O tym jak TVN uroczo przytulił do piersi zaatakowanych Donalda i Michała Tusków

TVN swoim, aż lepiącym się do rządzącej partii materiałem „dziennikarskim” opowiadającym o tym jakie to biedactwo jest Tusk – Junior, którego ojca-premiera źli ludzie oskarżają o nepotyzm, kolejny raz udowodnił, że nieoficjalna nazwa nadana mu przez Internautów pasuje jak ulał. Tusk Vision Network (lub w innej wersji: Tusk Vaselina Network) znów sprawdza się na froncie walki o cnotę partii Donalda Tuska.

Autor ma niewątpliwie talent. Może to znowu Michał Tracz, który niedawno „odkrył aferę” w której posłowie PiS mieli czelność badać dokumenty państwowego Elewarru?

Materiał o Tusku-juniorze jako żywo przypomina scenki z peerelowskiego Dziennika Telewizyjnego, gdy jakiś stojak do mikrofonu (wtedy zwany dziennikarzem) głos oddawał tylko jednej stronie. Przypadkowo była to zawsze strona partyjno-rządowa.

Pracownik TVN także nie raczył zapytać nikogo spoza kręgu osób, które de facto usprawiedliwiał, o zdanie w tej prawie. Czy aby na pewno spółka państwowo-samorządowa zarządzana przez ludzi podległych funkcjonalnie partii, na której czele jest Donald Tusk, zatrudniając jego syna, nie kierowała się chęcią przypodobania się „bossowi”? To pierwsze pytanie jakie się powinno narzucać wścibskiemu reporterowi. Ale są też inne.

Jakie kryteria fachowości spełniał Michał Tusk, że jemu, a nie innym chętnym (no chyba, że nikt tam oprócz niego nie chciał pracować) dano tę pracę?

O ile wiadomo Michał Tusk interesował się do niedawna sprawami kolejowymi. Jeździł nawet do Chin na koszt Covecu, firmy znanej z budowy, a raczej niebudowy, odcinka autostrady A-2.

Co się takiego stało, że zainteresował się sprawami lotniczymi? Znudziły mu się pociągi?

Tomasz Wołek jeden z komentatorów piątkowego poranka w TOK FM stwierdził ostatnio, że Tuska-juniora czepiają się „zawistnicy”. W takim razie z takich „zawistników” składa się niemal cały cywilizowany świat, do którego pretenduje Polska. Bo wszędzie tam sprawa zatrudnienia latorośli w spółce powiązanej politycznie z jego rodzicem, jest gruntownie sprawdzana.

A może Polsce Tuska bliżej jest jednak jeszcze do standardów białoruskich? Tam faktycznie nie wolno o takie sprawy pytać. A dzienniki telewizyjne chronią rządzących polityków i ich rodziny jak niepodległości.

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...