Poziom agresji prorządowej propagandy jest często naprawdę nieznośny. Społeczne emocje jakie to wytwarza, presja wobec krytycznych wobec władzy, są rzeczywiście trudne do wytrzymania. Tym bardziej, że przemysł ten nie ma już żadnych hamulców. Żadne fakty go nie ograniczają. Jak raz orzekli, że Sawicka została skrzywdzona, to choćby sąd wprost powiedział iż jest kutą na cztery kopyta łapówkarą, a CBA prowadziło sprawę całkowicie czysto, opinia ta nie zostanie zmieniona. Została uwiedziona metodami ubeckimi - dowodzą. I koniec dyskusji.


Jednak choć to nieprzyjemne, da się przeżyć. Są już media do których propaganda władzy nie ma wstępu. Można się jakoś bronić. Dużo bardziej szkodliwa, choć trudniej dostrzegalna, jest dla naszej przyszłości inna cecha medialnej debaty - imitacyjność, udawanie, brak jakiejkolwiek konsekwencji.

Oto jeden z przykładów. Dwa dni temu, 15 maja, "Gazeta Wyborcza" poświęciła czołówkę ważnej sprawie - jak zwiększyć innowacyjność polskiej gospodarki. Tak, o tym naprawdę trzeba poważnie rozmawiać, bo proste rezerwy wzrostu się wyczerpują, nie dają poza tym dobrych, pewnych miejsc pracy. Pomijam już nawet obecną w artykule nieznośną propagandę w postaci zapewnień minister nauki Barbary Kudryckiej iż "nasza gospodarka stawia coraz mocniej na innowacje i nowe technologie". Gdzie? Kiedy? Jak? Zmieniając nazwę narodowego (od dawna francuskiego) telekomu na Orange? Czy może likwidując do końca przemysł stoczniowy, a w miejscu nowoczesnych linii technologicznych wprowadzając technologie piaskowania stali z lat 50. ub. wieku?

Idźmy dalej. "Wyborcza" daje tytuł:

Procent dla nauki

Dobry tytuł. Dobra idea. Jestem za. Ale podtytuł pokazuje już o co tu chodzi:

Minister Barbara Kudrycka chce, żeby firmy mogły odpisywać 1 procent podatku na rzecz instytucji naukowych. - Co do zasady pomysł jest dobry - zapewnia minister Jacek Rostowski. - Skorzystamy - mówią prezesi dużych firm.

 

Doświadczony czytelnik szybko wyłowi, tak jak z dalszej części artykułu, że minister chce i na tym koniec. Przypuszczam, że chce jeszcze dużo rzeczy. Projektu żadnego nie ma. Minister Rostowski jest za. Ale dodaje, że nie ma pieniędzy. Może kiedyś, w przyszłości.

Słowem - ten tekst i "chcenie" minister Kudryckiej nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. "Procent dla nauki" nie figuruje w żadnych poważnych planach, w jakimkolwiek harmonogramie, faktycznie nie istnieje. Nie będzie zrealizowany. Ma tyle wspólnego z realiami co dziesiątki takich czołówek "Wyborczej". Laptopy dla uczniów, komputerowe podręczniki itp.

A wszystko - imitacja. W efekcie zamiast poważnie rozmawiać o zwiększeniu nakładów na naukę, uprawiana jest propaganda. System edukacyjny, w tym wyższe uczelnie, tonie w bagnie nieudolności i środowiskowej korupcji. Świat ucieka.

CZYTAJ: "Ogłaszam alarm dla uniwersyteckiej społeczności". Poruszające, ale i przerażające wystąpienie prof. Ewy Nawrockiej

Nasza innowacyjność jest warta właśnie tyle ile ten tekst.

Ta imitacyjność obecna jest też na innych polach. Wojsko udaje, że się profesjonalizuje. Program likwidacji marynarki wojennej nazwano wieloletnim planem rozwoju. Emerytury zabrano ludziom by żyło im się lepiej.

Sanepid (to news z dzisiejszej "Rzeczpospolitej") udaje, że jego książeczki zdrowia mają jakąś wartość. Te oryginalne pewnie tak, ale połowa z będących w obiegu to kupione w Internecie, fałszywe. I wszystkich mało to obchodzi.

Media udają, że wszystkim patrzą na ręce, choć ścigają tylko opozycję. Wojciech Maziarski udaje, że wolność słowa ceni ponad wszystko, by po ataku Niesiołowskiego na Ewę Stankiewicz zatytułować swój tekst "Stankiewicz atakuje kamerą".

Premier Tusk w reakcji na autostradową klęskę udaje, że działa, bo polata sobie helikopterem nad budową. Pewnie spędzili tam wszystkich robotników z okolicy. A rząd udaje, że zwijanie podstawowych funkcji państwa, np. likwidacja setek posterunków policji, to dynamiczny rozwój.

Wszystko zaś spinają i puentują, udające dziennikarską misję, "Wyborcza" z TVN. Im się opłaca. A Polsce? Jej obywatelom? Cenę widzimy wokół, każdego dnia.