirtują z tą stacją nie bacząc na dawne spory, a i ona chętnie posłucha co mają do powiedzenia o "zbrodniach Kaczora".

Wszystkim tym ludziom Miszczak mówi de facto, że nie ma mowy, bo oni zawsze będą śmieszni, a Platforma, choćby robiła rzeczy żenujące, nigdy. Na uśmiechy z prawej strony zarobią zaś wyłącznie ci, którzy zaprą się swoich poglądów i zgodzą występować w roli wiecznych krytykantów  swojego obozu, ślepych na grzechy władzy. Dotyczy to zresztą także publicystów.

Warto więc szczerość Miszczaka pamiętać kiedy debata o konieczności ufajnienia powróci. Oczywiście nie oznacza to braku pracy nad konieczną samokontrolą, przekazem i wizerunkiem. Ale bez złudzeń, że filtr tefałenowski to przepuści.

Warto też przy okazji uświadomić sobie, że media zupełnie otwarcie głoszą dziś odejście od tego co kiedyś uznawano za podstawowy element misji: obiektywizmu, uczciwości, szacunku dla obu stron sporu. Stają się, jak dowodzi wypowiedź Miszczaka - świadomie, elementem przemocy politycznej.

Co więc robić? Jedynym wyjście wydaje się konsekwentna budowa mediów niezależnych. Nawet niewielkie redakcje, ale tożsamościowe, ratują polską demokrację. Nie pozwalają wybrańcom Miszczaka zadeptywać, tak zupełnie po cichu, bezkarnie, jednych, a głaskać po główkach drugich.

Bo oni, nie miejmy złudzeń, nie zmienią się. Swego czasu Piotr Stasiński, jedna z kluczowych postaci "Gazety Wyborczej", wyznał w TVN:

Tak, mówię, że jestem wrogiem PiS i będę go zwalczał ile sił.

I co? I nic, nadal naucza czym jest obiektywizm. Cyrk daje kolejne przedstawienia, organizuje kolejne "trzydniówki wzburzenia".