Premier boi się bardziej niż nam się wydaje. Ma narastające poczucie kruchości własnej władzy - której zgromadził więcej niż ktokolwiek w ostatnim dwudziestoleciu, ale której skala już nie gwarantuje trwałości.
Kluczowa informacja ostatnich dni brzmi:
W ciągu pierwszych czterech miesięcy deficyt państwa wyniósł już ponad 24 miliardy złotych – poinformowało Ministerstwo Finansów. To niemal 70 procent zakładanego na ten rok deficytu, który zgodnie z ustawą budżetową ma wynieść 35 mld zł. Co zaskakujące deficyt osiągnięty w przeciągu pierwszych miesięcy roku zbliżył się do wielkości z roku 2011. Wtedy – zgodnie z danymi MF – wyniósł ponad 25 miliardów złotych.
To dlatego piątkowe posiedzenie Rady Krajowej Platformy Obywatelskiej stało się pokazem ostentacyjnej pewności siebie, tryumfalizmu i kolejnego ataku na opozycję. Właśnie dlatego, że premier czuje się niepewnie. A jeszcze bardziej dlatego, że niepewnie zaczynają się czuć kadry. Co zresztą premier przyznał dość otwarcie:
"Kiedy słyszę od niektórych z lub spoza Platformy, że presja, agresja jest zbyt silna, że nie dajemy rady, to jakbym widział piłkarza, który traci rozum i na faule odpowiada jeszcze gorszymi faulami i kończy z czerwoną kartką - mówił szef rządu. Widzę Wojtka Szczęsnego, który w sześćdziesiątej piątej minucie meczu finałowego z Rosją, z powodu deszczu, schodzi z boiska, bo jest mu niewygodnie, bo czuje jakiś dyskomfort".
Premier - największy atut PO - wciąż ma zdolność czarowania słuchaczy. Jest w tym naprawdę dobry. Opozycja mówców ma - poza Kaczyńskim - znacznie słabszych niż pierwsza liga PO. Na tym polu PiS nie potrafi rzucić wyzwania. Tusk słusznie więc - ze swojego punktu widzenia - w kluczowych momentach wygłasza zagrzewające do boju przemówienia, i zleca podobne zadania swojej drużynie.
CZYTAJ TAKŻE: Grupiński: "Dużymi stabilnymi krajami są dzisiaj w zasadzie tylko Polska i Niemcy". I kto tu jest megalomanem?
Ale to nie jest patent, który będzie działał zawsze, i już na wielu nie działa. Bo milionom Polaków naprawdę - nie tylko w retoryce opozycji - żyje się coraz ciężej. I coraz jaśniej widać też, że rządząca ekipa rządzi źle, po prostu nieudolnie, niechlujnie.
Tusk to wie. Dlatego teraz zagrzewa swoich wyjątkowo gorąco. Tak gorąco, że porzuca nawet elementarne standardy, takie jak niepochwalanie publiczne - przynajmniej niepochwalanie - agresji polityka wobec opozycyjnej dziennikarki. Tusk - choć w pierwszym odruchu Niesiołowskiego kilka dni temu potępił („to zachowanie jest dla nie absolutnie nie do zaakceptowania”), teraz Niesiołowskiego wspiera:
"Tak, jest naszym bohaterem i potrafił prezentować odwagę, twardość charakteru i niezłomność wtedy, (...) kiedy to naprawdę kosztowało bardzo wiele.
Ofiarę ataku polityka nazwał "napastującą dziennikarkę", a w końcu skandal upupił nieadekwatnym, infantylnym wezwaniem do "pojednania" - tak jakby istotą relacji pobitego z pobitym było "pojednanie", a nie przede wszystkim przeprosiny.
"Wierzę, że nadejdzie moment, kiedy uśmiechnięty Stefan Niesiołowski będzie witał się z uśmiechniętą panią redaktor (Ewą) Stankiewicz. I to Stefanie będzie twoje drugie wielkie zwycięstwo . Pokonałeś Lenina środkami dość przebojowymi, pokonasz uśmiechem tych, którzy nie wierzą w sens uśmiechu i polskiego optymizmu".
Zwrot w kierunku obrony Niesiołowskiego jest symptomatyczny. Mający poczucie zagrożenia premier zachowuje się jak każdy władca w obliczu niepokoju poddanych: ostentacyjnie okazuje, że jego żołnierze służb tajnych i jawnych będą bezpieczni, nawet gdy złamią prawo, nawet gdy podepczą prawa poddanych. W ten sposób traci nieco sympatii poddanych (dzięki nadprzyjaźni mediów - niewiele), ale ważniejsza jest lojalność kadr, bo sympatia poddanych rzecz niepewna, a kadry, dopóki nie zwątpią, są niezbędne dla utrzymania władzy.
Ale jest i koszt. Chyba po raz pierwszy Tusk staje tak jednoznacznie - w jednostkowej sprawie - po tak jawnie złej stronie jednostkowego sporu, po stronie atakującego. Do tej pory - owszem, pozwalał na jawne łamanie norm niżej stojącym w hierarchii politykom PO, ale sam w odpowiednim momencie dystansował się od własnej ekstremy, przybierając znaną minę "premier moralny". Grał dobrego władcę, i zachowywał czyste konto. Dziś stanął po stronie ekstremy.
Koszt może być spory. Przede wszystkim dlatego, że broniąc ludzi dokonujących aktów agresji, Tusk zachęca i tego konkretnego polityka, i innych, do agresji wobec domniemanych i realnych przeciwników, zachęca tego typu zachowań w przyszłości.
A mogą to być zachowania - sądząc po oczach Niesiołowskiego - jeszcze bardziej brutalne. Takie "przebojowe", by użyć słów samego premiera.
I niech premier nie będzie taki pewny, że wówczas od Niesiołowskiego się odetnie. Kierunku wybuchu "środków przebojowych" przewidzieć nie sposób.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/133157-premier-tusk-boi-sie-bardziej-niz-nam-sie-wydaje-ma-narastajace-poczucie-kruchosci-wlasnej-wladzy
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.