Na szczycie czerwone dywany, zadowoleni z siebie politycy i pełna kontrola przekazu ponad głowami dziennikarzy Na ulicach anarchia i histeria, ale jakby więcej demokracji. Czy te dwa światy nie rozjeżdżają się za bardzo?
Z twardych ustaleń państwa NATO zgodziły się co do konieczności wyjścia z Afganistanu do końca 2014 r. oraz inaugurację pierwszej fazy NATO-wskiego systemu obrony przeciwrakietowej w Europie, którego elementy w dalszych etapach znajdą się w Polsce. Dodatkowo mówiono o tzw. inteligentnych systemach broni i ściślejszej współpracy w czasie „po Afganistanie”.
Ale ja o czymś innym. O dwóch rozjeżdżających się światach. Ten pierwszy - to dygnitarze, głowy państw i szefowie rządów, ich żony. Czerwony dywan, przemówienia i zadowolone twarze. I co najbardziej uderzające: absolutna kontrola przekazu. Dziennikarze w centrum prasowym zdani na przekaz telewizyjny, bez możliwości zadawania pytań, szukania dziury w całym. No chyba, że ktoś łaskawie do nich wyjdzie. A wszystko ustawione pod wizerunek, nie zakłócony „brudem” (np. dziennikarzami) obrazek, który się przyda w kampanii. Bardzo znamienne, że po przywitaniu i krótkim przemówieniu prezydenta Baracka Obamy, sekretarz generalny „podziękował mediom”. Drzwi zamknięto na trzy godziny i tyle.
Wiem, politycy w sposkoju potrzebują porozmawiać o poważnych sprawach. Ale w takim po co organizować szczyt w 10-milionowym Chicago, dezorganizując jego życie i wydawać kupę pieniędzy? Nie lepiej zaszyć się w Camp David – jak to było z G-8 – aby w oddaleniu spokojnie podyskutować? Ale nie, nie byłoby całego blichtru, przelotów, czarnych limuzyn i policyjnych syren. Nie byłoby takiej stymulacji politycznych ego.
Z drugiej strony na ulicach Chicago jest inny świat. Światopoglądowy groch z kapustą, z dużą przewagą anarchistów, komunistów i zwykłych zadymiarzy. Ale też i prawdziwych problemów np. ludzi, którym banki (same wyciągające łapczywie rękę po rządową pomoc) zabierają domy za niespłacone kredyty hipoteczne (często po odebraniu w ogóle się tymi domami nie interesującymi). Na ulicach panuje chęć dymienia, histeria i przesada, ale jest jakaś pasja, zaangażowanie, nawet determinacja. No i przede wszystkim pełna wolność nagrywania, robienia zdjęć, w ogóle relacjonowania.
I w tym wszystkim współcześni chłopi pańszczyźniani polityków – policjanci i inne służby chroniące szczyt. Obserwowałem ich od poniedziałku, widziałem w niedzielę z odległości 10 metrów, jak radzili sobie z największą dotychczas zadymą na rogu Cermak Street i Michigan Avenue. I muszę przyznać, że takie profesjonalizmu dawno nie widziałem. Zamiast pałować i gazować wszystko jak leci, spokojnie, wytrwale podzieli demonstrujących na grupy i rozproszyli po dwóch godzinach. Skończyło się na 45 zatrzymanych. Nie użyto gazu łzawiącego ani paralizatorów, z czego bardzo zadowolony był szef chicagowskich gliniarzy Garry McCarthy. – Naszym zadaniem jest ułatwienie protestów i reagowanie na akty kryminalne – tłumaczył w trakcie szczytu. Jak na razie liczący 10 tys. policjantów departament działa bez zarzutu. Duża w tym zasługa samego McCarthego, który cały czas jest na ulicy, wśród swoich ludzi. W trakcie starć na rogu Cermak i Michigan, szef policjantów szedł tuż za kordonem w zwykłym mundurze, bez żadnej ochrony. Widok dość szokujący, zwłaszcza że w powietrzu latały butelki z wodą i drzewce od transparentów.
Paweł Burdzy z Chicago
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/132872-dywany-politykow-ulice-anarchistow-swiatopogladowy-groch-z-kapusta-z-duza-przewaga-anarchistow-komunistow-i-zadymiarzy
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.