Ostatnie wydarzenia wokół wyjaśniania smoleńskiej tragedii, szczególnie reperkusje niezwykle ważnych wykładów profesora Wiesława Biniendy i innych efektów prac Zespołu Parlamentarnego kierowanego przez Antoniego Macierewicza, oświetlają nowym światłem ważny wątek tej sprawy. Otóż zapewne pamiętają państwo, a często słyszą i w prywatnych rozmowach, absurdalne tezy iż działania wszystkich dążących do prawdy to jątrzenie na którym tak zależy Rosjanom. Bo chcą nas, Polaków, skłócić i dlatego nasyłają na biedne polskie władze szaleńców smoleńskich. Teza ta pojawia się niezwykle często i jest zapewne świadomie wzbudzana szeptaną propagandą rozmaitej agentury.

A jak jest naprawdę? Co robi ościenne mocarstwo kiedy pojawiają się nowe fakty, obalające kolejny element tej wyssanej z paluszków generał Anodiny układanki? Czy wspierają mających wątpliwości? Nie! Robią rzecz najbardziej banalną: rzucają do walki z odkryciami całą swoją siatkę, wszystkich agentów wpływu. Państwo też wiedzą o kim mówię. Bo rzucają tak mocno, że każde dziecko w Polsce potrafi ich zidentyfikować. Każą pisać szaleńcze komentarze, każą kłamać tak, że da się to udowodni w minutę.

Tak, palą ich, palą agenturę. Płacą dużą cenę by zablokować dochodzenie prawdy. A przecież tyle w nich inwestowali, w szkolenia nie tylko językowe na kursach przy ambasadzie. Latami całymi hodowali. A jednak - muszą to zrobić bo jeszcze chwila i wszystko, cała ta bajka rozsypie się ostatecznie w najdrobniejszym szczególe.

Więc kto naprawdę gra dziś w Polsce z Rosjanami? Kto działa w ich interesie?