Eugen Polański w rozmowie z „Rzeczpospolitą” opowiada o źródle sukcesu w meczu z Rosją i taktyce trenera Smudy:

W spotkaniu z Grecją zawiedliśmy po przerwie, nie chcieliśmy popełnić tego samego błędu w meczu z Rosją. Teraz już wiedzieliśmy, że nie wolno rzucić się na rywala ze wszystkich sił od samego początku. Czuliśmy, że stać nas na walkę przez 90 minut, staraliśmy się rozsądnie poruszać po boisku. Zresztą Rosjan mieliśmy świetnie rozpracowanych. Wiedzieliśmy, że są szybcy, znaliśmy ich podania. Kluczowa okazała się decyzja o wprowadzeniu na boisko trzeciego defensywnego pomocnika. Dzięki temu zatrzymywaliśmy rywali już na początku ich akcji (…) Było widać świetną atmosferę w naszej drużynie, doskonale się asekurowaliśmy. Kiedy starałem się odebrać piłkę rywalowi, wiedziałem, że nawet jeśli mi się nie uda, nie jestem na boisku sam. Dzięki temu Rosjanie nie stworzyli żadnej stuprocentowej sytuacji do zdobycia gola.

O krytyce pod jego adresem mówi:

Od początku zapowiedziałem, że swojego miejsca w drużynie nie zamierzam bronić w gazetach, ale na boisku. Oddałem całego siebie, walczyłem, żeby pokazać, jak zależy mi na reprezentacji Polski. Udało mi się zagrać naprawdę dobry mecz. A reakcja kibiców, gdy schodziłem z boiska, dodała mi sił, czułem się doceniony.

Według Polańskiego, remis z Rosją dał piłkarzom „dużo w głowach”:

Poczuliśmy swoją siłę, teraz wiemy, że możemy podjąć walkę z każdym.

Zapytany, czy z każdym meczem w reprezentacji czuje się bardziej Polakiem, odpowiada:

Częściej jestem w Polsce, na pewno dużo lepiej mówię po polsku, wszystko rozumiem. Przybliżam się coraz bardziej do Polski, jej kultury, obyczajów. Podejmując decyzję, że będę grał w reprezentacji tego kraju, wiedziałem, że robię dobrze. Upewniłem się w tym już po pierwszym meczu w kadrze, tylko ja wiem, co poczułem, słysząc hymn. Nie robię jednak nic specjalnego, żeby poczuć się bardziej Polakiem niż wcześniej. Byłem nim zawsze, chociaż wychowałem się w Niemczech. (…)

Nie czuje się też pupilkiem trenera, jak często się o nim pisze:

Bo zawsze mam miejsce w składzie? Przecież nie będę za to przepraszał, przyjeżdżam na zgrupowania po to, by walczyć na boisku. Zapewniam, że Smuda nie poświęca mi więcej czasu niż innym zawodnikom. Nie spotykamy się ani przed śniadaniem, ani po kolacji.

Nie wiadomo, czy Polański zagra w sobotnim meczu z Czechami. W spotkaniu z Rosją m,usiał zejść z boiska z bolącym kolanem. Decyzja zapadnie w ostatnich godzinach.

rp.pl, znp