To był tydzień pod znakiem dyskusji o lemingach. Zapoczątkowana przez tygodnik "Uważam Rze" dyskusja, chwilami ujęta żartobliwie, chwilami poważna, podjęła temat kim są lemingi, jak żyją i dlaczego tak niewiele ich obchodzi? Robert Mazurek tak zaczynał swój Alfabet Lemingów:

 

Jak to się zaczęło? Jakim cudem te małe, sympatyczne ni to chomiki, ni świnki morskie stały się symbolem wielkiej grupy społecznej? Ba, i to grupy rządzącej!

Małe to (nie dłuższe niż 15 cm), chude (waży tyle co dobra wódka, czyli 100 g), a w dodatku żyjące hen w tundrze stworzenie sławę zawdzięcza mitowi. Głosi on, że lemingi ulegają masowemu pędowi do tego stopnia, że rzucają się hurtem do wody, choćby i miały tam utonąć, ale za to z fasonem, jak wszyscy. Zoolodzy twierdzą, że to nieprawda, gryzonie umieją pływać i aż tak durne, by popełniać masowe samobójstwa, nie są, ale mit okazał się silniejszy.

Następnie publicysta rozszyfrowywał podstawowe pojęcia. Zacytujmy kilka:

1 listopada – długi weekend, rocznica bohaterskiego lądowania kapitana Wrony (dla zwolenników Ruchu Palikota: Sowy). Czas wyludniania > Wilanów Miasteczka, którego mieszkańcy wyjeżdżają wtedy po jaja i kury do rodziców w Parczewie.


frank – szwajcarski, jedyna trwała, oj, jak trwała, nić wiążąca lemingi z prawdziwymi Polakami i niezrzeszoną resztą. Kurs franka oglądany jest z trwogą niczym kolejne wystąpienia > Kaczafiego.

Ikea – świątynia lemingów. Spotykają się tam co niedziela na klopsikach szwedzkich lub sałatce z krewetek. W Nowy Rok przypada odpust – rozpoczyna się wielka promocja.

Kaczafi – złowrogi gnom, który chce zabrać lemingom ich > aurisy i > smartfony oraz zamknąć > Ikeę.

mohery – rodzice i dziadkowie lemingów. Obciach gorszy niż > Polsat.

Jak widać, kwestia podstawowa sprowadza się do pytania jak to się dzieje, że dzieci "moherów" tak łatwo się wynaradawiają? Uciekają od polskiej tożsamości. Wstydzą się polskości? Winne są media lewicowo-liberalne, dzierżące właściwie monopol przekazu telewizyjnego. Ale czy tylko one?

Jak zauważa w tymże "Uważam Rze" Piotr Semka, w polskiej refleksji historycznej obawa przed bezmyślnym kopiowaniem cudzych wzorców w polityce ma bardzo długą tradycję:

Trzy stulecia temu publicyści wyśmiewali małpowanie francuskich fraczków i kopiowanie Wersalu w skali dostępnej arystokratom. W naszych czasach próbowano Polskę według zachodnich wzorów modernizować, wyśmiewano hasło „Nicea albo śmierć" i zachwycano się Czechami jako wzorem udanej sekularyzacji. Tak wtedy, jak i dziś refleksja nad takimi pomysłami wynikała zarówno z krytyki fasadowości zapożyczeń, jak i niezgody na lekceważenie głębi polskiej tradycji, którą modernizatorzy tradycyjnie wyśmiewali jako balast i ciemnogród.

A państwu podobała się okładka "Uważam Rze" i teksty tematu tygodnia? Numer jeszcze dziś można kupić w otwartych sklepach i salonikach prasowych.

gim