Piłsudski i Grażyński byli na czarnej liście w PRL - to zrozumiałe. Kreml nie mógł darować Marszałkowi Polski klęski, uniemożliwiającej podbój całej Europy. Sanacja więc była przez cały okres PRL opluwana. Michała Grażyńskiego - wojewodę śląskiego od 1926r.,  nienawidzą  RAŚ-owcy za to, że podjął nierówną walkę z niemczyzną. Polacy stanowili większość w małych osadach i wśród robotników. W miastach przeważali Niemcy lub osoby nie identyfikujące się narodowo. Niemcy pozostali pracodawcami. Jak wiadomo, kto ma pieniądze - ten ma władzę. Wielu w nadziei na pracę nie przyznawało się do polskości..

Przeżeń. Najważniejsze doprowadziły go do wniosku, że postępowanie mniejszości odbiega od lojalnego stosunku do państwa polskiego, wręcz przeciwnie, podejmowane  przez nią  działania sprzyjają realizacji niemieckich planów rewindykacyjnych.

– podaje Wanda Musialik w książce „Michał Tadeusz Grażyński  1890- 1965” s. 214.

Grażyński przybył na Śląsk w momencie wybuchu II Powstania Śląskiego, w III Powstaniu był szefem sztabu GO „Wschód”, nie tylko znał świetnie powstańców, ale z większością dowódców się przyjaźnił. Tak więc nowy wojewoda został entuzjastycznie powitany przez śląskich patriotów, jako stary towarzysz walki i od razu  miał w nich wsparcie. Wynik wyborów komunalnych w listopadzie 1926r. potwierdził wcześniejsze przypuszczenia wojewody o bardzo aktywnej działalności organizacji niemieckich, a zwłaszcza Volksbundu. Organizacja ta dostając wsparcie z konsulatu niemieckiego i od właścicieli górnośląskiego przemysłu, była w stanie nie tylko aktywizować mniejszość niemiecką, ale i wpływać neutralizująco na Polaków. Wojewoda Grażyński, choć w wielu sprawach współpracował z niektórymi niemieckimi organizacjami, to wykluczał całkowicie współpracę z Volksbundem.

Nowy wojewoda zdawał sobie sprawę z tego, jak ważne jest wychowanie i edukacja młodzieży. Na początek stoczona została walka o szkolnictwo. Grażyńskiemu zależało na tym, aby Polskie dzieci nie chodziły do niemieckich szkół i nie były tam niemczone. Pomimo wielu protestów niemieckiej mniejszości,  orzeczenie Rady Ligi Narodów (RLN) było dla Polski korzystne. Wprawdzie zalecano w nim przyjmowanie do szkół dla mniejszości niemieckiej również dzieci dwujęzyczne, to jednak sugerowano wprowadzenie egzaminów językowych.

W czerwcu 1927 przeprowadzone zostały pierwsze egzaminy. Niezależny szwajcarski inspektor szkolny Wilhelm Maurer zakwestionował 54%  zgłoszonych w 1926r wniosków do szkół niemieckich. Było to przyznanie racji decyzjom wojewody Grażyńskiego. Niestety RLN nie przedłużyła akredytacji Szwajcarowi na kolejne lata.

Volksbund kierował do organizacji międzynarodowych ciągłe skargi na wojewodę Grażyńskiego.

W spostrzeżeniach brytyjskiego poselstwa przesłanych Arthurowi Chamberlainowi w styczniu 1929 r.,  podkreślano zasadność podstawowego celu polityki rządowej na polskim Górnym Śląsku. Polonizację elementu niezdecydowanego oraz integrację prowincji z resztą Polski uznano za posiadające „życiowe znaczenie dla przyszłego pokoju w Europie”. Jednak wg oceny autora raportu M. Grażyński usiłował osiągnąć swój cel nazbyt szybko

napisała W. Musialik w swojej książce s. 219 przytaczając (AAN mkf 337 FO, sygn.688/24, k169,raport z 16 I 1929r.)

Dopiero jednak po wygaśnięciu konwencji genewskiej w sprawie Górnego Śląska, udało się Grażyńskiemu wprowadzić na stałe egzaminy językowe przed komisją parytetową.

Grażyński dbał o wysoki poziom nauczania w polskich szkołach, chciał też obalić mit o lepszym przygotowaniu młodzieży do przyszłej kariery zawodowej po szkołach niemieckich.

Należało kształcić rodzimą kadrę techniczną, gdyż przed I wojną światową dostęp do nauki Polaków na Górnym Śląsku był znikomy. Ślązacy potrzebowali dobrze wykształconej kadry technicznej. Grażyński zabiegał o powołanie Śląskich Technicznych Zakładów Naukowych.

Do budowy gmachu przystąpiono we wrześniu 1928 roku, ale formalnie śląskie Techniczne Zakłady Naukowe powołał do życia Sejm Śląski 30 marca 1931 roku. Jednocześnie zlikwidowano szkołę mechaniczną i hutniczą w Chorzowie. Personel zlikwidowanej szkoły przeszedł na etat nowo utworzonych śl.TZN i otrzymał miano "śląskich funkcjonariuszy wojewódzkich", co było szczególnym wyróżnieniem. Budowa gmachu o kubaturze 172 tys. metrów sześciennych trwała 3 lata. Miała niespotykane wyposażenie wnętrza i była drugą co do wielkości uczelnią tego typu w Europie. Gmach nazywano "pałacem techników". Częścią składową były warsztaty i własna siłownia, która zaopatrywała ponadto w energię elektryczną dzielnicę Katowic. Połowę budynku oddano do użytku w roku szkolnym 1930/31. Poświęcenia gmachu śl.TZN dokonał 21.X.1933r. ordynariusz diecezji Katowickiej ks. biskup Adamski w obecności Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Ignacego Mościckiego, Wojewody Śląskiego M. Grażyńskiego oraz marszałka Sejmu Śląskiego K. Wolnego. Przed wojną w murach szkoły w ciągu 4 lat kształcili się technicy mechanicy, elektrotechnicy, technicy budowlani, drogowi i chemicy. Tu miała siedzibę czteroletnia szkoła administracji kolejowej i przemysłowej, dwu i trzyletnie szkoły mistrzów maszynowych, elektrotechnicznych, budowlanych, drogowych, koksowniczych, gazowniczych, hutniczych i laborantówchemicznych. Zgromadzenie w jednym budynku kilku typów szkolenia dawało możliwość obrania jednolitego kierunku wychowawczego, odpowiedniego, pełnego doboru grona nauczycielskiego oraz lepszego wyposażenia sal, pracowni i warsztatów, które mogły służyć kilku wydziałom.

- czytamy na stronie internetowej szkoły (http://www.sltzn.katowice.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=70&Itemid=33)

Planowano też powołanie Politechniki. Poczyniono wstępne  kroki i zaproszono profesorów z Krakowa i Lwowa. Niestety obawa władz tamtych uczelni, że wyższe zarobki w Katowicach spowodują lawinowy odpływ kadry naukowej była przyczyną niezrealizowania tego pomysłu w okresie międzywojennym.

W lutym 1932 r. Wojewoda  Grażyński  wystąpił do MSW oraz MPiH (Min. Przemysłu i Handlu) z postulatem likwidacji „niektórych banków niemieckich w drodze odmówienia w myśl art. 328 konwencji genewskiej” (AP Katowice, sygn. 3234, k33, pismo z 21 II 1931). Rząd RP,  zabiegając w tym czasie o międzynarodowa pożyczkę, niestety nie przychylił się do propozycji wojewody śląskiego.

Grażyński sięgnął po środki administracyjne, skierowane przeciwko głównym protektorom germanizacji. Chodziło o ograniczenie ich wpływu nie tylko w sferze gospodarczej, ale i działalności charytatywnej mającej duży wpływ na mieszkańców Śląska. Zaczęto od  P. Geisenheimera – dyrektora generalnego  Górnośląskiego Związku Przemysłowców Górniczo-Hutniczych (GZPGH). Grażyński nie tylko wywarł na niego nacisk na wstrzymanie subwencji udzielanych Korfantemu, ale też dzięki poparciu  polskich przemysłowców z Centralnego Związku Przemysłu Polskiego i „Lewiatana”, udało się  przeprowadzić transakcję wiązaną. W zamian za to, że Paul Geisenheimer  wszedł do Komisji Opiniodawczej Komitetu Ekonomicznego Prezydium Rady Ministrów, wprowadzono tam też Antoniego Lewandowskiego. Grażyński się tym awansem Geisenheimera  nie przejmował  - miał zamiar w marcu 1929r.  nie przedłużać mu zezwolenia na pobyt w Polsce. Tym radykalnym planom przeszkodzili śląscy konserwatyści wspierający Korfantego. Nastąpiły liczne interwencje byłego ministra przemysłu i Handlu Kiedronia.  W lipcu na spotkaniu z Walerym Sławkiem to właśnie środowisko żądając dymisji Grażyńskiego, mówiło wprost:

Niemcy odstręczają się coraz bardziej od państwa, ci sami Niemcy, którzy jeszcze kilka lat wstecz formalnie afiszowali się swoimi sympatiami do nas

– zacytowała W. Musialik w swojej pracy (s.221) powołując się na sprawozdanie z konferencji w Nieborowie, sporządzone  9 VII 1929r. przez  Sobolewskiego. Grażyński nie przejmował się zbytnio tymi protestami konserwatystów, już wtedy toczyło się postępowanie prokuratorskie  przeciwko O. Ulitzowi. Przywódcom Volksbundu zarzucono szpiegostwo. Chronił ich immunitet, więc można było ich aresztować dopiero po rozwiązaniu kadencji Sejmu Śląskiego. Ulitzowi wytoczono proces. Liczono też na rozbicie jedności organizacji mniejszości niemieckiej. Jedynie „Neues Schlesisches Tageblatt” była przychylna rządowi polskiemu. W styczniu 1929r. w hucie „Bismarck” powstała organizacja „Deutscher Kultur – und Wirtschaftsbund für Polnisch-Schlesien”. Widziano inspirację Grażyńskiego w powstaniu tej nowej struktury. Zarówno niemieccy katolicy jak i socjaliści zaczęli podejrzewać, że Polacy dążą do rozbicia jedności organizacji mniejszości niemieckiej. Socjalistyczna „Volkswille” i związana z Volskbundem „Kattowizer Zeitung” głosiły to wprost.

O. Ulitza uniewinniono, a mniejszość niemiecka postanowiła kontynuować walkę z polskością dotychczasowymi metodami. Polityka Grażyńskiego jednak skutkowała. W porównaniu do roku 1926, w wyborach komunalnych w 1929r.  Niemcy utracili w sumie 224 mandaty.  Grażyńskiego wspierał Związek Powstańców Śląskich. Był on honorowym prezesem ZPŚl. Niemcy cały czas słali do organizacji międzynarodowych kolejne zażalenia na postępowanie Grażyńskiego, a on robił swoje, nie przejmując się kolejnymi skargami.

Wojewoda miał bardzo krytyczny stosunek do Polaków zasiadających w radach nadzorczych, którzy nie spełniali jego oczekiwań na spolszczanie kadry technicznej. Im większe był zabiegi Grażyńskiego, tym silniejsze kontry konserwatystów. Zarówno Janusz Radziwiłł jak Hipolit z Gliwic  opowiadali się za odwołaniem Jerzego Haasego  z Zarządu Katowickiej Spółki Akcyjnej dla Górnictwa i Hutnictwa. Z kolei korfantowska „Polonia” tłumaczyła to zdymisjonowanie jedynie zmianami własnościowymi w Spółce. Po wykupieniu przez Niemca Friedricha Flicka udziałów - koncern stracił przewagę kapitału polsko –francuskiego. Niestety, wykorzystanie kryzysu ekonomicznego do zmian narodowościowej struktury własnościowej proponowane przez wojewodę Grażyńskiego, napotkało na zacięty opór „Lewiatana” i skupionych w nim popierających Korfantego konserwatystów - endecję i część chadecji. Uważali oni, że Niemcom można wierzyć. Bardzo często przyjmowali posady dyrektorskie i w ten sposób próbowali dokonywać zmian w strukturze zatrudnienia i ograniczać wpływy niemieckie. Jak to przebiegało, można prześledzić na przykładzie jakim jest los Huty „Laura”.

Główny akcjonariusz „Laury” Weinmann zaproponował Józefowi Kiedroniowi, Ministrowi Przemysłu i Handlu objęcie posady Prezesa Zarządu. Towarzystwo przemysłowe, do którego należała Huta przodowało w akcji germanizacyjnej. Pozbyto się polakożercy -„wszechwładnego”  generalnego dyrektora Hilgera, więc inż. J. Kiedroń wiązał duże nadzieje z objęciem tego stanowiska. Chciał między innymi wprowadzić do zarządu Polaków. Postawił warunki – głos prezesa jest rozstrzygającym (w Zarządzie było 2 Niemców i jeden Polak). Do Jerzego Haase, Kiedroń nie miał zaufania – widział w nim Żyda i eks-socjalistę. Było też wiele dyskusji nad tym, czy minister powinien rezygnować ze stanowiska, by objąć zarząd koncernu. W tym czasie trafili też na Śląsk inżynierowie - Ciszewski i Dworzańczyk - wyżsi urzędnicy Ministerstwa Przemysłu i Handlu. Zostali oni generalnymi dyrektorami w towarzystwach Hohenlohe i Giesche. Ta sytuacja stała się powodem ostrej dyskusji na posiedzeniu Rady Stronnictwa Demokratyczno-Narodowego.

Osądzali to zwłaszcza członkowie Rady z Górnego Śląska, wielce dla polskości zasłużony J. Kowalczyk i Zechenter (obaj przeszli później do obozu piłsudczyka Grażyńskiego, wojewody śląskiego). Zabrałam głos, by stwierdzić, że zaatakowani inżynierowie byli dyrektorami kopalń w zagłębiu donieckim, po rewolucji bolszewickiej przedostali się do Polski i przyjęli zaproponowane im w organizowanym z trudem Ministerstwie Przemysłu i Handlu, ażeby służyć polskiemu państwu. Przyszła chwila, że objęcie przez nich kierowniczych stanowisk w przemyśle górnośląskim stało się ważniejsze dla Polski niż ich praca w Ministerstwie. Zabiegał w tej sprawie Korfanty i znalazł pełne poparcie u dyrektora departamentu śląskiego inż. Kiedronia

– napisała w swojej książce „Wspomnienia”  Zofia Kirkor - Kiedroniowa  s. 206.

Warto przedstawić sylwetki głównych oponentów, którzy choć chadecy, poparli jednak stanowisko  Grażyńskiego.

Jan Jakub Kowalczyk urodził się  25.07.1872 w Krzyżowicach w powiecie pszczyńskim. Jego ojciec Franciszek był rolnikiem i kołodziejem, a matką Jadwiga z d. Gamon-Juraszek. Ukończył gimnazjum w Pszczynie (1894). Na uniwersytecie we Wrocławiu studiował teologię, prawo i literaturę słowiańską.  W czasie studiów był członkiem "Zet", Towarzystwa Akademików Górnoślązaków, Ligi Narodowej, "Zjednoczenia", "Sokoła" i Zw. Stowarzyszeń Studentów Rzeszy Niemieckiej. W 1902 założył dziennik "Górnoślązak". Później w latach 1906-13 był redaktorem czasopism polskich w USA: "Dziennika Polskiego" (Detroit), "Dziennika dla Wszystkich" (Buffalo-Nowy Jork) oraz "Kuriera Polskiego" (Milwaukee). W czasie I wojny światowej pracował jako korespondent prasy narodowodemokratycznej w Kopenhadze. W 1917r. pomagał w tworzeniu Armii gen. J. Hallera we Francji. W 1918r. był krótko konsulem RP w Danii, a w latach 1920-21  pierwszym konsulem polskim we Wrocławiu. W 1919 zbierał pieniądze w USA dla polskiej akcji plebiscytowej na Górnym Śląsku. Udało mu się zebrać aż 15 tys. dolarów. Pracował w Polskim Komitecie Plebiscytowym na Śląsku. Współzałożyciel i działacz Chrześcijańskiego Zjednoczenia Ludowego, które reprezentował w Naczelnej Radzie Ludowej oraz Tymczasowej Radzie Wojewódzkiej autonomicznego województwa śląskiego. Był senatorem I kadencji  (1922-27) -  mandat uzyskał z listy nr 8 (ChZJN), woj. śląskie. W 1922-35 pełnił funkcję komisarza rządowego Izby Przemysłowo-Handlowej w Katowicach, a następnie jej konsultanta. Publikował opracowania społeczno-ekonomiczne i historyczne a także powieści i wspomnienia „Odrodzenie Górnego Śląska” (1932). Zm. 22.07.1941 w Katowicach. (oprac. http://bs.sejm.gov.pl).

Władysław Zechenter urodził się w 1989r. Był inżynierem górniczym, od 1918r dyrektorem kopalni w Jaworznie. Od 1929 roku sprawował funkcję inspektora i prokurenta Jaworznickich Komunalnych Kopalni Węgla. Następnie został naczelnikiem Wyższego Urzędu Górniczego w Katowicach.  Trudno było więc nie brać pod uwagę zdania takich osób.

Nieszczere wobec Polski zamierzenia głównego udziałowca „Laury” Weinmanna wyszły na jaw już w 1927r. Wtedy to drugi co do wielkości akcjonariusz  Sigismund Bosel, bankier wiedeński, ze względu na swoją sytuację finansową zmuszony był do sprzedaży akcji w Górnośląskich Zjednoczonych Hut Królewskiej i Laury. Pakiet przejęła na krótko austriacka Pocztowa Kasa Oszczędności. Obawiano się, że może ten pakiet wpaść w ręce niemieckie. Namawiano Weinmanna do kupna tych akcji. Inż. Kiedroń jeździł z nim do Warszawy, ułatwiał spotkania z finansistami polskimi a nawet z Prezydentem Mościckim. W tym samym czasie Weinmann prowadził rozmowy z Niemcami. W maju jeszcze trwały rozmowy i zdobywanie funduszy  a 26 VI 1927r.,  Kiedroń otrzymał depeszę „Stahltrust hat gekauft” (Trust stalowy kupił). Friedrich Flick  niemiecki przemysłowiec, który nabył akcje trzymał się w cieniu a na  pertraktacje w ministerstwach  w Warszawie wysyłał amerykańskiego bankiera Harrimana. W ten sposób oszukiwał też Weinmanna, a z czasem doprowadził wręcz do całkowitej jego marginalizacji. Niedługo potem inż. Kiedroń został wyeliminowany z zarządu spółki.

F. Flick zaczął wspierać Hitlera już w 1932 - przekazał 50 tys. marek na cele partii. Przejmował potem za bezcen huty i kopalnie żydowskie w ramach "aryzacji" . Zatrudniał w czasie wojny więźniów. Posiadając majątek szacowany na 3 mld. marek - stał się najbogatszym obywatelem III Rzeszy Został skazany w Norymberdze za zbrodnie wojenne.

Wojewodzie Grażyńskiemu udało się jednak wiele stanowisk obsadzać zaufanymi ludźmi, poznanymi jeszcze w okresie powstań. M. Chmielewski  poznany jeszcze w POW został polskim członkiem w Komisji Mieszanej, M. Korowicz,  z-cą polskiego przedstawiciela w Komisji Polubownej do Spraw Obywatelstwa, a od 1933 był naczelnikiem Urzędu do Spraw Obywatelstwa. Na newralgiczne stanowiska zostali mianowani byli powstańcy. Adam Kocur został komendantem śląskiej policji, Jan Wyglenda starostą lublinieckim, Karol Grzesik naczelnikiem Hajduk Wielkich, Ludwik Ręgorowicz  szefem Wydziału Oświecenia publicznego w Urzędzie Wojewódzkim. Wojewoda Grażyński pozyskał też „Związek Strzelecki” . Głównym komendantem „Strzelca” był uczestnik I i III powstania Śląskiego mjr K. Kierzkowski ps. „Brat”.

Przygotowywano się do przeprowadzenia reformy rolnej. Powstała Rada Naprawy Ustroju Rolnego. Grażyński patronował też powstaniu Państwowego Banku Rolnego, który udzielając niskoprocentowych kredytów, miał ułatwiać Ślązakom zakup ziemi.

O skuteczności działań wojewody Grażyńskiego mógł przekonać się książę pszczyński  Jan Henryk XV Hochberg książę von Pless. Znany był on z tego, że po I wojnie światowej jako pierwszy wysunął ideę niepodległości Górnego Śląska. Wspierał nie tylko finansowo,  ale również na drodze dyplomatycznej górnośląski ruch separatystyczny, zorganizowany w Związku Górnoślązaków (1919-24). Bardzo ostro zwalczał polski ruch narodowy. Forsował pomysł Republiki Śląskiej, w której miały się znaleźć jego dobra zarówno w Pszczynie jak i Książu. Podczas III Powstania Śl. zwerbował i wyposażył kompanię ochotników, którzy pod dowództwem jego syna Jana Henryka XVII wraz z  Selbstschutz Oberschlesiens walczyli przeciwko polskim powstańcom pod Górą Św. Anny. W 1922 r. po powrocie Śląska do Polski, nie tylko przyjął natychmiast obywatelstwo polskie, ale też przypomniał sobie piastowskie korzenie. Często gościł na swym pszczyńskim zamku niektórych przedstawicieli polskiej klasy politycznej. W połowie lat 20 znów zaczął wspierać ruchy separatystyczne -Związek Obrony Górnoślązaków i Związek Rodowitych Górnoślązaków. Aktywnie działał wśród mniejszości niemieckiej. Był nawet jednym z liderów osławionego Volksbundu. Światowy kryzys sprawił, że zadłużył znacznie swój dolnośląski majątek. Musiał opuścić Książ i osiąść u syna w Pszczynie. Okazało się, że i ten majątek ma problemy. Toczone były spory podatkowe z Grażyńskim, reprezentującym polskie władze. Von Pless interweniował nawet na arenie międzynarodowej. Nic to jednak nie dało. Ugoda z Grażyńskim polegała na „zrzeczeniu się przywileju górniczego na ziemi pszczyńskiej” oraz układzie podatkowym, na mocy którego państwo polskie przejęło 56% jego dóbr.

Grażyński nie przejmował się też krytyką Arveda Pistoriusa, jakoby w odwecie za zwolnienia z pracy górników - wojewoda przyczynił się do ograniczenia zamówień państwowych, karząc w ten sposób właścicieli kopalń.

Polityka wypierania kapitału niemieckiego przez kapitał polski, akceptowana przez . M. Grażyńskiego i przeprowadzana w końcowym etapie kryzysu gospodarczego w województwie śląskim, przyniosła widoczne efekty. W przedsięwzięciu główną rolę odegrał kapitał państwowy. Przykładowo - państwo przejęło 100% akcji Górnośląskich Zjednoczonych Hut Królewskiej i Laury, 50% Katowickiej S.A. dla Górnictwa i Hutnictwa, 52% zaś huty „Pokój”. Wycofywanie się kapitałów obcych z przemysłu śląskiego było również skutkiem popieranej przez wojewodę polityki regulowania życia gospodarczego za pomocą środków administracyjnych. Konsekwencją było kierowanie wszelkich zamówień do przedsiębiorstw znajdujących się pod państwowym zarządem, co czyniło przedsiębiorstwa prywatne mało rentownymi.

- napisała,  na podstawie Diariusza i tek Jana Szembeka, w swojej książce  Wanda Musialik  s. 241.

Trzeba też pamiętać, że Grażyński dbał o egzystencję materialną Ślązaków, którzy zostali wydaleni z  Opolszczyzny. Zapewniając stałość zatrudnienia i stabilność bytu Ślązaków, ograniczał wpływy niemieckie.

Czego dokonać może niehamowana  agresywność mniejszości, pokazał okres poprzedzający przewrót majowy, kiedy polskość w województwie śląskim znajdowała się w defensywie.

– kontynuuje w swojej książce W. Musialik s. 243

Michał Grażyński był i jest przez niektórych bardzo krytykowany, przez innych wręcz kochany.

Zdecydowanie dbał o interesy polskie na Śląsku. Szukał poparcia wśród rodzin powstańczych. To prawda, że działał metodami faktów dokonanych, ale czy można było inaczej. Ugrzęźliby nasi dziadkowie w niekończących się sporach. Dbał o Ślązaków, a ograniczał samowolę niemieckich przemysłowców i właścicieli latyfundiów.  Te 17 lat (1922-1938) pokoju i rozwoju Śląska, nie można nawet porównywać z 22 latami III RP, w której zniszczono śląski przemysł i doprowadzono wiele dzielnic miast do skrajnego ubóstwa.

Choć w II RP spory polityczne trwały, to jednak wszystkie partie działały dla dobra kraju najlepiej jak potrafiły. A dziś?

 

Tekst ukazał się w „Gazecie Śląskiej”