Mocny wywiad Wojciecha Wencla: współpraca z władzami III RP nie jest możliwa, po Smoleńsku czas minimalistów się skończył

Fot. wPolityce.pl
Fot. wPolityce.pl

Wojciech Wencel, poeta i felietonista "Gazety Polskiej" zamieścił na swoim blogu tekst bardzo mocnego wywiadu jakiego udzielił pismu "Opcja na Prawo" nr 4/2012. Rozmowa, która przeprowadził Aleksander Kłos zatytułowana jest "Czas minimalistów minął po 10 kwietnia". Poniżej przedstawiamy najważniejsze fragmenty i czekamy na Państwa oceny wyrazistych tez postawionych przez Wencla:

 

O zwolennikach Palikota:

Oni nie zastanawiają się nad wartościami. Nie bronią swojej pojedynczości. Chcą być standardowi i nie widzą w tym nic ubliżającego. Nihilistyczny standard myślenia traktują podobnie jak markowe ciuchy – jako znak pozycji społecznej. Takie wydarzenia, jak śmierć papieża czy katastrofa pod Smoleńskiem, wcale ich nie obchodzą. Na pocieszenie dodam, że postawa ta nie jest wynalazkiem naszych czasów. Przy długotrwałej presji nihilizmu zwykle włącza się mechanizm wyparcia wszelkiego wysiłku. Zwycięża konsumpcjonizm, zwłaszcza wśród ludzi niedojrzałych. Poeta Władysław Ludwik Anczyc tak pisał o warszawskiej młodzieży z połowy XIX w.: „Gdy młódź, marnując siły w bezecnych rozpustach,/ Wątła, zlana woniami, z utrefionym włosem,/ Z próżnią w sercu i głowie, bezwstydem na ustach,/ Zajmowała się więcej baletnicy losem,/ Niż ojczyzny...”. A później było powstanie styczniowe i część tej młodzieży jednak poszła walczyć.

 

 

O kondycji moralnej Polaków:


Większość Polaków, biorąc pod uwagę wyniki wyborów, nie ma żadnej dumy narodowej. Ludzie ci uznali, że lepiej być opluwanym i udawać, że deszcz pada, niż stracić święty spokój. Niektórzy czują się z tą śliną na twarzy niewygodnie, więc próbują radykalnie odciąć się od Lecha Kaczyńskiego i kontynuatorów jego misji. Myślą sobie: – To im napluto w twarz, ja jestem Europejczykiem, mnie to nie dotyczy. Oszukują samych siebie, bo jako obywatele polscy nie są w stanie całkowicie odciąć się od polskości. Choćby w Londynie czy innym Paryżu godzinami odżegnywali się od „polskiej ciemnoty”, ich rozmówcy i tak będą ich mieli za frajerów, którym Rosjanie w śledztwie bezkarnie zagrali na nosie.

To samo zresztą dotyczy polskiego rządu, co – niestety – ma wpływ na naszą pozycję w polityce międzynarodowej. Problemem właścicieli polskich paszportów jest to, że od godności narodu wyżej stawiają prywatne cwaniactwo. PRL nauczył ich, że Polak to spryciarz, trochę oszust, który poradzi sobie w każdych warunkach.

 

O środowisku "Teologii Politycznej" i niektórych publicystach "Rzeczpospolitej":

Oni idą drogą Aleksandra Wielopolskiego czy – może trafniej – Henryka Rzewuskiego, uznając istniejącą strukturę państwową za wartość nadrzędną. Ja uważam, że jakakolwiek współpraca z władzami III RP jest już niemożliwa. Ale bardziej chodziło mi o publicystów „Rzeczpospolitej”, takich jak Łukasz Warzecha, którzy oskarżają nasze środowisko o ignorowanie realpolitik, a sami zajmują się jedynie pisaniem tekstów.

Za nimi idą tysiące internetowych mądrali, gniewnie pohukujących, że trzeba działać, a nie organizować marsze pamięci. Ja też mógłbym zaproponować kilka konkretnych rozwiązań politycznych czy gospodarczych, okraszając je zwrotami typu: „Nie gadajmy! Zróbmy to!”. Tylko co by to dało? Co dają deklaracje Marka Jurka czy Janusza Korwin-Mikkego? To tylko słowa, słowa, słowa. Takie same jak nasze modlitwy za ojczyznę. Jeśli jednak my z założenia poruszamy się w sferze idei i symboli, oni deklarują, że chcą działać politycznie. Nie robią tego. Gadają. Są jałowymi marzycielami, podczas gdy nasz romantyzm jest głęboko realistyczny. Robimy to, co w obecnej sytuacji, da się zrobić dla Polski. Zanim wybuchło powstanie styczniowe, ludzie przez dwa lata uczestniczyli w manifestacjach na Krakowskim Przedmieściu.

 

O perspektywach politycznych:

Przesilenie musi nadejść – im później to nastąpi, tym trwalsze będzie odrodzenie, bo nagromadzone, tłumione dotąd emocje wyborców nie pozwolą im szybko wrócić do uległości wobec kłamstwa. Kiedy obecna władza upadnie, już się nie odrodzi. Ten scenariusz sprawdził się w przypadku SLD i AWS. Klęska PO będzie jeszcze bardziej dotkliwa.

(...) W naszym ruchu jest jednak wielu młodych ludzi: harcerze, kibice, część studentów, kadry naukowej. Zwyciężymy razem z młodymi inteligentami lub bez nich. Może jednak usłyszą ostatni dzwonek i – dla własnego dobra – do nas dołączą. Tego szczerze im życzę.

 

O radykalizmie:

Z oskarżeniami o radykalizm spotykam się ciągle. Jestem jednak głęboko przekonany, że czas minimalistów minął. Po Smoleńsku tylko maksymaliści są w stanie zabezpieczyć niepodległość. Bez zburzenia „okrągłostołowego” porządku III RP wszystkie zmiany będą pozorowane. Państwo trzeba zbudować na nowo, wykorzystując te struktury, które nie zostały zideologizowane. Od Jarosława Kaczyńskiego oczekuję, że po odzyskaniu władzy podejmie to wyzwanie, przywiązując równą wagę do polityki i kultury. (...)

Żaden odbiorca się nie zmieni, słuchając faceta z etykietką oszołoma. A jeśli zechcemy pozbyć się tej etykietki, będziemy musieli pójść na kompromisy i ugrzęźniemy w systemie. Jedynym dobrym wyjściem jest budowa alternatywnej kultury, która będzie w stanie przyciągać niezdecydowanych. Nie musimy każdego z nich błagać o refleksję. Jeśli zrekonstruujemy autentyczną polską kulturę, oni sami przyjdą do nas, bo ta kultura ma ducha i jest fascynująca.

Na zdjęciu: obraz "Smoleńsk" Zbigniewa M. Dowgiałły, który zawisł w pokamedulskim kościele na warszawskich Bielanach w czasie ostatnich Świąt Wielkiej Nocy.

gim

Autor

Klikasz i czytasz tygodnik Sieci na telefonie Klikasz i czytasz tygodnik Sieci na telefonie Klikasz i czytasz tygodnik Sieci na telefonie
W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...