Do dobrego tonu należy dzisiaj mówienie o tym, jak ważna jest polityka prorodzinna. Dramat demograficzny, dramat rosnącej liczby rozwodów czy wzrost liczby dzieci umieszczanych w opiece zastępczej (przy zmniejszającej się populacji dzieci) są niektórymi z wielu symptomów osłabienia rodziny. Dlatego tak naglącym zadaniem jest autentyczne działanie na rzecz wzmocnienia rodzin.


Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że z takich pustych deklaracji o znaczeniu rodziny coś wynika. Oto na odbywającym się w tym tygodniu posiedzeniu Sejmu omawiany miał być projekt wprowadzenia związków partnerskich. Projekt ten miał wywołać dyskusję, której założeniem jest przekonanie społeczeństwa do tego, by małżeństwa kobiety i mężczyzny nie traktować jako wspólnoty wyjątkowej. Zamiast zatem o   elementach polityki rodzinnej – bo programu takiej polityki rząd nie ma – miała być dyskusja o tym jak można osłabić znaczenie małżeństwa, na którym opiera się rodzina.


Skutkiem zapewnienia takiego samego statusu jak małżeństwo tzw. związkom partnerskim w tym parom homoseksualnym byłoby oczywiste zmarginalizowanie małżeństwa. Tymczasem, ze względu na jego wyjątkowe znaczenie, wynikające głównie z zapewnienia dzieciom właściwych warunków opiekuńczo – wychowawczych posiada ona liczne obowiązki i prawa.


Marginalizowanie małżeństwa to osłabianie rodziny, tworzenie społeczeństwa coraz bardziej samotnych ludzi, to droga do masowego krzywdzenia dzieci, które potrzebują stabilnego środowiska wychowawczego.