Rządzący Polską prowadzą politykę, której skutki coraz częściej oznaczają osłabienie polskiego bezpieczeństwa narodowego. Polska i Polacy są pozbawiani kolejnych obszarów, instytucji i mechanizmów gwarantujących bezpieczeństwo. Dzieje się to na wielu płaszczyznach.

Coraz więcej wskazuje na to, że Polska jest w sensie militarnym dziś bezbronna. Gwarancje tzw. twardego bezpieczeństwa Polski płyną jedynie z istnienia zapisów traktatu waszyngtońskiego. Polska sama w sobie nie ma szans na obronę. Widać ogromne braki w armii, również na tle potencjalnego agresora. Rosyjska armia w samej tylko marynarce wojennej ma 180 tys. żołnierzy. W służbie czynnej Rosja utrzymuje około miliona żołnierzy. Polska tymczasem nie jest w stanie dobić do założonych 100 tys. w całej armii. Co więcej, nie mamy już poboru, więc możliwość szybkiego zasilenia wojsk choć w podstawowym stopniu wyszkolonymi żołnierzami obecnie nie istnieje. Jak mówił politolog Przemysław Żurawski vel Grajewski w rozmowie z portalem Stefczyk.info, w Polsce wskaźnik mobilizacyjny wynosi jedynie 0,26 proc. ludności. To znacznie poniżej średniej europejskiej, która wynosi 1,6 proc. Polski wskaźnik jest jednym z najmniejszych w Europie.

Jak wskazywał Żurawski, problemem jest również struktura polskiej armii. W Wojsku Polskim mamy wielki przerost kadry oficerskiej i podoficerskiej. W działaniach wojennych armia może wykorzystać jedynie około 30 tysięcy żołnierzy liniowych.

Rząd w obszarze polityki militarnej popełnił kardynalne błędy. Działa, jakby Polska była bezpieczna i pewna o spokój swojego regionu. Tymczasem jest zupełnie inaczej. Polska jest otoczona dwoma niebezpiecznymi obszarami - obwodem kaliningradzkim (najsilniej zmilitaryzowany region Federacji Rosyjskiej) i Białorusią (ma obecnie podobną siłę uderzeniową do Polski). Te dwa obszary stanowią potencjalne zagrożenie. Zagrożenie, które po nabraniu realnych kształtów, może okazać się zbyt duże dla wycieńczonej polskiej armii. Polityka militarna prowadzona przez rząd doprowadziła do stanu, w którym potencjał Polski może nie pozwolić nawet na doczekanie się na pomoc sojuszniczych wojsk. Pozostaje nadzieja, że nikomu nie opłaci się wkraczać. Plany NATO nie zakładają bowiem odbijania terenów zajętych przez wroga.

Sprawa degradacji twardego bezpieczeństwa narodowego kraju ma również swój odcień polityczny. Obecnie ludzie stojący na czele ważnych instytucji wojskowych nie dają gwarancji bezpieczeństwa. Prezydent Bronisław Komorowski, szef BBN gen. Stanisław Koziej, szef Sztabu Generalnego WP, gen. Mieczysław Cieniuch, wielu wysokich oficerów wojskowych, w tym ważnych dowódców poszczególnych jednostek i typów wojsk ma w swoim życiorysie ślady niebezpiecznych kontaktów i związków pośrednich lub bezpośrednich ze służbami sowieckimi lub postsowieckimi. Kontakty z WSI, WSW, GRU, Zarządem II Sztabu Generalnego PRLowskiego wojska otwierają tymczasem pole do szantażu, nacisków oraz rodzą niebezpieczeństwo powstania nieszczelności systemu ochrony tajemnic państwowych.

Uplasowanie tych osób na najważniejszych stanowiskach dot. wojskowości rodzi bardzo poważne zagrożenie dla kraju. Ich powiązania powodują, że system bezpieczeństwa narodowego nie daje gwarancji profesjonalnej ochrony polskich interesów. Co więcej, rodzi wręcz zagrożenie wrogą penetracją i wzmacnia podatność na sterowanie zewnętrzne. Wystarczy dojście do jednej z osób o związkach z wymienionymi służbami, by kraj obcy był w stanie poznać tajemnice Polski, a być może również NATO.

Istnieją poważne wątpliwości, czy polskie służby są dziś w stanie osłonić kraj przed penetracją, a osoby o obniżonej wiarygodności odsunąć od tajemnic wojskowych. To zdaje się bardzo wątpliwe. Służby III RP są bowiem w dużej mierze instytucjami opartymi na funkcjonariuszach PRLowskich formacji i ich wychowanków. To rodzi podejrzenia, że nie są w stanie skutecznie działać, przynajmniej na odcinku wschodnim. Tak było przecież z WSI, które nie złapały nigdy rosyjskiego szpiega (co udało się UOP). Obecnie widać podobną nieskuteczność. W 2011 roku ABW wszczęła dochodzenie dot. dwóch szpiegów białoruskich. Tymczasem wiadomo, że gra wywiadów i służb bynajmniej nie skończyła się wraz z upadkiem ZSRS. Świadczą o tym choćby doniesienia z Niemiec, gdzie odnotowano silną aktywność służb chińskich i rosyjskich. Tej aktywności ABW zdaje się w Polsce nie zauważyła. Można się jedynie domyślać, czy dlatego, że służby te nie istnieją, czy Agencja nie była w stanie ich wyśledzić.

Sądząc po działaniach tej służby może chodzić o to drugie. Najważniejsza polska formacja działa bowiem nierzetelnie. Ostatnio okazało się, że ABW przyznała certyfikat dostępu do materiałów niejawnych posłowi, który usłyszał zarzuty związane z handlowaniem podrobionymi towarami. Taki człowiek jest za zgodą Krzysztofa Bondaryka członkiem sejmowej komisji ds. służb specjalnych. To jego pomysłem było zatrudnienie, jako eksperta tej komisji, Marka Dukaczewskiego, byłego szefa WSI, będącej de facto przybudówką rosyjskich służb. Autor tak niebezpiecznej propozycji, człowiek, który może okazać się przestępcą, został uplasowany na stanowisku kontrolnym. Ma mieć dostęp do tajemnic i śledztw, również na swój temat. Zgodę na tak groźny precedens dała służba, której szefowie również są ogniwem w systemie niebezpieczeństwa. Wielokrotnie pisano o tym, że szef Agencji gen. Bondaryk miał brać udział w gangu handlującym danymi abonentów telefonii komórkowych, że ma on do dziś nie rozpoznane związki z wielkim biznesem, które mogą rzutować na jego pracę w służbie. Ten człowiek jest zagrożeniem dla formacji, którą kieruje, oraz dla Polski.

Podobnie jest z jego zastępcami. Jednym wiceszefem Agencji jest płk. Zdzisław Skorża, były funkcjonariusz SB, zweryfikowany w 1990 roku. Z kolei drugi, Jacek Mąka odpowiada za wykorzystywanie do prywatnych rozpraw podsłuchu założonego przez ABW dziennikarzom. Tych trzech ludzi kieruje najważniejszą służbą. Służbą, która w ostatnim czasie kilka razy się skompromitowała. Taki wydźwięk płynie z afery hazardowej, afery stoczniowej, czy ostatniej afery taśmowej. Wszystkie one mają jeden wspólny mianownik, którym jest brak zdolności instytucji państwa do skutecznej ochrony polskich interesów politycznych i ekonomicznych oraz brak działań wzmacniających bezpieczeństwo kraju.

Ten stan jednak zdaje się nie przeszkadzać premierowi. Tusk mimo wielu patologi w działaniach służb nie zmienił ich szefostwa. Nawet katastrofa smoleńska nie zachwiała pozycji służb w Polsce. Większość ich szefów otrzymała awanse po 10 kwietnia. Premier Tusk działa wręcz jakby zależało mu na konserwacji obecnego stanu rzeczy. Stanu, który może rozwijać się tylko w kierunku pogrążania się w coraz głębszym kryzysie i patologiach.

Te patologie rządzący wręcz wzmacniają. Wielu ekspertów zajmujących się kwestią bezpieczeństwa narodowego wskazuje na fatalne skutki nieodpowiedzialnej gry, jaką rząd rozpoczął wokół emerytur mundurowych. Pojawia się niepewność, jaka będzie przyszłość emerytalna funkcjonariuszy. Czy zostaną oni włączeni powszechnego systemu emerytalnego, czy zostaną im odebrane wszystkie przywileje emerytalne? Ta niepewność skutkuje większą skalą odejść ze służby. Co szczególnie niepokojące, odchodzą doświadczeni funkcjonariusze, którzy nie chcą ryzykować pozostając w swojej formacji. Sytuacja może być wkrótce jeszcze gorsza. Podobne głosy słychać w policji. Tam też są problemy kadrowe. Kilka tysięcy miejsc w policji pozostaje nieobsadzonych. Za chwile może być więcej, ponieważ pierwsze skutki ostatnich zmian dot. emerytur mundurowych będą odczuwalne od stycznia. To zbiega się w czasie z powracającymi pomysłami rządu, by likwidować małe posterunki policji w całym kraju. Te dwa trendy mogą oznaczać poważne osłabienie gwarancji i poziomu bezpieczeństwa obywateli.

Polacy niebawem mogą odczuć skutki fatalnej polityki, przyjętej przez rząd. Kwestie bezpieczeństwa narodowego to bowiem sprawa, która wpływa na codzienne funkcjonowanie państwa i odbija się na relacjach z obywatelami. Co jeszcze bardziej niepokojące, wpływ na skutki osłabienia poziomu bezpieczeństwa oraz na ich wzmocnienie mają nie tylko czynniki wewnętrzne. Należy sobie zdać sprawę, że widoczne w Polsce osłabienie bezpieczeństwa narodowego może stać się narzędziem brutalnej gry na szczeblu międzynarodowym. Dziś zarówno Rosja, jak i nasi sojusznicy z NATO są świadomi stanu polskiego państwa. Wiedzą więc, na ile twardo mogą grać z Polską i o Polskę między sobą. Nasi sojusznicy wiedzą, jak wiele mogą postawić na szali, by brać nas w obronę. To, co widzą, nie może ich napawać pewnością, że warto o nas walczyć. Widzą bowiem pogarszanie się standardów w obszarze bezpieczeństwa narodowego, począwszy od spraw opisanych powyżej, a skończywszy na nieudolności systemu walki ze skutkami klęsk żywiołowych czy coraz bardziej osłabianą polską siecią placówek medycznych.

Wiele informacji o sprawach dotyczących patologi ws. klęsk żywiołowych pokazały ostatnie lata i powtarzające się nawałnice, powodzie i huragany. Rząd wykazuje w tej mierze ogromną nieudolność. Nie ma systemu ostrzegania, nie ma procedur związanych z koordynacją działań aparatu państwa na szczeblu rządowym. Po podziale MSWiA na dwa resorty panuje w tym obszarze potworny bałagan. Struktury lokalne odpowiedzialne za zapobieganie zniszczeniom, a potem za walkę ze skutkami klęsk podlegają dwóm różnym resortom. To skutkuje chaosem i brakiem odpowiedzialności za działanie rządu. To z kolei odbija się na obywatelach, którzy nie mogą być pewni swojego bezpieczeństwa ani pewni, że państwo skutecznie ich wesprze, gdy już spotka ich tragedia.

Podobnego spokoju nie mogą mieć również pacjenci korzystający z publicznej opieki medycznej. Rząd Tuska prowadzi politykę chaosu i oszczędzania na służbie zdrowia. Coraz częściej opinia publiczna dowiaduje się, że kolejni pacjenci nie mają dostępu do terapii, że leki nie są refundowane, że nie ma woli rządzących, by rozwiązać spór z lekarzami. Spór ten więc rozkwita i co chwila działa negatywnie na pacjentów. Ich sytuacja może ulec dalszemu pogorszeniu w przyszłym roku. Zgodnie z planami rządu i prawem szpitale, które na koniec roku nie zbilansują budżetu, zostaną przekształcone w spółki prawa handlowego. To wymusi na ich władzach prowadzenie działalności w oparciu o cele handlowe - liczył się będzie głównie zysk. Pacjent będzie na drugim planie, co przy coraz lepiej widocznych planach oszczędzania na wszystkim, w tym na służbie zdrowia, rysuje nieciekawą przyszłość polskich pacjentów. Ich poczucie bezpieczeństwa się obniży.

Ta sprawa dopełnia obrazu niszczejących i niszczonych gwarancji bezpieczeństwa narodowego w Polsce. Ten obszar, będący miękkim podbrzuszem każdego państwa i społeczeństwa, jest w Polsce stale degradowany. To otwiera pole wewnętrznym i zewnętrznym graczom - zorganizowanym grupom nacisku, grupom terrorystycznym, radykalnym organizacjom, państwom obcym i podmiotom międzynarodowym - do skutecznego nacisku na polski rząd i naród. Cios w poczucie zagrożenia, sianie paniki jest przez rządową politykę osłabiana państwa coraz łatwiejsze. A to najskuteczniejsza metoda wywierania skutecznej presji na społeczeństwo i władzę kraju.

Polska jest coraz bardziej narażona. A rząd zdaje się nie reagować. Niestety obecna władza bezpieczeństwem Polski i Polaków się nie kieruje. Polska kuli się i siedzi coraz ciszej, licząc na litość sąsiadów. To jest znacznie łatwiejsze niż próba odbudowy kraju oraz przywrócenie Polakom należnych im państwowych gwarancji bezpieczeństwa. Po cichu polska władza rozkłada kraj na łopatki.