Nadgorliwość jest gorsza od… Lis chce nas wzruszyć losem uciśnionych Tusków, Kwaśniewskich i Jaruzelskich

Fot. wPolityce.pl / "Newsweek"
Fot. wPolityce.pl / "Newsweek"

Nie jest dobrze. Biją z każdej strony. Uczepili się młodego i wygląda na to, że tym razem stary się nie wywinie. Trzeba więc grzać. Dać odpór. Namalować ich zacofanie, zawiść, małość, która nigdy nawet nie stanie się cieniem wielkości naszych wymuskanych okładkowych bohaterów.

Michał i Kasia Tusk: Tato, jak żyć? Czy opłaca się być dzieckiem premiera?

– w „Newsweeku” futrzak nie zapomina, jak kitą osłaniać.

Sam redaktor naczelny – spoglądający na czytelnika w ulubionej pozie podpartej bródki mającej zapewne dodawać intelektualnej powagi – w cotygodniowej porcji dusznej propagandy nawiązuje do tematu numeru:

Nasz następny premier powinien mieć wnuki, nie mając dzieci. Powinien być dziadkiem i ojcem narodu, ale nie ojcem dzieci. Dzieci bowiem to kłopot.  Mogą się upić i narozrabiać. A gdy są starsze, jest jeszcze gorzej, bo mogą na przykład chcieć pracować, a wtedy pojawia się konflikt interesów.

I tyle miało do napisania lekkie pióro Tomasza Lisa w kwestii konfliktu interesów. Również jego podwładni kilka stron dalej lewą rękę za prawym uchem dłubiący wyciskacz łez o ciemiężonych dzieciach polityków nie znajdują na sześciu szpaltach miejsca, by choćby liznąć sedno tematu, którym żyje polska polityka i media od paru dni. Szerokim łukiem starają się omijać jednoczesną pracę młodego Tuska dla państwowego portu lotniczego i prywatnego przewoźnika, którego interes często jest przeciwstawny do interesu publicznej spółki.

Redaktorzy „Newsweeka” sięgają po najjaśniejsze gwiazdy młodego pokolenia autorytetów III RP. Nad ciężarem nazwiska płacze Monika Jaruzelska, Kasia Tusk wzrusza opowieścią o atakach na brata, które bolą ją bardziej niż najgorszy artykuł na jej temat, a Aleksandra Kwaśniewska cieszy się z popularności, która zdobyła gibając się rytmicznie w telewizyjnym show dzięki nazwisku i radzi, by się nie martwić, tylko korzystać z popularności.

Wszystko w mdłym sosie, w którym okruchy celebryckiej tandety mieszają się z próbą wywołania współczucia dla Bogu ducha winnych potomków polityków.

Z „Newsweeka” nie dowiemy się jednak, dlaczego o Michale Tusku mówi dziś cała Polska: o synu premiera – dziennikarzu piszącym zarówno pytania jak i odpowiedzi w wywiadzie z obecnym chlebodawcą z innej branży czy o synu premiera – pracowniku państwowej spółki wynoszącym (najprawdopodobniej wbrew interesowi tej spółki) cenne dane prywatnemu biznesmenowi.

Generalnie – o łamaniu zasad zarówno dziennikarskich, jak i biznesowych (zwłaszcza w przypadku państwowej posady).

Lisa te kwestie nie interesują, co nie dziwi, bo słowa „standardy” nie potrafi on zapewne nie tyle zdefiniować, co nawet przeliterować.

Tym razem sytuacja jest inna. Młodego Tuska nie da się usprawiedliwić. Trudno też wyobrazić sobie, by senior był w stanie wybronić swą latorośl. Jest zawiadomienie do prokuratury na jego syna, opozycja chce komisji śledczej, padają pytania o dzielenie się szefa rządu wiedzą o kłopotach Amber Gold z własnym dzieckiem, a ukrywanie jej przed dziesiątkami tysięcy klientów podejrzanej firmy.

Premier na razie wybrał – i słusznie – milczenie. To czas na ofensywę zaprzyjaźnionych gorliwych redakcji. Jak dotychczas – mało finezyjną.

Kto wie, co wydarzy się w kolejnych dniach. Po Lisie można się spodziewać, że w państwowych spółkach poszuka nawet dzieci Jarosława Kaczyńskiego.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Autor

Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych