I po co o oszukiwać samego siebie, panie Hołownia? Nie piszesz Pan w „Newsweeku” dla jakiejś misji. Robisz Pan w mediach dla kasy i popularności i z tego jest ciężko nagle rezygnować

fot. You Tube
fot. You Tube

W swoim newsweekowym felietonie „Kiedy zrezygnuję z Newsweeka” Szymon Hołownia już na początku daje świadectwo, że gdzieś się w tym wszystkim, w tym całym zagmatwanym świecie, mocno pogubił:

Od tygodnia pytają mnie, kiedy zrezygnuję z felietonu w „Newsweeku”, bo na jego okładce dwie lesbijki obwieściły, że wychowują dziecko. Nie zrezygnuję. Gdybym miał składać broń po każdej okładce „Newsweeka” wywołującej mój sprzeciw, nie starczyłoby mi czasu na pisanie czegokolwiek innego niż wypowiedzenia.

Wystarczyłoby napisać jedno (słownie jeszcze raz: JEDNO) wypowiedzenie - a to zajmuje 5 minut - i miałby Pan problem okładek „Newsweeka” z głowy. Tak zrobił np. Sławomir Cenckiewicz i Tomasz Terlikowski, kiedy nie spodobała im się okładka pierwszego numeru tygodnika „Wręcz Przeciwnie”. Zrezygnowali natychmiast ze współpracy. Inna sprawa, że jak się później okazało red. Terlikowski zrezygnował tak naprawdę z innych powodów, chociaż oficjalnie ogłosił na Frondzie, że:

Nie wolno kupczyć religią i rzeczami świętymi. I nie mogą tego robić nie tylko politycy, ale także dziennikarze, którzy kupczenie polityków chcą napiętnować. A takim właśnie marketingowym wykorzystaniem świętych dla katolików rzeczy jest okładka nowego tygodnika „Wręcz Przeciwnie”. Na znak protestu przeciw takiemu zachowaniu odchodzę zatem z jego składu.

Takie tam ple, ple, ple, bowiem zanim numer poszedł do druku red. Terlikowski wiedział jaka ilustracja będzie zdobiła pierwszą stronę tego tygodnika, gdyż okładka była ilustracją do jego tekstu, który był głównym tematem numer i redakcja go o tym poinformowała! Przed drukiem nie miał zastrzeżeń. Po tym jak się zrobiło wokół okładki nagle głośno red. Terlikowski znalazł jakże inteligentne wyjście z sytuacji. Szkoda, że nie mające nic wspólnego z prawdą.

Podobnie wyglądają tłumaczenia Szymona Hołowni, tyle tylko, że ten szuka dla siebie usprawiedliwienia, aby nie rezygnować z intratnego okienka w poczytnym tygodniku opiniotwórczym:

Mógłbym pewnie zażywać świętego spokoju na łamach pism katolickich, ale za zbyt cenną uważam możliwość powiedzenia właśnie tu, w „Newsweeku”, co sądzę o wychowywaniu dzieci przez pary homoseksualne.

Doprawdy? Mógłby Pan? Oczywiście, że nie, bo pisma katolickie nie zapewniają dwóch rzeczy, które zapewniają pisma wielkich koncernów: kasy i popularności. A, i odpowiednich znajomości. Dopisywanie do tego jakiejś misji obraża inteligencję czytelnika.

Pan może sobie pisać w „Newsweeku” teksty przeciwko dwóm lesbijkom wychowującym dziecko nie dlatego, że Pan ma takie stanowisko i jest Pan taki dzielny i potrafi iść pod prąd, tylko dlatego, że taka jest linia redakcyjna pisma i ktoś taki, który będzie miał inne zdanie, jest przewidziany w tym projekcie. Pan jest tylko elementem projektu. Jeżeli w Polsce liczba katolików spadnie do kilku procent to nikt Pana nie będzie w mediach typu Newsweek potrzebował. Dziś taki kwiatek do kożucha jest temu projektowi niezbędny.

Pan z tego zaś czerpie pełnymi garściami. Rajcuje Pana popularność. Zresztą, ona niejako stała się dla Pana głównym kryterium oceny innych. Czyż nie to właśnie Pana najbardziej wkurzyło, kiedy „ksiądz Adam Boniecki decyzją władz zgromadzenia Księży Marianów” dostał „zakaz wypowiadania się w mediach” za to, że plótł trzy po trzy na temat udziału Adama „Nergala” Darskiego  w  programie telewizji publicznej?

Jak można było tak znaną i sławną postać jak ks. Boniecki uciszyć? I kto to robił? Jakiś nieznany Zakon Marianów! A i jeszcze jakiś nieznany biskup śmiał napisać list do ks. Bonieckiego stawiając go do pionu. Tak właśnie widział sprawę Szymon Hołownia.  2 listopada 2011 r. na swoim blogu na religia.tv  pisał:

Tysiące ludzi czekają w tym poganiejącym z dnia na dzień kraju na to, by ogłosić im Ewangelię. O Zgromadzeniu Księży Marianów czy biskupie Meringu z pewnością nie słyszeli. Usłyszeli dzięki temu, że zdecydowali się oni kopnąć w księdza Bonieckiego.

– tak tego dnia głosił Ewangelię Szymon Hołownia.

Można zrozumieć (ja rozumiem) krytyczne zdanie biskupa Wiesława Meringa o publicystyce księdza Bonieckiego wokół wspomnianej sprawy Nergala, trudno jednak przejść do porządku dziennego nad zwyczajnym chamstwem od którego aż kipi jego list jaki do Bonieckiego skierował.

– i takie haniebne słowa tego dnia trafiły do czytelników bloga Hołowni.

Biskup Wiesław Mering był pierwszym hierarchą Kościoła, który miał odwagę zabrać publicznie głos i potępić udział satanisty Darskiego  w programie „The Voice of Poland”. Czy zrobił to tylko i wyłącznie po to, aby według kryteriów Hołowni, kopnąć Adama Darskiego, aby świat o biskupie usłyszał? Czy zrobił to może z troski nie tylko o wiernych Kościoła Rzymsko-Katolickiego, ale również wszystkich tych właśnie, którzy od Kościoła dzięki takim Nergalom odchodzą coraz dalej. Kiedy kolejni hierarchowie Kościoła dołączali do protestu przeciwko udziałowi Nergala w „The Voice of Poland” ks. Boniecki postanowił wyrazić sobie w tym temacie zdanie odrębne, używając języka prawniczego. I tu biskup już nie wytrzymał i napisał list w ostrych słowach, ale takich które były adekwatne do zachowania ks. Bonieckiego:

Nie widzi Ksiądz związku między Nergalem jako satanistą i jako jurorem? Proszę zatem zafundować sobie badania okulistyczne i nie szerzyć zamętu w umysłach wiernych opowiadając schizofreniczne tezy. „Ani jedna Jota” nie może być zmieniona w Ewangelii, a nasze wypowiedzi powinny być: „Tak, tak – nie, nie!”
Nic dodać, nic ująć. Ale nad listem biskupa Meringa Szymon Hołownia nie potrafił przejść do porządku dziennego, ponieważ „trudno jednak przejść do porządku dziennego nad zwyczajnym chamstwem.

To ciekawe, że prowadzący program „Mam talent” Szymon Hołownia jakoś przechodził do porządku dziennego nad chamstwem jakie w tym programie okazywali wobec jego wiary jurorzy oraz współprowadzący program jego przyjaciel Marcin Prokop.  Wydawało się, oglądając ten program, że Hołownia właśnie jest po to w tym programie, aby inni uczestnicy programu robili sobie polewkę z niego i jego wiary. Na prostackie, chamskie żarty Prokopa Hołownia reagował głupim uśmiechem. Może mu wycięli te scenki, kiedy ostro protestował, ale raczej nie protestował, skoro nie napisał o chamstwie Prokopa w żadnym felietonie na religia.tv. Kasa leciała, popularność Hołowni rosła , więc tolerancja wobec chamstwa również rosła. Kiedy starzejąca się topowa aktorka śliniła się (taką pewnie rolę odgrywała w tym programie) na widok chippendales’ów doceniając ich talent ukryty między nogami, jakoś Hołownia również nie bulwersował się, nie ganił, księdza Bonieckiego na pomoc nie wzywał. I z takich samych powodów jak wówczas Szymon Hołownia nie rezygnował z udziału w talent-show z takich dokładnie samych powodów nie rezygnuje z pisania felietonów do „Newsweeka”. I z tych samych powodów pełen pychy Hołownia miał czelność pisać podły i napastliwy tekst skierowany w biskupa Kościoła Rzymsko-Katolickiego, Kompletna padaka...

A teraz na koniec zagadka intelektualna dla Pana, Panie Szymonie, jako katolika i felietonisty Newsweeka: Czy Hanna Lis z „Panoramy” jest żoną red. nacz. „Newsweeka” Tomasza Lisa?

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...