"To gotowy, hollywoodzki scenariusz. Główną postacią jest tu oficer SB, który do dziś żyje pod fikcyjnym,'opozycyjnym' nazwiskiem" - pisze Włodzimierz Domagalski w najnowszym numerze "Uważam Rze".

Okazuje się, że sięgającą czasów podziemia solidarnościowego Oficyną Wydawniczą Rytm kieruje były oficer SB, skierowany w 82 roku do rozpracowania struktur podziemnej "Solidarności".

Jego obecne nazwisko Kotarski jest

wymysłem bezpieki, która dla lepszego zakonspirowania swojego funkcjonariusza oddelegowanego do podziemia wymyśliła mu nową tożsamość.

Faktycznie nazywa się Marian Pękalski i od 1974 r. był funkcjonariuszem Służby Bezpieczeństwa, od początku służby związany był z cywilnym kontrwywiadem.

W latach 1977-1980 studiował w Wyższej Szkole Oficerskiej im. F. Dzierżyńskiego w Legionowie, którą ukończył z bardzo dobrym wynikiem.

Szybko też awansuje. Już jako porucznik przenosi się ze Szczecina do Warszawy i od czerwca 1980 r. jest najmłodszym inspektorem Wydziału VI w kontrwywiadzie.

W pierwszych miesiącach stanu wojennego w stolicy największe zagrożenie dla władz stanowił Międzyzakładowy Komitet Robotniczy "Solidarność" (MRK"S"). W odróżnieniu od podziemnych władz regionalnych Związku (RKW) MRK"S" był nastawiony na konfrontację z władzami. Zorganizowanie przez tę strukturę niezaależne obchody 1 i 3 maja przyciągnęły tysiące warszawiaków. Do decydującej konfrontacji ulicznej miało dojść w druga rocznicę podpisania Porozumień Sierpniowych. Działacze MRK"S" i popierający ich członek RKW, twórca radia podziemnego Zbigniew Romaszewski spodziewali się, że tym razem na ulice stolicy wyjdzie od 50 do 100 tys. osób. Rozpoczęły się przygotowania.

M. Pękalski stał się wówczas Marianem Kotarskim. Legitymował się dowodem osobistym na to właśnie nazwisko. Były w nim podane ta sama data i to samo miejsce urodzenia oraz takie samo imię ojca, jak w dowodzie M.Pękalskiego. Nie został natomiast nigdy zarejestrowany w bazie PESEL.

Tak przygotowany, po przyjęciu pseudonimu "Tadeusz", wnika w struktury MRK"S", dzięki pomocy innego agenta kontrwywiadu SB Sławomira Miastowskiego, szefa "Solidarności" w Wytwórni Filmowej Poltel. Sam Miastowski przyczynił się do aresztowania Romaszewskiego, ale kosztem swojej dekonspiracji. Zdążył jednak wcześniej umieścić w strukturach MRK"S" "Tadeusza", choć jego samego również zaczęto podejrzewać o związki z SB, ale sygnały na ten temat zostały zlekceważone.

Kotarski, mając samochód zdobył zaufanie Teodora Klincewicza, szefa Grup Oporu "Solidarni", jako jego osobisty kierowca i coraz bardziej zgłębiał tajniki GO"S"-ów. Największe sukcesy M.Kotarski odnosił jako podziemy wydawca w stworzonej przez Klincewicza, do dzis istniejącej Oficynie Wydawniczej Rytm, którą faktycznie przejął po konflikcie z Klincewiczem.

Nietrudno przewidzieć, że oficyna nie zanotowała żadnej wpadki, a jej rola stale rosła. Awansuje też Pękalski -  w 84 roku awansuje na kapitana SB, a w 89 r. jest już majorem. W 89 r. zwalnia się ze służby, kierując pismo osobiście do Kiszczaka.

Zostaje "cywilnym" Marianem Kotarskim, szefem, działającej już oficjalnie OW Rytm.

Major Pękalski vel. Kotarski telefonem od dziennikarza tygodnika "Uważam Rze" z propozycją spotkania nie wydaje się być specjalnie zaskoczony. Zapewnia, że chce się spotkać, ale ze względu na sprawy rodzinne nie znajdzie czasu do końca tygodnia. Pytany o swoją przeszłość jako funkcjonariusza Służby Bezpieczeństwa mówi: "To nie jest rozmowa na telefon. Muszę o tym pomyśleć, zastanowić się. To zależy od spraw rodzinnych Proszę o telefon w przyszłym tygodniu".

Całość w najnowszym wydaniu tygodnika "Uważam Rze" oraz w "Gazecie Polskiej Codziennie"

kim, "Uważam Rze"