Sygnatariusze nie tylko się nie pomodlili, ale i nawet nie przeżegnali. Tak jakby byli poprawnymi politycznie urzędnikami

Fot. wPolityce.pl
Fot. wPolityce.pl

Co do okoliczności podpisania deklaracji tzw. pojednania, to trzeba wyraźnie podkreślić, że prezydent Komorowski i premier Tusk robili co mogli, aby nadać jej wyraz polityczny. O tym charakterze politycznym świadczy także okoliczności podpisania dokumentu. wydarzenie to nie odbyło się to bowiem w czasie nabożeństwa ekumenicznego w katedrze katolickiej lub prawosławnej, ale w czasie urzędowej „oficjałki” na terenie Zamku Królewskiego.

Sygnatariusze nie tylko, ze nie pomodli się przed złożeniem swoich podpisów, ale i nawet nie przeżegnali się. Tak jakby byli poprawnymi politycznie urzędnikami. Czyżby zasady nowej ewangelizacji nie obejmowały najważniejszych dostojników kościelnych?

Oczywiście salę zapełnili nie wierni obu wyznań, ale grupa starannie dobranych hierarchów  oraz polityków (Pawlak, Boni, Borusewicz, Gronkiewicz-Waltz), a także ambasador Rosji i establishment warszawski. Sam dokument zawiera słowa ważne, ale są one tak ogólne, ze nie czynią przełomu. Co do pojednania, to Polacy i Rosjanie nie są ze sobą skłóceni. Będą żyli tak jak do tej pory, niezależnie od tego, czy jakiś dokument zostanie podpisany czy nie. Jedynie niektórzy politycy robią co mogą, aby dalej fałszować historię.

Kościoły i narody potrzebują nauczycieli głoszących i żyjących zgodnie z prawdą wolną od ideologicznego zabarwienia. Potrzebują prawdy Ewangelii głoszonej w miłości

– powiedział ks. abp. Michalik. Święte słowa. Tyle tylko, ze taki nauczycielami nie jest ani Cyryl I, ani jego mocodawca z Kremla.

I jeszcze moja wypowiedź dla portalu "Fronda.pl":

O ile nie mam wątpliwości co do tego, że Kościół katolicki działa w sposób niezależny od władzy, to jednak patriarchat moskiewski jest zależny od władzy państwowej. Jak wytłumaczyć list np. prawosławnym na Ukrainie list do Cyryla I jeśli jest tam on symbolem rusyfikacji? - mówi portalowi Fronda.pl ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.

Pojednanie między narodami i wyznawcami różnych religii jest piękną zasadą opartą o najpiękniejsze ideały chrześcijańskie. Jednak zawsze jest pytanie kto z kim ma się jednać i na jakich zasadach?

Jeżeli chodzi o sprawę Cyryla I to ta osoba budzi ogromne wątpliwości z wielu powodów. Przede wszystkim jego przeszłość jest zła, bo to był człowiek, który współpracował z KGB, po drugie patriarchat moskiewski zawsze był uzależniony od władzy państwowej. W dawnych wiekach był to car, który wpływał na obsadę stanowisk, a podobnie było w czasach komunistycznych, gdy władza tolerowała istnienie cerkwi prawosławnej, która była uzależniona od Kremla. Jelcyn, jak i Putin wpływali na obsadę hierarchów i na cały kurs działania cerkwi.

Cyryl I jest osobą niesłychanie kontrowersyjną np. na Ukrainie, gdzie podział w obrębie prawosławnych przebiega w ten sposób, że znaczna część Ukrainy, głównie wschodniej, podlega patriarchatowi moskiewskiemu, natomiast z chwilą uzyskania niepodległości w 1991r. powołano patriarchat kijowski, niezależny, aby przeciwstawić się wpływom Rosji – i to jest drugi nurt prawosławia na Ukrainie. Cyryl I zwalcza patriarchat kijowski i jest to przyczyną wielu konfliktów religijnych i narodowościowych. Ostatnia wizyta Cyryla I na Ukrainie odbyła się w atmosferze protestów. Dla mnie więc Cyryl I jest osobą niewiarygodną.

O ile nie mam wątpliwości co do tego, że Kościół katolicki działa w sposób niezależny od władzy, to jednak patriarchat moskiewski jest zależny od władzy państwowej. Jak wytłumaczyć list np. prawosławnym na Ukrainie list do Cyryla I jeśli jest tam on symbolem rusyfikacji? Jak wytłumaczyć że Polacy tak łatwo przechodzą nad tym do porządku dziennego? Patriarcha jest przeciwnikiem unii części prawosławnych z Kościołem rzymskokatolickim czyli Unii Brzeskiej. A na Ukrainie, w Polsce czy na Białorusi istnieją przecież struktury Kościoła grecko-katolickiego. Dwóch biskupów grecko-katolickich z Wrocławia i Przemyśla wchodzi w skład Episkopatu Polski. Jaki jest stosunek Cyryla I do unitów? Czy będą oni przez niego sekowani?

Moją wątpliwość budzi też sam dokument. On powstaje w ogromnej konspiracji. Opinia publiczna, wierni nie znają jego treści. Ten dokument nie został poprzedzany dyskusją wewnątrz Kościoła katolickiego i wierni nie mogli się z nim zapoznać. Odebrałem ostatnio dwa telefony od duchownych specjalizujących się w relacjach katolicko-prawosławnych i powiedzieli, że nikt z nimi nie rozmawiał o treści tego dokumentu. Jeśli pomija się ekspertów, to kto decyduje o treści dokumentu? Dlaczego się pomija takie osoby?

Dziś słuchałem wypowiedź abp Józefa Michalika i ze zgrozą usłyszałem słowo: „zapomnieć”. Co mam zapomnieć? Pojednanie nie oznacza przecież zapomnienia Katynia. W tym dokumencie zapowiedziano również odniesienie do historii.

Pojednanie polsko-rosyjskie czy katolicko-prawosławne jest dobrą drogą. Jednak u jego podstawy są moje wątpliwości zaufania dla osoby Cyryla I – podsumowuje ks. Isakowicz-Zaleski.

Not. Jarosław Wróblewski

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...