„Polityk, który idzie na wojnę z mediami, ma prawo napisać na swej wizytówce jedno słowo: idiota”- pisał Henry Kissinger. Tym razem redaktorzy naczelni polskich gazet wymogli na władzy respektowanie podstawowej zasady demokracji jaką jest wolność słowa. Jednak próby jej ograniczenie nie skończą się. Wypowiedź prezesa Sądu Najwyższego pokazuje sposób myślenia naszych elit.
Wspomniany Kissinger, którego słowa stały się dla każdego amerykańskiego polityka świętością, jednocześnie nie mógł wybaczyć sobie, że udzielił słynnego wywiadu Orianie Fallaci. Jednak przełknął gorzką pigułkę w postaci ciosów jakie zadała mu wybitna dziennikarka ( notabene idealnie opisująca w kilku słowach osobowość Lecha Wałęsy) i nie szedł więcej na otwarte zwarcie z mediami. Amerykańscy politycy nauczyli się, że wojna z mediami, które są dla nich niezwykle ostre jest bezcelowe. Nie można oczywiście zapominać, że ostrzeliwana amerykańska prawica ma własną potężną Fox News i setki mniejszych sił medialnych, które pozwalają republikańskim politykom na prowadzenie gry z liberalnymi siłami. Zdrowy balans ideologiczny w mediach i pluralizm poglądów jest normą w całym demokratycznym świecie. Polska, która stanowi wyjątek w zachodniej Europie, jest niestety miejscem, gdzie konserwatyści muszą konkurować elitarną prasą z masową telewizją, która kształtuje poglądy 90 proc społeczeństwa. Dzieje się tak nie tylko dlatego, że wielka część świata dziennikarskiego w Polsce jest ukształtowana przez „prawicofobię” ojców założycieli III RP i nie widzi problemów we wspieraniu rugowania z przestrzeni publicznej konserwatywnych dziennikarzy. Nie można również zapominać, że przyklaskiwanie temu by naczelny największego dziennika polemizował ze swoimi adwersarzami w sądzie jest również deptaniem własnych wartości. Dlatego tak ważna i budująca jest ostatnia wspólna akcja redaktorów naczelnych polskich dzienników ( od Gazety Wyborczej po Rzeczpospolitą), którzy sprzeciwili się skandalicznej próbie zmianie prawa prasowego jaką zaserwowali nam senatorzy Platformy Obywatelskiej. Swoją drogą oglądając żałosne próby wyplątania się ze sznura jaki sami sobie politycy założyli na szyję, można zdać sobie sprawę, że kondycja intelektualna niektórych senatorów jest naprawdę problematyczna. Bez wątpienia trzeba się zastanowić nad reformą Senatu, który skupiałby ludzi zdolnych kontrolować Sejm ( np. byłych marszałków Sejmu, premierów, prezydentów etc?). Jednak jest to temat na oddzielny elaborat.
Tym razem udało się storpedować kuriozalne pomysły polityków. Środowisko dziennikarskie wyjątkowo przemówiło jednym głosem- ponad ideologicznymi podziałami. Niestety to co zrobili senatorowie PO nie wynika z czasowego zaślepienia bądź nieświadomości działań tych ludzi. Dowodem na to niech będzie znamienna wypowiedź pierwszego prezesa Sądu Najwyższego Stanisława Dąbrowskiego, który w przygotowanym dla Senatu oficjalnym dokumencie odniósł się nie tylko do samej ustawy, ale wyraził swoją opinię o dziennikarzach.
„Wydaje się jednak, że środowiska te (dziennikarze- przyp. Ł.A) generalnie są niezbyt skłonne do poczuwania się do odpowiedzialności za uszczerbek, jakiego w następstwie ich działalności mogą doznać jednostki. I z jednakowym zapałem zwalczają próby konkretyzowania lub poszerzania uprawnień ofiar publikacji prasowych. Niedawne szyderstwa red. Paradowskiej w "Polityce" na temat opiniowanego projektu, będącego jakoby owocem radosnej twórczości Senatu, są dobrym przykładem nonszalancji mediów dbających głównie o własny prestiż"
- tak o proponowanych przez senatorów zmianach w prawie prasowym, wprowadzających polemikę zamiast sprostowań, napisał w marcu pierwszy prezes Sądu Najwyższego. Czy ta opinia nie tłumaczy w dużym stopniu dlaczego do tej pory nie zlikwidowano komunistycznego paragrafu 212, który jest przykładem totalitarnego charakteru walki z żurnalistami? Każdy, kto bywa w sądzie wie jaką niechęcią wielu sędziów darzy dziennikarzy, którzy patrzą również im na ręce. Trzeba oczywiście przyznać, że nie jest to do końca ich wina. Naprawdę nikt nie rodzi się demokratą i nauczenie się poszanowania zasad panujących w wolnym świecie jest trudne. Niektórzy nie potrafią tego zrobić przez cale życie. Dlatego tak istotne jest tworzenie mechanizmów prawnych, które powodują, że nie da się zakneblować ust dziennikarzom. Już Monteskiusz uważał, że państwo powinno być oparte na wolnościach obywatelskich, których podstawę stanowi wolność słowa. Wiedzieli o tym również ojcowie założyciele Stanów Zjednoczonych, którzy sami stworzyli prawo umożliwiające kontrolowanie ich władzy. Tak robią wielcy politycy. „Jeśli wolność słowa w ogóle coś oznacza, to oznacza prawo do mówienia ludziom tego, czego nie chcą słyszeć”- pisał George Orwell, który wiedział dobrze czym jest totalitaryzm, któremu sam dał się w pewnym momencie życia uwieść. Porzucenie przez senatorów uchwalenia szkodliwego prawa pokazało jak istotne jest wspólne wywieranie presji na politykach. Szkoda, że dziennikarze tak rzadko mówią jednym głosem. Kto ma bronić wolności słowa, która służy wolności obywateli jak nie my?
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/132159-nie-udalo-sie-senatorom-platformy-zakneblowac-mediow-to-jednak-nie-koniec-takich-prob
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.