Michał Smolorz, znany śląski publicysta (czy może raczej ślązakowski) obecny w „Polska Dziennik Zachodni”, katowickiej „Gazecie Wyborczej” i Radiu Katowice narzeka na „antyśląskość” hierarchii Kościoła i brak wsparcia dla RAŚ. Tekst jest kolejnym elementem budowania skrajnie lewicowej tożsamości ślązakowców (czy może raczej Nowoślązaków od „Nowej Gazety Śląskiej”) coraz bardziej zbliżającej się do satyrycznego artykułu młodego pisarza Szczepana Twardocha krytykującego Kutza za lewackość. Jeśli kierunek zostanie utrzymany, to za 5 lat Ślązak według RAŚ będzie gejem ateistą z górniczym pióropuszem w d…, palącym marychę o umiarkowanym stosunku do swojej biologicznej płci.

Linia polityczna RAŚ w ostatnich latach staje się coraz bardziej lewicowo-liberalna. Nic dziwnego – Gorzelik w cielęcej fascynacji celebrytów i dziennikarzy śląskością dostrzegł szansę na zwiększenie politycznych wpływów. Ślązakowcy jako represjonowani przez Jarosława Kaczyńskiego (chodzi jedynie o zmanipulowany cytat z „Raportu…” z 2011 – z czasów rządów PiS nie mają ślązakowcy żadnych ran do pokazania) zyskali status nowej uciskanej przez nacjonalistycznych Polaków mniejszości. Moda na ślązakowców została wpisana w mainstream obok gejów, Żydów czy Cyganów. Wykorzystując celebryckie fanaberie Jerzy Gorzelik i „kameraden” prowadzą zgodnie z koncepcją Antonio Gramsciego marsz przez instytucje prowadząc transformację nadbudowy według marksistowsko-leninowskich wzorów.

Ślązakowcy mieli podstawy, aby liczyć przynajmniej na życzliwość śląskiego Kościoła. W latach 90-tych arcybiskup Damian Zimoń patronował odradzającemu się regionalizmowi w postaci Związku Górnośląskiego, wtedy organizacji odwołującej się do Wojciecha Korfantego. Pamiętam relację jednego z kandydatów do Sejmu RP z listy Porozumienia Centrum w 1993 r. ze spotkania z arcybiskupem. Wiodącym tematem było oświadczenie Jarosława Kaczyńskiego krytykujące ideę regionu autonomicznego podnoszoną wtedy przez Związek Górnośląski. Hierarchia jak i popularny tygodnik „Gość Niedzielny” zdecydowanie więcej sympatii poświęcały wtedy partiom centrowym i liberalnym przychylnym regionalizmowi jak UD, KLD, BBWR, PChD, Partia Konserwatywna czy SKL.

W tamtych latach separatyzm w stylu RAŚ nie mógł liczyć na wsparcie hierarchii. Były pojedyncze przypadki księży składających wnioski do urzędów miast o wpisanie do akt narodowości śląskiej - skrupulatnie nagłaśniane przez katowicką „Gazetę Wyborczą”. Liderzy RAŚ w swoich biuletynach narzekali na brak poparcia śląskiego Kościoła. Zawierane przez RAŚ w przeszłości sojusze (konserwatywni liberałowie z UPR, kandydowanie z list PSL czy PO) dotyczyły ugrupowań w umiarkowanym stopniu zainteresowanych wsparciem Kościoła. Teraz na tapecie jest Ruch Palikota – trudno o gorszy wybór.

Michał Smolorz skrytykował kościół nie tylko za współczesność. Pochodzący z Brzęczkowic (obecnie dzielnica Mysłowic) prymas Polski kardynał August Hlond został nazwany poznaniakiem. Nie wiem czy to wyraz ignorancji dziennikarza czy powtórka niemieckiej propagandy z XIX wieku nazywającej aktywność Polaków na Górnym Śląsku „agitacją wielkopolską”.

Redaktor naczelny „Gościa Niedzielnego” ks. Marek Gancarczyk otrzymał cięgi za udział w proteście przeciwko dezawuowaniu obrońców wieży spadochronowej z 1939 r. w katowickim Parku Kościuszki w oparciu o relację niemieckiego gen. Neulinga. Stosowną kampanię propagandową w 2003 r. przeprowadziła katowicka „Gazeta Wyborcza” ze wsparciem ówczesnego felietonisty „PDZ” senatora Kazimierza Kutza. To dziwne,  bo pewnego roku nawet członek Zarządu Województwa Śląskiego Jerzy Gorzelik był tam składać kwiaty i nie usiłował udowadniać, że we wrześniu 1939 r. racja była po dwóch stronach jak w czasie Powstań Śląskich. I nie rozumiem co to ma wspólnego ze stosunkiem do regionalizmu czy separatyzmu śląskiego.

Smolorz narzeka, że w 2004 r. pojawiła się książka autorstwa ks. Jerzego Andrzeja Klichty, zatytułowana „Dzieje Śląska pod strzechy, czyli o cudzie nad Odrą”. Autor negatywnie ocenia próby narzucenia ludności Górnego Śląska zarówno niemieckości jak i tzw.narodowości śląskiej a swoje oceny ilustruje przykładami historycznymi. Książka została opatrzona biskupim herbem i serdecznym wstępem kardynała Henryka Gulbinowicza, oraz przedmową prof. Jana Miodka. Redaktora Smolorza boli, że się dobrze napisana książeczka jest popularna wśród Kół Przyjaciół Radia Maryja i katechetów. Odgrywa podobną rolę jak w okresie międzywojennym powieść Gustawa Morcinka „Wyrąbany chodnik” czy inne dzieła tego rodzaju.

Kościół nie jest instytucją polityczną i tradycyjnie będzie unikał wywoływania konfrontacji czy dzielenia. Oczekiwania zaangażowania po stronie separatystów czy kreowanie fikcyjnej wielokulturowości to absurd. W ostatnią niedzielę maja tradycyjnie najwięcej Ślązaków spotka się na pielgrzymce mężczyzn w Piekarach Śląskich. Ale nikt nie będzie tam nikogo pytał o narodowość.

Lewicowo-liberalni redaktorzy pchając RAŚ do konfrontacji z Kościołem coraz bardziej oddalają go od autentycznej śląskości. Do antyklerykalnej i zlaicyzowanej formacji separatystów śląskich zapisze się tylko Kazimierz Kutz jako reinkarnacja Teofila Ociepki. Zawsze może wejść nago na gmach dawnego komitetu miejskiego PZPR w Szopienicach i czekać na promień z Saturna – niczym bohater „Angelusa” Lecha Majewskiego. Albo modlić się do świńskiego łba z rzeźni w Biłgoraju.