Liczba osób, którym jest wszystko jedno, rośnie wraz z coraz agresywniejszą retoryką "GW", której wszystko jedno nie jest

rys. Rafał Zawistowski
rys. Rafał Zawistowski

Jednym z pierwszych posunięć Donalda Tuska po sformowaniu rządu w 2007 r. była, jak mnie pamięć nie myli, gospodarska wizyta związana z oddaniem do użytku świeżo wybudowanej kopalni węgla kamiennego gdzieś na Lubelszczyźnie.

Ogarnęło mnie wówczas przerażenie. Zdałem sobie sprawę, że doszła do władzy formacja, która będzie reprodukowała komunizm jako technologię władzy w „biznesowym” nowym wcieleniu, że będzie używać posttotalitarnej socjotechniki do utrwalania swego panowania i że spotka się to z akceptacją a wręcz z entuzjastycznym przyjęciem ogromnej części społeczeństwa, które reprodukuje mentalne struktury wyniesione z realnego socjalizmu. I że istnieje wśród dużych rzesz społeczeństwa tęsknota za socjalistyczną stabilizacją.

Stopień zsowietyzowania polskiego narodu sytuuje Polskę bliżej Białorusi i Ukrainy niż Francji czy Szwecji. Okładka  „Super Ekspresu”, która przedstawia Tuska z kołem sterniczym, nawiązująca do klasycznego socrealistycznego plakatu, zagrzewającego do pracy dla socjalizmu, utwierdziła mnie w skuteczności socjotechnicznej tych komunistycznych wzorców. Nie jest to oczywiście nawiązanie dosłowne, raczej rodzaj cytatu wyrwanego z komunistycznego kontekstu i przeniesionego w inny „kapitalistyczny” kontekst, ale śmiem twierdzić, że dowcip jaki się w tym nawiązaniu kryje służy raczej ocieplaniu wizerunku. Patrzcie jak chłop się stara a mu nie wychodzi. A ten socjalizm nie był w końcu taki zły.

Platforma w swoją kampanie wyborczą wpisała projekt wielkiego modernizacyjnego skoku. Ta strategia modernizacyjna okazała się bardzo skuteczna dla omamienia mas. Od początku dla przenikliwych obserwatorów życia społeczno - politycznego było wiadomo, że to nie wielka modernizacja, ale wielka ściema.

Wytworzono obraz opozycji jako grupy ludzi, którzy stoją na drodze budowy świetlanej przyszłości, ogarnięci nienawiścią do tych, którzy mają „pozytywną” energię. Wykreowano wielki spektakl, w którym mogą uczestniczyć masy ćwierćinteligentów zapisując się do obozu postępu. To kolejna odsłona posttotalitarnej polityki mobilizacji masy, która przesłoniła skutecznie rzeczywiste interesy różnego rodzaju mistrzów w kręceniu lodów, dla których normą jest świat skorumpowany.

Ta ciągła mobilizacja mas, pamiętam dobrze dni czynów społecznych w latach siedemdziesiątych i protesty antywojenne przeciwko imperialistom, gwarantowała spokój panowania PZPR. Obecnym aparatczykom, przeszkadzają niezależne media. Stąd próby ich zlikwidowania. W tej recydywie komunizmu nie ma silnego spoiwa ideologicznego jakim był „naukowy” marksizm i leninizm. I to jest zasadniczy problem tej władzy.

Stąd silnie obecna retoryka antyklerykalna jako potencjalne spoiwo ideologiczne ruchu ku wyzwoleniu spod dominacji zmitologizowanego polskiego ciemnogrodu, czyli inaczej od polskości jako nienormalności. Ten antyklerykalizm budowany jest w oparciu o masy tych, którzy ćpają, na bazie wynarodowionej młodzieży, do czego przyczyniła się zapaść systemu edukacyjnego i antypolonizm systemu nauczania. Ten antyklerykalizm ma pożywkę w resentymencie. Jak odwrócić uwagę od własnego zwykłego złodziejstwa, i moralnego dna? Przez znalezienie i wskazanie wroga, którego istnienie kłuje w oczy, przez powszechną mobilizacje „słusznie” oburzonych na niemoralny kler na przykład.

Antyklerykalizm ten jest inspirowany konsekwentnie przez środowiska byłych esbeków, którzy nie mogą zaprzestać udowadniania, że Kościół to organizacja przestępcza, bo inaczej oni zaczną się jawić sobie samym i swoim sąsiadom jako przestępcy.

Walka Tuska z religią nie jest zatem przypadkowa na tym etapie.

Udało się w ramach posttotalitarnej socjotechniki wmówić ogromnej rzeszy społeczeństwa, że polityka to dziedzina niegodna człowieka kulturalnego. Do takich wniosków skłaniają mnie kontakty z ludźmi, którym jest wszystko jedno. Co ciekawe, liczba tych osób, którym jest wszystko jedno rośnie wraz z coraz agresywniejszą retoryką "GW", której jak powszechnie wiadomo wszystko jedno nie jest. I to jest jakoś pocieszające.

Byłem na wsi u znajomego, który polityki nie lubi, lubi dobrze zjeść, jest aktywny jako kucharz, organizujący zjazdy miłośników schabowego tzw. zloty, podczas których przyjeżdża z całej Polski 60 osób i robią zawody kto usmaży lepszego kotleta. Polskę socjalistyczną wspomina z łezką w oku. Rozmowa o polityce jest zakazana, uchodzi ona w tym gronie za oznakę braku kultury. „Smażcie kotlety nie róbcie polityki” można by przy okazji strawestować klasyka. I ta miłość do kotleta jednoczy tych ludzi. Najprawdopodobniej ten stan hipnotyczny będzie trwał do momentu kiedy ten kotlet jest jeszcze osiągalny. To jest jedyna szansa na poszerzenie horyzontów tej „apolitycznej” klasy ludzi, którą obudzić może jedynie ból po utracie kotleta, ale ona niestety w demokracji po komunizmie jest decydująca.

Ruch Poparcia Palikota to partia uszykowana do skanalizowania potencjału niezadowolenia. Stąd, o czym wspomniałem, antyklerykalna retoryka, bo przecież to, co napisali w Biblii to też jakieś bzdury. Sam proces „depolityzacji” duszy współczesnego nie tylko Polaka, ale Europejczyka, wart jest osobnego felietonu.

Pomysł, aby pozorną „modernizację” pożenić z antyklerykalną, paneuropejską ideologią jest efektem wyczucia potrzeb emocjonalnych polskiej odmiany homo sovieticusa czyli małego cwaniaczka, któremu imponują ludzie amoralni a skuteczni w rodzaju Palikota czy Urbana.

Ale jest jeszcze jeden powód skuteczności Platformy. Polskie społeczeństwo wyszło z komunizmu straszliwe sponiewierane. Stan alienacji był i jest problemem powszechnym. Człowiek wyalienowany postrzega siebie jako ofiarę sił zewnętrznych. Proces alienacji za Marksem zwykło łączyć się tylko z kapitalizmem. Jest to stały motyw jęków myśli lewicowej. Proces ten opisuje rzeczywistość postsowiecką. Wszystko, co mogło budować silniejsze więzi społeczne, co było efektem budzenia się obywatelskiego ducha poza wpływem ideologii "Gazety Wyborczej", było traktowane demagogicznie jako faszyzm. Alienacja była „hodowana”.

Model domniemanego skoku cywilizacyjnego przy okazji EURO 2012, jest taką powtórką ze skoków, które były charakterystyczne dla realnego socjalizmu w postaci tzw. planów iluś tam letnich. A wyalienowani ludzie łatwo wchodzą w taką propagandę, bo nadaje ona ich życiu sens. Nieustająca atrakcyjność takiej wizji socjalistycznej wynika z faktu, że jest to wizja odbudowy jakiejś wspólnoty, czyli odbudowy tego obrazu świata, w którym ludzie znowu wiedzą kim są i z kim. Sama obietnica jest warta zawierzenia i ma charakter parareligijny, dlatego jest trwała. Tym też można chyba tłumaczyć trwałość poparcia dla Platformy i partii obecnego establishmentu.

Dlatego tak ważna jest piłka nożna jako forma zagospodarowania potrzeby tożsamości. A jak zagospodarowuje się tą potrzebę według swoich celów politycznych? Likwidując orzełka na koszulkach reprezentantów Polski, po to aby po sprowokowanych w ten sposób protestach, przywrócić je specjalnym dekretem, co Prezydent Komorowski, przyjaciel Janusza Palikota, uczynił, stając się w oczach milionów kibiców polskim patriotą. Nie może bowiem  ta wspólnota narodowa zostać  odbudowana na głębszym poziomie psychiki, wokół idei mocnej suwerennej Polski, z wiadomych względów, bo to spowodowałoby radykalną zmianę.

Młyny propagandy muszą zatem pracować bezustannie na najwyższych obrotach, właśnie teraz, gdy możliwym staje dla wielu Polaków o mocnej tożsamości rzeczywiste odrzucenie posttotalitarnej rzeczywistości i budowa państwa narodowego.

Autor

Klikasz i czytasz tygodnik Sieci na telefonie Klikasz i czytasz tygodnik Sieci na telefonie Klikasz i czytasz tygodnik Sieci na telefonie

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...