"Wyborcza" po taśmach Beger: "To żenująca polityczna korupcja!". I po taśmach Serafina: "nagrywanie to plugawienie życia publicznego"

Rys. Rafał Zawistowski
Rys. Rafał Zawistowski

Kiedy we wrześniu 2006 roku wybuchły tzw. taśmy Beger "Gazeta Wyborcza" poświęcała sprawie, w histerycznym tonie, miejsce na pierwszych stronach przez kilka dni. Publikowano analizy, komentarze pełne oburzenia, wezwania do odejścia rządu i potępienia "korupcji politycznej. Wicenaczelny "Gazety Wyborczej" Jarosław Kurski komentował, że "tak wygląda władza PiS od kuchni":


Polacy oniemieli. Zastygli w szoku. Domyślaliśmy się, jak wygląda kuchnia władzy PiS. Jednak co innego wiedzieć, a co innego zobaczyć.

Trudno jest opanować zażenowanie, gdy Renata Beger - skazana za fałszerstwa wyborcze - występuje dziś w roli świętej Joanny d'Arc polskiej polityki i ze łzami w oczach prawi frazesy o ojczyźnie i trawiącej ją fali korupcji. To samo zażenowanie nie opuszcza nas, gdy Adam Lipiński, przyzwoity w końcu człowiek, dopuszcza się aktu politycznej korupcji, załatwiając partyjne interesy za publiczne pieniądze, i nie widzi w tym nic złego....

 

I dodawał, że oto partia Kaczyńskiego "kurczowo trzyma się władzy". Jak wiadomo, korupcji żadnej w owych taśmach Beger nie było, choć była niestosowność. A same materiały zostały zdobyte przez bojowników TVN poprzez klasyczną prowokację polityczną (nie mylić z dziennikarską).

Dla porównania - co się dzieje gdy wybuchają "taśmy Serafina", pokazują nie żadne luźne rozmowy o stanowiskach w rządzie, co samo w sobie żadnym przestępstwem nie jest, ale konkretnie opisują system korupcyjny, mechanizm dojenia państwa w sektorze rolnym? Czy "Gazeta Wyborcza" grzmi oburzona? Poświęca sprawie pierwsze miejsca? Ależ skąd. Przez kilka dni leniwie opisuje, a po trzech dniach znany nam już z oburzenia z roku 2006 Jarosław Kurski oburza się na... nagrywających! W komentarzu na pierwszej stronie szydzi z "polskiej paski nagrywania".

Zaczyna od wspomnienia afery Rywina (o tym wątku napisał już Piotr Zaremba) by dowodzić:

Niestety, od tamtego czasu metoda "taśmowa" rozlała się jak Polska długa i szeroka i jest dziś przejawem splugawienia życia publicznego. Fatalnym naśladowcom nie chodzi już o udowodnienie przestępstwa, ale o to, by "mieć trzymanie" na politycznego rywala.

Renata Beger zaaranżowała nagranie Adama Lipińskiego z PiS. Sławomir Julke, chcąc uderzyć w premiera Tuska, nagrał prezydenta Sopotu Jacka Karnowskiego. Tuska zresztą też próbował. Zbigniew Ziobro jako minister sprawiedliwości nagrał Andrzeja Leppera, wicepremiera gabinetu, w którym zasiadał. Był tak z siebie dumny, że ogłosił: "Obłożę w ramki ten dyktafon i będę wspominał tę chwilę".

(...)

Deprawacja ludzi posługujących się "metodą taśmową" nie zwalnia rządu z obowiązku wyjaśnienia tej sprawy do spodu. Jednak politycznego klientelizmu i kolesiostwa nie zwalczy się spektakularną akcją. To robota na długie lata, dla tego i kolejnych polskich rządów.

Tak więc dzisiaj Kurski przyznaje, że Beger grała w jakąś prowokację, choć wtedy grzmiał, że odsłoniła zgniliznę. Dziś nagrywający są "zdeprawowani" i ""splugawieni", wtedy byli obrońcami demokracji. Dziś o oczywistej korupcji, klientelizmie, rozdrapywaniu dobra publicznego w obozie władzy ogóle się nie rozmawia, nie ma tematu! Wówczas z armat strzelano do byle wróbli, a na miano korupcji zasługiwało dosłownie wszystko.

Czy to szczyt medialnej hipokryzji? Czy trzeba innych dowodów jak niemoralnie stronnicze są niektóre polskie media? Jak - użyjmy tego słowa - zdeprawowane? Że napiszą wszystko by wspomóc "swoich" i zniszczyć innych?

Pierwsza strona "Wyborczej" dwa dni po taśmach Beger - to temat nr 1, Kurski grzmi oburzony!

A tak dwa dni po taśmach Serafina - to temat marginalny, a Kurski ironizuje:

gim

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...