Swój najnowszy wideofelieton, nagrany po dwutygodniowej przerwie, Jan Pietrzak rozpoczyna od uspokojenia widzów, że nie zdarzyło mu się żadne urlopowe nieszczęście:
Nie korzystałem z biura podróży, które upadło, nie leciałem linią OLT, która zbankrutowała, nie lokowałem oszczędności w Amber Gold, gdzie akurat przetopiono Gold i ukryto Amber.
Po czym stwierdza jak wiele nieszczęść zdarzyło się tu w ciągu dwóch tygodni:
Można powiedzieć, że to kolejne plagi Tuska o których od kilku lat śpiewam. Plaga padła np. na reprezentację olimpijską, która wypadła w Londynie mniej więcej tak Mucha, minister od sportu w maratonie. Tradycyjne dla tego rządu klęski żywiołowe też nie próżnowały. Tajfuny, tornada, pioruny, nawałnice rujnowały wsie, miasta, zrywały dachy z regularnością nie spotykaną w PKP.
Burze w ocenie Jana Pietrzaka szalały też w głowach telewizyjnych oszukańców, którzy już gubią się w tym jakie przykrywki rzucać na niewygodne tematy:
Czy Madzią z Sosnowca przykrywać syna Tuska czy raczej odwrotnie, małym Tuskiem zasłonić milionowe przekręty niejakiego Plichty i tym co za nim stoją.
Jan Pietrzak podziela powszechną dość opinię ludzi dociekliwych, że przekręt o tej skali nie byłby możliwy bez silnego wsparcia z obozu władzy:
Musi być ten Plichta nieźle umocowany w gdańskim mateczniku Platformy Obywatelskiej skoro po wielu wyrokach skazujących bez przeszkód okrada nieporadnych emerytów i podwórkowych cwaniaczków wierzących w szczęśliwe pomnożenie ich pieniędzy. Żadni kontrolerzy, prokuratorzy, sędziowie, kuratorzy, inspektorzy mu niestraszni, bo on sponsorował film o Wałęsie, ufundował dumny napis "im. Lenina" na bramie stoczni, i zna osobiście Adamowicza. No proszę państwa, z takimi patronami to pod tym rządem nikt nie przepadnie. A jakby poskrobać to i dotacja wyborcza na słuszną partię została przelana.
Jak bowiem wiadomo, podkreśla artysta, kluczem do interesów jest dostęp do informacji. I z tego skorzystał pewien młodzieniec o "doskonałym curriculum vitae":
Chłopak z ambicjami odziedziczonymi po przodkach miał oczywiste atuty: dziennikarskie doświadczenie w transporcie, posada na lotnisku, rodzinne koneksje, a przy tym czcigodne nazwisko Tusk. I wszystko byłoby dobrze gdyby nie tatuś, który chlapnął kiedyś dla pognębienia nielubianego ministra o nazwisku Kalemba, że jego syn powinien odejść z pracy bo zachodzi podejrzenie nepotyzmu. No niestety, młody Kalemba junior nie przejął się propozycją, za to w konsekwencji zainteresowano się synem samego premiera. I wyszły na jaw brudne ciekawostki.
Premier wtedy zniknął na dwa tygodnie, a Amber Gold upadł na mordę. Premier zaś śpiewa nam znowu: Polacy, nic się nie stało - puentuje Jan Pietrzak.
gim
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/138102-jan-pietrzak-o-nowych-plagach-tuska-i-amber-gold-jakby-poskrobac-to-i-dotacja-wyborcza-na-sluszna-partie-zostala-przelana
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.