Do meczu otwarcia Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej mniej niż miesiąc (8 czerwca). Przed nami ważne wydarzenie; ważne, bo tego typu impreza byłaby ważna dla każdego europejskiego narodu.
Tymczasem jak dotąd dominują biadania nad stanem infrastruktury. Biadania słuszne, bo władza nie spełniła swojej zasadniczej obietnicy związanej z Euro: mistrzostwa nie stały się okazją do wykonania skoku cywilizacyjnego, choćby do zbudowania siatki podstawowych autostrad. Trochę dróg powstało, ale właśnie trochę. I żadna to zasługa władzy, bo tyle zbudowałby każdy rząd mający tak wiele pieniędzy z Unii. Myślę zresztą, że rząd bardziej gospodarny zbudowałby znacznie więcej.
Rząd gospodarny nie budowałby również tak wielkich i drogich stadionów. One na siebie nie zarobią.
Tych pieniędzy zabraknie już niedługo; wieść niesie, że po Euro budowa dróg ostro wyhamuje, bo zwyczajnie nie ma pieniędzy.
Biadania są więc uzasadnione, ale już wieszczenie na tej podstawie klęski Euro jest przesadą. Kibice dotrą - albo samochodami, albo samolotami, albo pociągami. Przy odrobinie organizacyjnej sprawności transport nie będzie problemem, zwłaszcza, że to nie będą przecież miliony ludzie, ale raczej dziesiątki tysięcy w jednym miejscu.
Piękna, zielona, już w miarę zadbana i umiejąca urzec serdecznością i gościnnością Polska też się przybyszom spodoba. Bo też nie jest tak, że inne kraje, w tym zachodnie, nie mają w swoich miastach brudnych zakątków czy zaniedbanych domów. Mają, choć oczywiście znacznie mniej. Ale kibice z zachodu podświadomie spodziewają się tu trzeciego świata, więc rozczarują się pozytywnie.
Tak więc bez histerii.
Bez histerii i czarnowidztwa także dlatego, że ludzie nastawieni opozycyjnie nie mogą przyjmować perspektywy, według której to jest "ich", władzy impreza. To jest nasza impreza, wszystkich Polaków. Choćby dlatego, że i stu Drzewieckich i dwustu Kaplerów nie zbudowałoby żadnego stadionu gdyby nie mieli pieniędzy z naszych podatków.
Oddawanie Euro władzy i jej zwolennikom wzmacnia także proces samowykluczania, uznawania, że to państwo nie jest nasze. Ono jest nasze, co oczywiście nie znaczy, że nie mogłoby być nasze w stopniu znacznie większym, albo że nie mamy prawa krytykować władzy, nawet ostro, czy też że władza może nas, wzorem komunistów, dobrem państwa szantażować. Nie może, zwłaszcza że sama o to państwo nie dba tak, jak dbać powinna.
No i trzeba pamiętać, że Euro 2012 wywalczył dla Polski rząd Prawa i Sprawiedliwości przy wsparciu śp. prezydenta, który w przeddzień rozstrzygającego głosowania UEFA poleciał do Cardiff, by do końca lobbować (miałem zaszczyt mu towarzyszyć jako dziennikarz). Osobiste zaangażowanie głowy państwa było ważnym - choć zapewne nieprzesądzającym - argumentem, pokazującym, że impreza zyska odpowiedni priorytet polityczny.
Euro 2012 powinno być świętem wszystkich Polaków. I powinna o to zadbać przede wszystkim władza, kontrolująca przecież w naszym kraju nie mniej niż na Ukrainie kontroluje Janukowycz. Powinna zadbać choćby gestami, choćby przypominaniem zasług śp. prezydenta czy zaproszeniem ludzi opozycji - tej szerokiej - do wspólnego świętowania. Oczywiście władza tego nie zrobi, bo do tego nie dorosła. Ale to nie znaczy, że należy władzy oddawać Euro.
Hasłem polsko-ukraińskiej imprezy jest slogan: "Razem tworzymy przyszłość". Motto, które władze w Kijowie - ale i w Warszawie - powinny mocno wziąć sobie do serca także w kontekście krajowym.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/132174-bez-histerii-i-czarnowidztwa-w-sprawie-euro-nie-bedzie-zle-ta-impreza-powinna-byc-swietem-wszystkich-polakow
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.