Utrzymanie króla Haralda V wraz z rodziną i całą świtą jest tańsze niż utrzymanie prezydenta Polski razem z kancelarią. Jak wyliczył prof. Herman Mattijs z Wolnego Uniwersytetu w Brukseli, norwescy podatnicy wydają na utrzymanie monarchii ok. 110 milionów złotych - dla porównania w tym roku budżet kancelarii Bronisława Komorowskiego wynosi 180 milionów

- donosi "Super Express".

O bizantyjskim dworze śp. Lecha Kaczyńskiego media rozpisywały się wyjątkowo ochoczo. W świadomość społeczną wdrukowywano przekonanie, że prezydent Kaczyński rozbudował strukturę kancelarii i wydaje niebotyczne środki na jej utrzymanie. Jak naprawdę wyglądał sytuacja? Spójrzmy na zestawienie kosztów:

Z raportu NIK wynika, że W 2006 r. z budżetu Kancelarii Prezydenta wydatkowano ponad 138 mln zł. Co ciekawe, w roku 2005, czyli w ostatnim roku prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego, wydatki wynosiły 159,6 miliona złotych. Oznacza to, że śp. Lech Kaczyński w pierwszym roku prezydentury zmniejszył je o ponad 13 procent.

Trzy lata później, w 2009 roku, czyli ostatnim, pełnym roku prezydentury Lecha Kaczyńskiego, wydatki kancelarii Prezydenta zmniejszone zostały o kolejnych 6 mln zł i  wyniosły nieco ponad 153 miliony złotych. Widać więc wyraźnie, że zarzuty kierowane pod adresem śp. Lecha Kaczyńskiego były sporym nadużyciem.

Platforma Obywatelska, która tak napiętnowała wydatki Prawa i Sprawiedliwości i obiecywała Polakom wdrożenie zasad "taniego państwa", nie bacząc na kryzys trwoni dziś publiczne środki nie tylko w poszczególnych resortach, ale i w Kancelarii Prezydenta.

Prezydent Komorowski przeznacza na własne utrzymanie aż o 30 milionów złotych rocznie więcej, niż śp. Lech Kaczyński. Dlaczego nie słyszymy więc ani słowa o bizantyjskiej polityce Pałacu?

 

mall, źródło: "Super Express"