„Często ci którzy ponosili odpowiedzialność za zbrodnie byli jednocześnie znakomitymi żołnierzami i dowódcami” z Arkadiuszem Karbowiakiem, pasjonatem historii, byłym Wiceprezydentem Opola rozmawia Tomasz Kwiatek

Arku czy mówi Ci coś data 6 czerwca 1945 r.?

To data pacyfikacji Wierzchowin. Kiedy słyszę takie pytanie na myśl przychodzi mi raczej data jakieś bitwy, czy akcji bojowej ale oczywiście były i epizody mniej chwalebne i to, co się stało w Wierzchowinach należy właśnie do tej kategorii zdarzeń.

Według przedstawianej w PRL wersji zdarzeń 6 czerwca 1945 r. do wsi Wierzchowiny wkroczyły oddziały NSZ ze zgrupowania mjr „Szarego” i wymordowały około 200 osób. Twoim zdaniem jest to prawdziwa wersja wydarzeń?

W dużej mierze tak, chociaż komuniści ukrywali pewne aspekty popełnionej zbrodni np. to, że zdecydowaną większość mieszkańców wsi stanowili Ukraińcy i to oni padli ofiarami pacyfikacji. Akcja NSZ-NZW w Wierzchowinach miała wielorakie podłoże zarówno polityczne jak etniczne. Była ona elementem operacji prowadzonych przez NSZ-NZW a skierowanych przeciwko Ukraińcom na terenie Lubelszczyzny. Kierownictwo lubelskiego okręgu NSZ –NZW nie było zainteresowane zakończeniem konfliktu polsko-ukraińskiego na tym terenie uważając, iż jest to niemożliwe. Dlatego dość sceptycznie podchodzono do prowadzonych na przełomie kwietnia i maja 1945 r. rozmów lokalnych dowódców AK-DSZ takich jak kpt. Marian Gołębiewski „Irka”, kpt. Stanisław Książek „Rota”, por. Marian Polakowski „Warda” z przedstawicielami miejscowych i centralnych struktur UPA na czele z delegatem UHWR (Główna Ukraińska Rada Wyzwoleńcza) płk. Jurijem Łopatyńskim „Szejk” i zawartego w ich wyniku rozejmu.

Dlaczego NSZ nie było zainteresowane zakończeniem konfliktu?

Dowództwo okręgu NSZ-NZW obserwując mającą miejsce wiosną 1945 r. intensyfikację działalności oddziałów UPA – głównie sotni „Wowki” skierowanej nie tylko przeciwko komunistycznemu aparatowi bezpieczeństwa, ale także przeciw polskiej ludności cywilnej uznało, że najlepszą metodą zapewnienia bezpieczeństwa Polaków na tym terenie będzie kontynuowanie walki z Ukraińcami. W związku z tym 20 kwietnia 1945 r. szef sztabu okręgu NSZ-NZW mjr. Feliks Roguski „Kacper” wydał rozkaz likwidacji „band” ukraińskich na obszarze Lubelszczyzny. Nieco wcześniej wydany został podobny rozkaz przez komendanta okręgu ppłk. Tadeusza Zielińskiego „Wujek”. Niestety szczegółowej treści tego dokumentu jak na razie nie znamy. Warto zaznaczyć, że okręg lubelski znajdował się pod zwierzchnictwem  Komendy Ziem Wschodnich NSZ „Wiertacz” podlegającej pod względem politycznym opanowanej przez działaczy Stronnictwa Narodowego Tymczasowej Narodowej Radzie Politycznej Ziem Wschodnich. 6 lipca 1945 r. nastąpiło faktyczne scalenie z Narodowym Zjednoczeniu Wojskowym. Działalność bojową na terenie okręgu prowadziły odziały Pogotowia Akcji Specjalnej dowodzone przez kpt. Mieczysława Pazderskiego „Szary”, por. Zbigniewa Górę „Jacek” sierż. Bolesława Skulimowskiego „Sokół” i st. sierż. Eugeniusza Walewskiego „Zemsta” oraz wiele innych grup partyzanckich. Wspomniane oddziały do czerwca 1945 r. wykonały kilkadziesiąt akcji likwidacyjnych osób pochodzenia ukraińskiego (około 50 osób), ale również w kilku przypadkach także osób pochodzenia żydowskiego oraz kilku żołnierzy niemieckich uciekinierów z obozu jenieckiego. Wśród zabitych obok cywilów i jeńców znajdowali się współpracownicy komunistycznych organów bezpieczeństwa. Warto zaznaczyć, że oddziały NSZ-NZW nie miały na swym koncie bezpośrednich starć zbrojnych z sotniami UPA.

Jaki był stosunek NSZ do mniejszości narodowych?

Generalnie NSZ-NZW postrzegał funkcjonowanie mniejszości narodowych na terenie Polski bardzo krytycznie oskarżając je o współpracę z byłymi i obecnymi okupantami oraz o działalność na szkodę polskich interesów narodowych. Szczególnie negatywnie oceniano Ukraińców skądinąd słusznie obarczając ich odpowiedzialnością za zbrodnie popełnione na polskiej ludności cywilnej na terenie Wołynia ale także Galicji, Lubelszczyzny czy Rzeszowszczyzny.

Kiedy zatem zapadła decyzja o pacyfikacji?

Trudno jednoznacznie to stwierdzić, być może stało się to na odprawie dowódców PAS w dniu 28 maja 1945 r., w której wzięli udział szef PAS KG NZW kpt. Jan Morawiec „Henryk”, oraz szef okręgowego PAS kpt. Zygmunt Wolanin „Zenon”. 4 czerwca 1945 r. doszło do koncentracji oddziałów NSZ-NZW w Woli Żulińskiej a 6 czerwca 1945 r. zgrupowanie NSZ wkroczyło do Wierzchowin. Wierzchowiny były wsią o sympatiach lewicowych. Część mieszkańców należała przed wojną do KPZU, a w czasie okupacji niemieckiej wspierała sowiecką i alowską partyzantkę a potem zaangażowała się w działalność PPR, niektórzy służyli w MO czy UB. Z Wierzchowinami wiąże się pewien epizod dotyczący dowódcy zgrupowania kpt. Mieczysława Pazderskiego. Otóż we wrześniu 1939 r. w samej wsi lub w pobliżu zostali zamordowani prawdopodobnie przez mieszkańców polscy żołnierze być może jego podkomendni, natomiast on musiał salwować się ucieczką. Niewykluczone, że zdarzenie to wpłynęło na wybór Wierzchowin do akcji pacyfikacyjnej.

Jak w szczegółach wyglądała pacyfikacja Wierzchowin?

Partyzanci wybrali jednego z Polaków – we wsi mieszkało kilka polskich rodzin – do identyfikacji Ukraińców. Dodatkowo jego informacje potwierdzano za pomocą kontroli dokumentów mieszkańców wsi. Osoby identyfikowane jako Ukraińcy były zabijane z broni palnej, choć w paru przypadkach zabójstw dokonano najprawdopodobniej siekierą lub innymi tępymi narzędziami. Zabijano głównie w obejściach gospodarskich. W kilku przypadkach doszło także do gwałtów na kobietach. Według przedstawianych danych zamordowano najprawdopodobniej 196 osób pochodzenia ukraińskiego wśród których było aż 152 kobiet i dzieci w różnym wieku. Pojedynczym osobom udało się ukryć i przeżyć masakrę. Byli naocznymi świadkami tego co się stało. Po zakończonej akcji partyzanci wraz z niektórymi polskimi repatriantami dokonali zaboru mienia zamordowanych i opuścili wieś. Tego samego dnia w godzinach wieczornych do Wierzchowin dotarła grupa pościgowa NKWD. Na miejscu przeprowadziła oględziny miejsca zbrodni sporządzając wstępną dokumentację. Natomiast druga grupa pościgowa UB-MO-LWP wpadła pod miejscowością Kisiłan w partyzancką zasadzkę i utraciła 5 zabitych (4 z UB i 1 LWP). Potem doszło do kolejnego starcia tym razem z oddziałem NKWD wzmocnionego pozostałą częścią wspomnianej grupy pościgowej. Atakujący mieli niewielkie straty 2 zabitych NKWD-ystów, natomiast dużo większe straty mieli partyzanci sięgające według raportów NKWD 28 zabitych. Ciężko ranny został i tego samego dnia zmarł sierż. Bolesław Skulimowski „Sokół” dowódca oddziału NSZ-NZW. 8 czerwca 1945 r. trzon zgrupowania pod dowództwem mjr. „Szarego” dotarł do miejscowości Huta w powiecie chełmskim. Partyzanci przebywali tam dwa dni.

I 10 czerwca 1945 r. w godzinach rannych zostali zaatakowani przez przeważające siły NKWD-UB…

Dokładnie. Doszło wówczas do całkowitego rozbicia zgrupowania. Zginęło 166 partyzantów, kilkunastu rannych dostało się do niewoli. Zginęli zarówno kpt. „Szary” jak i por. „Jacek”. Jedynie oddziałowi st. sierż. Eugenisza Walewskiego „Zemsty”, który z uwagi na napięte relacje z dowódcą zgrupowania stacjonował poza wsią udało przebić przez pierścień obławy. Z obławy udało wydostać się por. Romanowi Jaroszyńskiemu „Roman”. Straty wroga były niewielkie 1 zabity i 6 rannych z których 4 zmarło dnia następnego. Obu wspomnianym dowódcom nie dane było zbyt długo cieszyć się życiem. „Zemsta” zginął w październiku 1945 r. po swym ujawnieniu skrytobójczo zamordowany najprawdopodobniej przez UB, natomiast” Roman” został aresztowany na terenie okręgu siedleckiego gdzie pełnił funkcję szefa PAS, następnie pomimo, że podjął współpracę z UB, stanął przez komunistycznym sądem w Warszawie tzw. proces wierzchowiński i wraz z 7 innymi skazany został na karę śmierci i stracony.

Dlaczego dowódca zgrupowania nie próbował rozpuścić partyzantów i ukryć się w terenie?

Ja sam nie rozumiem postepowania kpt. ”Szarego”. Być może zgubiła go ufność we własne siły, a być może zgodnie z wytycznymi komendy okręgu chciał on przeprowadzić pacyfikację kolejnych wsi ukraińskich. Trudno powiedzieć. Z raportu jednego z oficerów NSZ – kpt. Wacława Kozłowskiego „Brzytwa” komendanta powiatu chełmskiego, że w miejscowości Huta partyzanci zorganizowali festyn z udziałem okolicznej ludności spożywając nadmierne ilości alkoholu. Pewnie to spowodowało tak wysokie straty zgrupowania w czasie walki z NKWD. Moim zdaniem winę za zniszczenie zgrupowania ponosi kpt. Mieczysław Pazderski, który wiedząc o trwającym pościgu powinien był zgrupowanie podzielić na mniejsze części i przeczekać spokojnie obławę. Zatrzymywanie się we wsi zorganizowanie zabawy i spożywanie alkoholu to posunięcia dyskwalifikujące go jako dowódcę.

Wróćmy do samych Wierzchowin według niektórych historyków oddziały NSZ wkroczyły do wsi i wykonały kilkanaście wyroków śmierci a następnie się wycofały. Wtedy wkroczyła do Wierzchowin grupa prowokacyjna UB i wymordowała pozostałych mieszkańców? Jaka jest Twoja opinia ?

Myślę, że to nieprawdziwa teoria. Po pierwsze istnieje raport dowódcy zgrupowania kpt. ”Szarego” z dnia 9 czerwca z akcji na Wierzchowiny, gdzie jasno i dobitnie opisuje on wydarzenia mające miejsce we wsi 6 czerwca 1945 r. Jest raport por. „Romana” także opisujący wydarzenia z Wierzchowin . Są raporty ppor. „Janusza” i kpt. „Zenona”. Jest więc wystarczająca ilość dokumentów organizacyjnych NSZ-NZW jednoznacznie wskazujący sprawców zbrodni. Nie ma natomiast żadnego dokumentu dającego podstawy do wysunięcia tezy o pobycie we wsi grupy pozorowanej UB. Oczywiście są  materiały wskazujące na fakt powstania takiej grupy już po zbrodni w Wierzchowinach. Miała ona zapewne swój udział w wytropieniu zgrupowania NSZ-NZW w miejscowości Huta. Trudno jednak na tej podstawie formułować opinię, iż grupa ta dopuściła się masakry skoro w momencie jej dokonywania nie istniała.

Ale historycy wskazują, iż ów raport „Szarego” oraz inne dokumenty wytworzone przez NSZ dotyczące tej sprawy nie są oryginałami tylko kopiami ubeckich fałszywek?

Faktycznie dokumenty organizacyjne NSZ-NZW mają oznaczenie za zgodność z oryginałem. Ale to, że mamy do czynienia z kopiami nie daje podstaw do stwierdzenia, że są to fałszywki. Żadnego fałszerstwa nikt nie udowodnił. Często pracując na dokumentach ubeckiej czy esbeckiej proweniencji mamy do czynienia z kopiami bez oryginałów. I często na tej bazie odtwarzamy prawdę o minionej rzeczywistość.

Ale być może ostrożność w tej kwestii jest uzasadniona. Komuniści zdolni byli do preparowania dokumentów chcąc oskarżyć swoich przeciwników o różne niecne postępki?

Oczywiście, że byli zdolni, ale poza tym ogólnikową konstatacją, trzeba wykazać, że takie działania były faktycznie podejmowane i udowodnić, że zachowane dokumenty są kopiami sfałszowanych meldunków. Ale poza meldunkami w moim przekonaniu w tej sprawie rozstrzygającym elementem jest artykuł opublikowanego w organie prasowym NSZ-NZW „Szczerbiec” podajże z 23 czerwca 1945 r., gdzie jak pamiętam pada sformułowanie, stwierdzające, iż NSZ-NZW do akcji w Wierzchowinach się przyznaje. Gdyby więc NSZ-NZW nie uczestniczyła w masakrze w Wierzchowinach to organ prasowy tej formacji pisałby raczej o haniebnej komunistycznej prowokacji, próbującej oczernić NSZ-NZW w oczach polskiego społeczeństwa. Wyjaśniono by, że zgrupowanie „Szarego” dokonało we wsi tylko kilkunastu egzekucji i się wycofało. Tym bardziej, że dowódcy organizacji mieli wiedzę o szczegółach akcji od jej bezpośrednich uczestników, którzy przeżyli obławę w Hucie i złożyli stosowne relacje. Trudno doprawdy uwierzyć, że gdyby ową zbrodnię popełnili komuniści NZW-NSZ bez próby wyjaśnienia szczegółów akcji wzięło na siebie winę za dokonaną masakrę. Niestety wspomniany tekst wskazuje, że struktury lubelskiego NSZ-NZW są odpowiedzialne za zbrodnię w Wierzchowinach, co więcej były przekonane o słuszności swego postepowania .

Czyli twierdzisz, że żadnych wyroków nie wykonywano tylko wieś spacyfikowano?

Wyroki na grupę 19 mieszkańców wsi Wierzchowiny prawdopodobnie zostały wydane w kwietniu 1945 r. na jednej ze wspólnych narad dowódców NSZ-NZW i AK-DSZ. Niektóre osoby skazane rzeczywiście zabito w czasie pacyfikacji Wierzchowin. Jednak ilość ofiar była znacznie większa a dramat polega na tym, że w większości były to kobiety i dzieci.

Jak byś określił to co stało się w Wierzchowinach?

Miała tam miejsce zbrodnia popełniona na ukraińskiej ludności cywilnej. Ci którzy jej dokonali zhańbili mundur polskiego żołnierza. Naturalnie ze sformułowania ludność cywilna wyłączam zabitych tam komunistycznych kolaborantów.

Mocne słowa

Mordowanie z premedytacją kobiet i dzieci uważam, za niedopuszczalne w żadnej sytuacji.

Czy masakra w Wierzchowinach była największą tego typu zbrodnią?

Jedną z największych ale nie największą. Stosunkowo duża liczba cywilów została zamordowana w czasie pacyfikacji Sahrynia 10 marca 1944 r. przez oddział AK kpt. Zenona Jachymka „Wiktor” zginęło wówczas około 250 osób cywilnych, choć tu trzeba dodać, że we wsi miała miejsce walka z policją ukraińską, członkami OUN i SKW (oddziały wiejskiej samoobrony). Z liczby niewinnych ofiar wyłączyć trzeba zatem poległych członków tych formacji. Poza Sahryniem tego samego dnia oddziały AK spacyfikowały kilka innych położonych wsi ukraińskich mordując w sumie 1500 osób w większości cywilów. 173 ofiary poniosły śmierć w Piskorowicach spacyfikowanych 17 kwietnia 1945 r. przez oddział NZW kpt. Józefa Zadzierskiego „Wołyniak”, również tu z grona niewinnych ofiar wyłączyć członków cywilnej siatki OUN. Największa w okresie powojennym zbrodnia miała miejsce w Pawłokomie – gdzie 3 marca 1945 r. oddział AK-DSZ pod dowództwem por. Józefa Bissa „Wacław” wymordował tam 365 osób i tu także kilka osób było członkami siatki cywilnej OUN więc nie stanowili oni ofiar cywilnych. Oczywiście w jakieś mierze prawdę o rzeczywistych rozmiarach zbrodni dokonanej w Wierzchowinach i innych miejscowościach poznać będziemy mogli gdy zostaną przeprowadzone prace ekshumacyjne.

Na kanwie odwoływania się do tradycji NSZ przywoływany jest często przypadek Wierzchowin jako argument wskazujący, iż jest to tradycja do której odwoływać się nie warto. Niektórzy używają Wierzchowin jako argumentu przeciwko istnieniu święta żołnierzy wyklętych.

Gdyby stosować konsekwentnie tę argumentację to można równie dobrze zakwestionować sens odwoływania się do tradycji akowskiej i polskiego państwa podziemnego, bowiem niektóre oddziały AK były odpowiedzialne za zbrodnie na ukraińskiej ludności cywilnej w Sahryniu, Łaskowie, Szychowicach, i litewskiej w Dubinkach i kilku innych miejscowościach. Te ostatnie zbrodnie popełniły pododdziały V Brygady Wileńskiej AK dowodzonej przez mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę” w odwecie za mord dokonany przez kompanię 258 batalionu litewskiej policji na polskich cywilach głownie kobietach i dzieciach w majątku Glinciszki. Obok oddziałów AK także oddziały BCH zanotowały na swym koncie krwawe wyczyny. Przodowały w nich oddziały Stanisława Basaja „Ryś” oraz Romana Kisiela „Sęp”. Oddział „Sępa” był odpowiedzialny za wymordowanie około 200 osób narodowości ukraińskiej we wsiach Małkowice, Bachów, Skopów. Pomimo wiedzy w tej materii nikt nie próbuje zredukować działalności AK I BCH do tych wspomnianych pacyfikacji. Na całe szczęście zresztą. Odnoszę jednak wrażenie, że takie próby czynione są w stosunku do żołnierzy walczących z sowieckimi okupantami i kolaborantami, a przywoływanie tych dramatycznych epizodów ma podtekst nie tyle badawczo-historyczny co polityczny czy ideologiczny. Należy zdać sobie sprawę z tego, że w większości armii a szczególnie formacji partyzanckich uczestniczących w przeróżnych konfliktach nie była wolna tak w przeszłości (a czasami i w teraźniejszości) od odpowiedzialności za popełnienie zbrodni wojennych. Dotyczy to także polskich formacji wojskowych i partyzanckich walczących w czasie II wojny a także w latach 1944-1956. Różnice dotyczą w zasadzie kwestii skali i proporcji. Nie sposób ich uchwycić bez pogłębionych badań, ale zdecydowana większość polskich żołnierzy i partyzantów z pewnością nie splamiła honoru polskiego munduru. Dlatego w moim przekonaniu nie można na zasadach zbiorowej odpowiedzialności obciążać winą za zbrodnie pojedynczych osób całych struktur organizacyjnych (poza przypadkami struktur opierających się na zbrodniczych założeniach ideologicznych). Stąd też, koncept zakładający wykluczenie takich czy innych formacji z polskiego panteonu bohaterów z powodu ekscesów jakich dopuścili się ich członkowie uważam za chybiony. W konsekwencji niemożliwe byłoby uhonorowanie kogokolwiek. W dużych zbiorowościach ludzkich – a do takich należy armia czy partyzanckie formacje paramilitarne – nie służą sami roztropni, szlachetni i postępujący zgodnie z zasadami humanitaryzmu ludzie. Czasami zdarzają się jednostki, posiadające negatywne przymioty charakteru, które szczególnie ujawniają się w sytuacjach ekstremalnych. II wojna światowa była konfliktem prowadzonym z niesamowitym okrucieństwem na skutek czego wielu jej uczestników ulegało głębokiej demoralizacji. Większość z nich widząc okrucieństwo wrogich formacji policyjno-wojskowych czy partyzanckich chętnie sięgało po te same metody tłumacząc ich stosowanie koniecznością dokonania odwetu. Paradoks polegał też na tym, że często ci którzy ponosili odpowiedzialność za zbrodnie byli jednocześnie znakomitymi żołnierzami i dowódcami. Należy o tym przypominać, bowiem nie sposób np. działalność lubelskiego NSZ-NZW zredukować tylko do zbrodni w Wierzchowinach. Oddziały „Jacka” „Zemsty” „Szarego” i „Sokoła” dokonały wielu bohaterskich akcji skierowanych przeciw komunistycznemu aparatowi represji i sowieckim okupantom takich jak choćby atak na posterunek MO w Ludwinie, czy akcję na sowieckie lotnisko w Sielcu i spalenie 2 samolotów. Najbardziej dobitnym przykładem trudności w formułowaniu jednoznacznych ocen jest postać kpt. Romualda Rajsa „Bury” szefa białostockiego PAS-u NZW, będącego jednocześnie znakomitym dowódcą 1 kompanii szturmowej III Brygady Wileńskiej AK, bohaterskim uczestnikiem Operacji „Ostra Brama”, d-cą II szwadronu V Brygady AK oraz typem brutalnego i bezwzględnego oficera, człowieka impulsywnego odpowiedzialnego za egzekucje min. jeńców litewskich pod Mikuliszkami, pacyfikację czterech białoruskich wsi dokonaną na przełomie stycznia/lutego 1946 r. w której zginęło około 50 osób czy egzekucję 30 białoruskich furmanów w Puchałach Starych. Jak wielu było takich jak „Bury” nie można określić bez szczegółowych badań. Pozostaje faktem, iż często ich zbrodnie przeplatały się z bohaterstwem. Dlatego też, bez względu na ich postępki, ze względu na fakt, iż walczyli za Polskę i to, że część z nich złożyła na ołtarzu ojczyzny ofiarę ze swego życia należy o nich pamiętać, bowiem pamięć o obrońcach Rzeczpospolitej jest naszym obowiązkiem. Natomiast nie stanowią oni właściwych wzorców do naśladowania.

Padają często wśród prawicowych historyków postulaty by o tej trudnej historii nie mówić, by przedstawiać pozytywne epizody z naszej historii?

Oczywiście nie chodzi o eksponowanie i epatowanie popełnionymi zbrodniami. Ale ukrywanie faktów ich tuszowanie czy retuszowanie to droga donikąd. Prędzej czy później pojawią się historycy, którzy opierając się na zdobytych materiałach archiwalnych będą chcieli stworzyć pewien subiektywny obraz takiej czy innej formacji przedstawiając ją tylko przez pryzmat dokonanych zbrodni. Dlatego przeciwny jestem chowaniu głowy w piasek i zamiataniu czegokolwiek pod dywan. Budzą u mnie niesmak zachowania w postaci wyrzucania kogoś z organizacji kombatanckiej za to że miał odwagę przypomnieć o jakichś zapomnianych zbrodniach znanego akowskiego dowódcy. Nie powinniśmy się bać czegokolwiek tylko odważnie badać wszystkie fragmenty naszej historii bez względu na to jak czasami są one dla nas bolesne czy nieprzyjemne. Na szczęście z większości dokonań naszych ojców i dziadów możemy dumni.

Bardzo Ci dziękuję.