Największy amerykański dziennik „The Wall Street Journal” opisuje przypadek firmy Covec, budującej odcinek polskiej autostrady A2. Artykuł to właściwie opis klęski – nieprofesjonalizmu Chińczyków i naiwności polskiego nadzoru, który uwierzył, że za wszystkim stoi rząd chiński.

Chińskie firmy zachwycają świat budową superautostrad, superszybkich pociągów oraz superatrakcyjnych lotnisk, wszystkich zbudowanych niemal w ciągu jednej nocy. Tymczasem zwykła autostrada przez polskie kartoflane pola okazała się zbyt dużym wyzwaniem dla jednej z największych firm budowalanych Chin

tak zaczyna się opowieść dziennikarza Jamesa T. Areddy. A dalej w prawie dwóch tysiącach słów opowieść o zaniżonych cenach, standardach i zaskakującej bezradności nadzorującej budowę GDDKiA.

Dla chińskich firm, budowa A2 na czas przed turniejem Euro 2012 miała być przepustką do większych kontraktów w Unii Europejskiej. Okazało się, że chiński model budowania, nie sprawdził się w Polsce. Jak pisze WSJ, firmie Covec  „nie udało się”  zarządzać „skomplikowanym projektem od samego początku do końca w kraju Unii Europejskiej, w którym było projektowanie, finansowanie i budowa według ścisłych przepisów”. Mówiąc po prostu, budowa odcinka A2 przerosła Chińczyków.

Oni myśleli, że przyjechali do Afryki

– gazeta cytuje Marka Frydrycha, doradcę firmy. Firmy, dodajmy, będącej międzynarodowym ramieniem państwowej firmy China Railway Group Ltd., która wybudowała m.in. najwyższy budynek w Szanghaju czy tamę w Kongo.

Czytając artykuł „Wall Street Journal” trudno oprzeć się wrażeniu, że ten projekt nie mógł się udać. Zaczęło się od zaoferowania dumpingowej ceny (450 milionów dolarów), oprotestowanej przez innych uczestników przetargu w 2009 r. Dalej było zarządzanie przez sprowadzonego z Chin 49-letniego inżyniera... kolejnictwa.

Mówił tylko po chińsku i wydawało się, że nie ma prawie żadnych uprawnień – miał mówić kolegom, że dyrekcja w Pekinie musi zaakceptować wszystkie decyzje, nawet na zakup kserokopiarki

- opisuje gazeta. Wreszcie Chińczycy w ogóle nie przestudiowali dokumentacji przetargowej – byli szczerze zdumieni koniecznością budowy (wymóg przepisów Unii Europejskiej) metrowych przejść pod autostradą dla żab i innej zwierzyny. Wreszcie przyszły zatory pieniężne i brak gotówki.

Cały projekt od samego pcozątku był źle skalkulowany

- gazeta cytuje Roberta Piątka, który pracował dla Covecu na kierowniczym stanowisku.

„The Wall Street Journal” – najbardziej poważany dziennik ekonomiczny świata – wskazuje na naiwne myślenie nadzorujących Chińczyków polskich instytucji. Polacy myśleli, że za Coveciem stoi rząd chiński, który zapłaci za wszystkie rachunki. Chińscy inżynierowie żądali od polskich podwykonawców zniżek na usługi (mówiąc, że „powinni być szczęśliwi, że pracują dla Chińczyków”), a na każde doniesienia o kłopotach reagowali w stylu: „ktoś przyjedzie z Chin i wszystko naprawi”. Co najśmieśniejsze, w te wyjaśnienia zdawali się wierzyć nadzorcy z GDDKiA. Gdy nieopłaceni podwykonawcy zaczęli protestować i palić opony, Chińczycy chcieli renegocjować kontrakt a ich ambasador zarzekał się, że budowa będzie skończona, bo liczy się „chiński honor”. Gdy GDDKiA w końcu wypowiedziała kontrakt, Chińczycy z Covec-u byli „zszokowani”. A nagle okazało się, że firma jest „niezależną firmą” i rząd Chin nie wie, o co chodzi.

Pytany czy kiedykolwiek zatrudniłby znów chińską firmę budowlaną, szef GDDKiA mówi: Musimy budować drogi. Potrzebujemy partneróm, którym możemy ufać

- kończy WSJ swój artykuł.

Paweł Burdzy z Chicago