Ostatnie zdjęcie śp. Lecha Kaczyńskiego. Koniec sporu o publikację? "Nigdy nie oskarżyłam "Gazety Polskiej" o kradzież"

Fot. wPolityce.pl / + Wojciech Seweryn +
Fot. wPolityce.pl / + Wojciech Seweryn +

Ciąg dalszy, chyba zamykający temat, sprawy publikacji ostatniego zdjęcie śp. Lecha Kaczyńskiego, wykonanego na pokładzie TU-154M przez śp. Wojciecha Seweryna, artystę plastyka, który razem z prezydentem leciał do Smoleńska. Redakcja otrzymała fotografie z klubu „GP” w Chicago.

Przypomnijmy, tygodnik opublikował zdjęcie, bo jak stwierdza „od kilku dni w mediach pojawiają się kolejne wrzutki mające na celu zdyskredytowanie wyników badań ekspertów parlamentarnego zespołu ds. wyjaśnienia okoliczności katastrofy smoleńskiej”.

Ostatnio „Newsweek” napisał, że Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie prowadząca śledztwo w sprawie smoleńskiej katastrofy odzyskała kilka zdjęć z pokładu rządowego Tu-154M z feralnego lotu 10 kwietnia 2010 r. Widać na nich rozmieszczenie pasażerów, co może, zdaniem dziennikarza „Newsweeka”, być dowodem ws. możliwości wybuchu na pokładzie. Tygodnik potwierdził informację o zdjęciach u płk. Zbigniewa Rzepy, rzecznika Naczelnej Prokuratury Wojskowej, który mówi o „kilku” fotografiach.

(…)

Zdaniem rozmawiających z „Gazetą Polską” ekspertów z zakresu badania wypadków lotniczych, którzy widzieli zdjęcia, trudno na ich podstawie wysnuć jakiekolwiek wnioski dotyczące przyczyn katastrofy.

To prawda, zdjęcia wykonane przez Wojciecha Seweryna i inne fotografie odzyskane przez ABW na potrzeby śledztwa nie mogą pomóc w ustaleniu przyczyn katastrofy.

„Gazeta Polska Codziennie” zamieściła też stanowisko Marty Kaczyńskiej. Córka śp. Pary Prezydenckiej stwierdziła: „Dobrze, że opublikowaliście to zdjęcie”.

Dzięki temu każdy może zobaczyć, że mamy do czynienia z pewną grą. Media takie jak „Newsweek" z pamiątki rodzin, która mogłaby wiele osób wzruszyć, czyni narzędzie do walki z badaniami naukowców. Zdjęcia będącego pamiątką używają, by wszystkich tych, którzy negują wersję rządową, uznać za kłamców.

Jednak publikacja fotografii zaskoczyła i oburzyła bliskich Wojciecha Seweryna. „Nasz Dziennik” pisze o „zdjęciach wydartych rodzinie”:

Nikomu nie dawałam zgody na publikację zdjęć, które zrobił mój ojciec, tym bardziej że nie było zgody prokuratury na ich upowszechnienie. Chciałam - oczywiście po uzyskaniu tej zgody i rozmowie z panem premierem Jarosławem Kaczyńskim, bo zdjęcie pokazuje jego brata - opublikować je najpierw w Stanach Zjednoczonych

- mówiła w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Anna Seweryn-Wójtowicz, córka Wojciecha Seweryna.

Miała dodać, że „została zdradzona i okradziona”. Według „ND” miała nadzieję, że 10 czerwca, podczas comiesięcznej uroczystości smoleńskiej uda jej się pokazać ludziom w kościele dużą odbitkę zdjęcia, na którym widać prezydenta Lecha Kaczyńskiego przechodzącego między fotelami w tupolewie. Chciała tym gestem uczcić w szczególny sposób jednocześnie dwie osoby: właśnie Lecha Kaczyńskiego i swojego ojca.

„Nasz Dziennik” opisuje relację Anny Seweryn-Wójtowicz z rozmów z redaktorem naczelnym „Gazety Polskiej”:

- Wczoraj rano odebrałam telefon od redaktora naczelnego "Gazety Polskiej" pana Tomasza Sakiewicza, z którym nigdy wcześniej nie rozmawiałam. Powiedział, że wie od pana Olszewskiego [członka klubu "Gazety Polskiej" w Chicago - przyp. red.], że jestem w posiadaniu takich zdjęć i potrzebuje mojej zgody na ich opublikowanie w środę. Dodał, że muszę się szybko zdecydować, bo ma tylko kilka godzin na oddanie zdjęcia do druku - relacjonuje w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" córka Wojciecha Seweryna. Jak przyznaje, była przekonana, że Sakiewicz dowiedział się tylko, że ma zdjęcia wykonane przez ojca, ale fizycznie nimi nie dysponuje. Okazało się jednak, że była w błędzie. Przekazał je wcześniej Dariusz Olszewski, który nie miał zgody Anny Seweryn-Wójtowicz na wysyłanie ich komukolwiek.

- Mówię: "Chwileczkę. Jakim prawem pan Olszewski mógł bez mojej zgody panu je przesłać?". Powiedziałam panu Sakiewiczowi, że prokuratura nie wyraziła oficjalnie zgody na publikację tego zdjęcia i bez niej, a także zgody mojej rodziny, pełnomocnika i premiera Kaczyńskiego, nie dam zgody na publikację - relacjonuje Seweryn-Wójtowicz. Redaktor naczelny "Gazety Polskiej" jednak nie odpuszczał. Tego dnia dzwonił do Chicago wielokrotnie. Naciskał też sam Olszewski, by wyraziła zgodę na publikację zdjęć ojca w "Gazecie Polskiej". - Pan Olszewski mówił, że to musi iść w środę w "Gazecie Polskiej", bo już wszystkie brukowce mają to zdjęcie, opublikują je i nie będzie miało wartości. Z kolei pan Sakiewicz przysłał mi link do tekstu w "Newsweeku", żeby mi udowodnić, że to, co Olszewski mówi, jest prawdą. Ale przy tym tekście nie było zdjęcia ojca, tylko sucha informacja, że prokuratura takowe posiada - dziwi się córka Seweryna. W końcu, gdy Sakiewicz zadzwonił po raz dziesiąty, natarczywie domagając się zgody na publikację, kategorycznie odmówiła, bo - jak mu powiedziała - najpierw sama chce przez grzeczność zapytać o to Jarosława Kaczyńskiego. Sakiewicz powiedział, że to zbyteczne, bo bardzo dobrze zna prezesa PiS i sam go o to poprosi. Mimo że Anna Seweryn-Wójtowicz tłumaczyła, że nie chce, by to on pytał Jarosława Kaczyńskiego o pozwolenie, i że sama chce z nim porozmawiać, Sakiewicz poinformował ją, że już taką zgodę uzyskał. - Zdenerwowana powiedziałam mu, że to zdjęcie, gdybym tylko chciała, mogłabym sprzedać do jakiejś gazety brukowej i zarobić na tym krocie. Ale nigdy bym sobie na to nie pozwoliła - mówi pani Anna. - Zachowujecie się całkiem jak taki brukowiec, dla was liczy się tylko sensacja - usłyszał jeszcze gorzkie słowa pod swoim adresem Sakiewicz.

Do publikacji „Naszego Dziennika” odniósł się Tomasz Sakiewicz:

Rozumiemy gorycz redaktorów, że to nie oni pierwsi opublikowali to zdjęcie. Nie upoważnia to jednak ich do skłócania rodzin smoleńskich i pisania nieprawdy. Jedynym prawdziwym stwierdzeniem w tym tekście jest to, że właścicielka zdjęcia p. Anna Wójtowicz zgodziła się na jego publikację. Zrobiła to osobiście w rozmowie ze mną, a następnie z Dorotą Kanią. Informację tę mogą też potwierdzić członkowie chicagowskiego klubu "Gazety Polskiej", którzy to zdjęcie nam przesłali.

Sami zwróciliśmy się do pani Wójtowicz o zgodę i mimo iż kilkakrotnie rozmawiałem z nią przez telefon, nie wyraziła cienia wątpliwości co do publikacji. Postawiła jednak warunek, żeby na pokazanie zdjęcia Ś.P. pana Prezydenta Lecha Kaczyńskiego zgodziła się jego najbliższa rodzina. Taką zgodę uzyskaliśmy. Nie było nacisku ani nawet inicjatywy ze strony rodziny Ś.P. p. Prezydenta, byśmy to zdjęcie opublikowali.

(…) Wielokrotnie unikaliśmy zaczepek ze strony "Naszego Dziennika", który wobec nas zachowuje się po prostu nieetycznie, np. ukrywając informację, że kluby "Gazety Polskiej" są organizatorami uroczystości smoleńskich i marszów w obronie TV Trwam i wolności mediów.

Relacja przez nich przedstawiona i w tym wypadku (czyli ws. zdjęcia śp. Prezydenta) odbiega od rzeczywistości, co możemy potwierdzić choćby korespondencją mailową. Nie zamierzamy się z Wami, koledzy, kłócić. Idzie Boże Ciało i po chrześcijańsku Wam wybaczamy. Jednak proszę, byście nie podgrzewali atmosfery i nie skłócali rodzin ofiar, bo to bardzo szkodzi sprawie.

Dziś portal Niezależna.pl opublikował Oświadczenie Anny Wójtowicz, podając też skan tego pisma:


OŚWIADCZENIE

Ja, Anna Wójtowicz (Seweryn), córka Wojciecha Seweryna, autora ostatniego zdjęcia śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, oświadczam, że nigdy nie oskarżyłam "Gazetę Polską" o kradzież tego zdjęcia.

Chicago, 6 czerwiec 2012  (podpis)

To, jak się wydaje, powinno zakończyć temat. Wydaje się, że sprawa została między zainteresowanymi wyjaśniona.

znp, gim

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...