Jedną z pierwszych decyzji prezydenta Władimira Putina było wydanie dekretu w sprawie rosyjskiej polityki zagranicznej, w którym Rosja żąda od USA gwarancji, że system tarczy antyrakietowej nie będzie skierowany przeciwko niej.

W dekrecie czytamy więc m.in., że trzeba:

konsekwentnie bronić rosyjskiego podejścia w kwestii utworzenia globalnego systemu obrony przeciwrakietowej Stanów Zjednoczonych, starając się o uzyskanie trwałych gwarancji, że nie będzie ona skierowana przeciwko rosyjskim siłom odstraszania nuklearnego.

(...) podążać kursem służącym podtrzymywaniu stabilnego i przewidywalnego współdziałania zgodnie z zasadami równouprawnienia, nieingerowania w sprawy wewnętrzne i poszanowania wzajemnych interesów, starając się o podniesienie współpracy dwustronnej na autentycznie strategiczny poziom.

Wcześniej, na konferencji zorganizowanej przez rosyjskie ministerstwo obrony szef Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej gen. Nikołaj Makarow mówił otwarcie o możliwości prewencyjnego uderzenia w elementy tarczy rakietowej rozmieszczone w Europie:

Ulokowanie nowych broni ofensywnych na południu i północnym zachodzie Rosji w celu rażenia elementów systemu obrony przeciwrakietowej USA, w tym rozmieszczenie rakiet Iskander w obwodzie kaliningradzkim, jest jednym z możliwych wariantów zniszczenia infrastruktury amerykańskiej tarczy antyrakietowej w Europie. Uwzględniając destabilizujący charakter tarczy antyrakietowej, decyzje o prewencyjnym użyciu naszych środków rażenia będą podejmowane w okresie zaostrzenia sytuacji. Uważamy, że nasi europejscy partnerzy powinni zdecydować, czy forsowanie budowy własnego systemu obrony przeciwrakietowej NATO pod hasłem obrony przed nieistniejącym zagrożeniem rakietowym ze strony nieprzewidywalnych reżimów warte jest tego, by zmuszać Rosję do niwelowania jego antyrosyjskiego potencjału przy użyciu środków wojskowo-technicznych stwarzających realne zagrożenie dla krajów, na których terytorium zostaną zainstalowane [amerykańskie] środki antyrakietowe.


Przesłanie Rosji w temacie bezpieczeństwa europejskiego jest zatem jasne. Albo Stany Zjednoczone będą współpracować z Rosją albo wracamy do sytuacji z okresu zimnej wojny.

Prezydent Władimir Putin mówi o "strategicznym poziomie współpracy ze Stanami Zjednoczonymi", a w tym samym czasie szef Sztabu Generalnego Federacji Rosyjskiej grozi prewencyjnym uderzeniem na państwa UE w razie "zaostrzenia sytuacji".

Jak wynika z mapy przedstawionej na konferencji ministerstwa obrony FR taka współpraca zakładałby, że Rosja Władimira Putina roztoczyłaby już jawną, wojskową opiekę nad terytorium Polski.

Jak pamiętamy, podczas podsłuchanej przez media rozmowy między prezydentem USA a ówczesnym prezydentem Rosji, Barack Obama prosił Dmitrija Miedwiediewa, żeby przekazał Władimirowi Putinowi, że w kwestii tarczy antyrakietowej na razie nie może podejmować żadnych wiążących decyzji, ale po wyborach będzie miał wolną rękę.

A zatem, jeśli listopadowe wybory prezydenckie wygra Barack Obama, możemy spodziewać się kolejnego etapu w zbliżeniu między USA i Rosją, skutkującego być może nowym podziałem stref wpływów w Europie, w którym Polska znajdzie się pod militarna opieką Moskwy. Jeśli zaś wygra Mitt Romney, który Rosję uważa za głównego geopolitycznego wroga USA, Rosjanie mogą dojść do wniosku, że właśnie doszło do "zaostrzenia sytuacji"...