Kiedy oglądałam w poniedziałek program „Tomasz Lis na żywo” byłam przerażona. Młodzi ludzie, którzy zdają maturę z pesymizmem patrzą w swoją przyszłość.

Mówili, że mają świadomość tego, że nawet jeśli skończą studia, to mogą pracować na kasie w sklepie. A ich znajomi po skończonych uczelniach, starszą, że czeka ich bezrobocie. Do błędu przyznaje się sama minister nauki i szkolnictwa wyższego Barbara Kudrycka. Mówi, że przespaliśmy zmiany.


Teoretycy, nawet najwybitniejsi, są teoretykami, a nam są potrzebni ludzie, którzy przyjdą prosto z pola walki i opowiedzą, jakie są trudności

– mówiła. Barbara Kudrycka  przekonywała w TOK FM, że do poprawy jakości kształcenia na polskich uczelniach potrzebne jest wprowadzenie nauczycieli z wiedzą praktyczną.

Na studiach pedagogicznych bardziej słuchałabym nauczycieli, którzy mają ciekawe doświadczenia i włączała ich do programów dydaktycznych

– mówiła. Dobrze, że pani minister mówi o zmianach, tylko szkoda, że zamierza je wprowadzać dopiero w drugiej kadencji. Bo oznacza, to, że dzisiejsi maturzyści są jeszcze straconym pokoleniem.

I przez kolejnych pięć lat będą kształcić się zawodach, które nie zapewnią im w przyszłości pracy. Spowodują, że wzrośnie liczba młodych, zdolnych, wykształconych, ale bezrobotnych. No cóż, ważne, że w końcu zaczęliśmy rozmawiać o niewydolności systemu szkolnictwa wyższego. Teraz powinny się pojawić wnioski.