Femispieryzm robi inwazję na polskie przedszkola. Czteroletni chłopcy podobno są seksistami

Rys. Rafał Zawistowski, "BŁAZENADA"
Rys. Rafał Zawistowski, "BŁAZENADA"

Polskie feministki pod patronatem wicemarszałek Sejmu biorą się za uświadamianie małych dzieci. Do tej feminizm był daleko za tęczową inkwizycją, która pali na różowym stosie wszystkich przeciwników „nowego wspaniałego świata”. Teraz femispieryzm przekroczył rubikon. W Szwecji już działa przedszkole, gdzie dzieci muszą mówić do siebie per „ono”…

Na  wczorajszej konferencji w Sejmie feministki ustaliły, że  kąciki do osobnej zabawy chłopców i dziewczynek w niektórych przedszkolach budują stereotypy dotyczące społecznych i kulturowych ról kobiet i mężczyzn. Na późniejszym etapie utrwalają je podręczniki. Do wniosków takich feministki doszły na konferencji "Stereotypy genderowe w edukacji, prawie i przestrzeni publicznej". Patronowała jej wicemarszałek Sejmu Wanda Nowicka z Ruchu Palikota.

Nowicka podkreśliła, że w odróżnieniu od płci biologicznej, gender jest kategorią zmieniającą się w różnych kulturach i na przestrzeni dziejów.

"Co więcej, powinna ulegać zmianie, bo pewne zachowania, oczekiwania i uprzedzenia, które wiążą się z płcią społeczno-kulturową, są - często nawet nieświadomie - wymierzone przeciwko kobietom"

- dodała. Wtórowała jej Joanna Piotrowska z fundacji "Feminoteka", która stwierdziła, że dzieci już około czwartego roku życia zaczynają zdawać sobie sprawę z tego, że płeć pozostaje cechą stałą, bez względu na zmianę ubrania czy zachowania. Podobno czteroletni chłopcy wykazują już skłonności do patriarchalizmu i seksizmu. Według Piotrowskiej zarówno czteroletni chłopcy, jak i dziewczynki, doskonale zdają sobie sprawę, że to, co „dziewczyńskie” jest gorsze. Przedszkola zaś utwierdzają dzieci w nietolerancji. W niektórych przedszkolach dochodzi do tak potwornej zbrodni jak wydzielanie kącików zabawy: kuchennego dla dziewczynek i kącika dla majsterkowania dla chłopców. „Towarzystwo Edukacji Antydyskryminacyjnej” ( taki twór działa pewnie za pieniądze podatników)  uważa, że 55 podręczników dla szkół podstawowych utrwalają stereotypy dotyczące płci. Innymi słowy, uczą one nietolerancji i zacofania. Kobieta w tych podręcznikach jest bowiem matką i kucharką ( a to przecież gorsze niż bycie prostytutką) a ojciec jest kierowcą i instruktorem jazdy na rowerze ( a przecież nie każdy dziś mysi być męski, w końcu dzieci wychowują również „przegięci geje”). Oczywiście dyskryminacja dotyka również kobiety na testach maturalnych, poprzez dobór stereotypowych bohaterek literackich.

Nie ulega wątpliwości, że feministyczny jakobinizm doszedł do Polski szybciej niż się tego spodziewaliśmy. Do tej pory był on daleko za tęczową inkwizycją, która pali na różowym stosie wszystkich przeciwników „nowego wspaniałego świata”, skazując za powszechną homofobię. Teraz inkwizytor ma równą sobie partnerkę w postaci wścieklej feministki, która pragnie „pierekowki dusz” nawet dla przedszkolaków. Tęczowi „Bonny i Clyde” mają na dodatek w polskim Sejmie armię 40 rozbójników od proroka ze sztucznym penisem w szafie. Można się  więc było spodziewać, że lewicowe szaleństwo dotrze w końcu nawet do przedszkoli. Dzieci od zawsze były na celowniku kapłanów „postępu”. Herbert Marcuse, jeden z ojców fatalnej w skutkach rewolucji pokolenia 68 powiedział: "Dorwiemy was przez wasze dzieci”. W krajach zachodniej Europy rewolucja powiodła się na tyle mocno, że to europejscy „konserwatyści” popierają dziś małżeństwa gejowskie i przegłosowuje prawo do aborcji. Na froncie walki dzielnie zostaje amerykańska prawica, skolonizowana przez reaganowski „marsz przez instytucje”. Polska jest na początku swojej drogi w wojnie kulturowe, która doszła już do absurdalnych rozmiarów w „europejskim raju postępowców”.

Kilka dni temu Joanna Bątkiewicz- Brożek, autorka książki „Rewolucja genderowa. Nowa ideologia seksualności”, opowiadała we wstrząsającym wywiadzie dla „Gościa Niedzielnego” o dyktaturze seksu w niemieckich przedszkolach. Przypomniała, że  program WHO przewiduje temat: „Masturbacja we wczesnym dzieciństwie. Relacje jednopłciowe. Różne koncepcje rodziny. Rozmowa na tematy seksualne”. Dzieci do 9. roku życia mają wiedzieć wszystko o autostymulacji, stosunku i antykoncepcji. Są elementy pt. „Seks w mediach” oraz „Choroby weneryczne. Nadużycia. Prawa seksualne”. Uczenie przedszkolaków masturbacji nie jest niestety osobnym przypadkiem lewicowego szaleństwa. W szwajcarskiej szkole w Bazylei jako „pomoce naukowe” dzieciom służy penis z drewna i wagina z gąbki. Razem z „uświadamiającymi” filmami i bogato ilustrowanymi książkami znajdą się na wyposażeniu specjalnych sexboxów, w które Szwajcarzy zaopatrzyli 30 przedszkoli i szkół. Już 3 lata temu znana przedszkolanka w Oslo ( popierana przez wielu psychologów)  zasugerowała, aby zachęcać przedszkolaków do wyrażania swojej seksualność poprzez gry seksualne, wliczając w to tańczenie nago i masturbację w przedszkolu oraz ośrodkach opieki dziennej. Takich przykładów jest o wiele więcej. W Szwecji działa już „postępowe” przedszkole, gdzie nauczyciele mówią do dzieci per „osobo” i nie używają słów określających ich płeć. Jak mówią nauczycielki, placówka stanowi „przeciwwagę dla segregowanego ze względu na płeć społeczeństwa” . Część zarażonych „szwecjalizmem” rodziców bojkotuje sklepy, które sprzedają różne obrania dla dzieci. Oddzielna odzież dla dziewczynek i chłopców podobno buduje dyskryminację.

Nie jest dla nikogo tajemnicą, że feministki doszły już do ściany i mają problemy z własną tożsamością. Na dodatek w unijnej kasie leżą miliony, które można wyrwać na wyimaginowaną walkę z patriarchalizmem. Trzeba więc wymyślać bez przerwy nowe pola walki, by nie stracić wielkich dotacji. Ogromna część środowisk lewicowych funkcjonuje dziś tylko po to by napychać kieszenie unijną kasą. Są to nasi najsłabsi wrogowie, bowiem można ich łatwo kupić. Nie można jednak z drugiej strony zapominać, że część feministek jest naprawdę ideologicznie przekonana do potrzeby „pierekowki dusz”. I te wściekłe jak ojciec Henrego Hilla w „Goodfellas” kobiety są najgroźniejsze. Ideowe feministki są przepełnione jakobińską wiarą w potrzebę zerwania człowieka ze smyczy moralności i wepchnięcia go w objęcia anarchii. Odwieczny owoc, którego zerwanie miało dać człowiekowi prawo do decydowania co jest dobrem, a co jest złem, wciąż kusi. Przybiera tylko nowe formy. Przyzwolenie na lewicowe eksperymenty zawsze kończą się krwawą rzezią, która polega w końcu nawet na symbolicznym ścinaniu głów truposzom i paleniu niepoprawnych politycznie książek. Dla własnego bezpieczeństwa musimy więc dusić pełzający robes…,tfu!, femizpierryzm w zarodku. Inaczej będziemy musieli mówić do naszych „nietolerancyjnych” pociech „ono”. A będzie to jedynie początek…

 

Autor

Wiadomości Google

Kliknij Obserwuj i bądź na bieżąco!

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...