Popełniłem błąd szukając we francuskiej historii drugiego dna – przez moment sądziłem, że Nicolas Sarkozy, który dowiódł jednak w ostatnich tygodniach sporo woli walki i żywotności, dogoni Budynia, czyli Francois Hollande’a.
Okazało się, że tym razem scenariusz jest do bólu przewidywalny. Sarkozy, który zniechęcił do siebie Francuzów brakiem powagi, arogancją i pustką swojej polityki, nie wymyślił żadnej sztuczki, choć przecież miał w swych rękach tak wielką władzę. Jest tak, jak było w sondażach.
Wśród prawicowych komentatorów w Polsce od dawna panował zamęt. Hollande wydawał im się nadzieją na przełamanie nieciekawej rutyny ostatnich lat, która sprowadzała się do zdominowania Europy przez duet Merkozy. Rozumiem tę nadzieję. Niemniej ewentualna wymiana u steru francuskiego państwa jawiła mi się jeszcze niedawno jak sytuacja ze znanego dowcipu: Jaki jest przykład idealnie mieszanych uczuć? Moja stara teściowa spadająca w przepaść w moim nowym samochodzie.
Hollande wprowadza, to prawda, nieco komplikacji do europejskiej rutyny. Choćby przez to, że jako socjalista nie akceptuje Paktu Fiskalnego. Jego motywacja jest wszakże inna niż przykładowo moja. Jemu chodzi o możliwość prowadzenia bardziej kosztownej (lub jak kto woli prospołecznej) polityki finansowej, ja, i chyba polska prawica też, widzimy w tym Pakcie przede wszystkim zagrożenie ustrojowe: przyszłą centralizacją Unii, odbieraniem poszczególnym państwom europejskim ich suwerenności.
Ale już w bardziej doraźnym sporze o euroobligacje rację ma, moim zdaniem, kanclerz Merkel z trudem naginająca do swoich zasad Sarkozy’ego. Ma rację w tym sensie, że chce uchronić Europę przed niekontrolowanym zalewem pieniędzy. Nie na tym powinno polegać uzdrowienie europejskich finansów. Hollande zapowiada tu, jeśli traktować jego zapowiedzi serio, eksperymenty o niewiadomych skutkach.
Ryszard Czarnecki odtańczył na swoim blogu taniec na politycznym grobie Sarkozy’ego przedstawiając go jako bezrefleksyjnego rzecznika większej europejskiej integracji. To w jakimś sensie prawda, choć w praktyce za Sarkozy’ego zrobiono zaledwie pół kroku ku jednemu europejskiemu państwo (co uważam za szkodliwą utopię), za to aż półtora ku koncertowi mocarstw pod niemiecko-francuską batutą. Ale to oczywiście tylko gorsza jeszcze wersja tego samego, bo więcej w niej obłudy.
Tyle że poza kontestowaniem ostatnich posunięć tych dyrygentów z pozycji bardziej socjalnych nie bardzo znamy pomysły Hollande’a na przyszłą Europę. Jego zaletą jest, powtórzę, możliwe odejście od rutyny zgranego duetu. Ale socjalistyczny kandydat ani nie jest rzecznikiem powrotu do słabszej i bardziej oszczędnej „angielskiej” Europy, ani też nie zgłaszał postulatów, które zmierzałyby choćby do nieformalnego upodmiotowienia państw nowej Unii. Takich jak Polska. Można się tu dopatrywać najwyżej ostrożnych gestów.
Możliwe więc, że wejdzie w buty Sarkozy’ego – choć pewnie że z większą trudnością, bo między nim i Merkel nie raz i nie dwa zaiskrzy. Albo, jeśli zdecyduje się na próbę osłabiania Niemiec, może próbować reanimować dla odmiany faktycznie słabnące pod traktatem lizbońskim instytucje europejskie: parlament i komisję. Tyle że tu również nie powinno się oczekiwać pełnej harmonii między jego ekstrawagancką lewicowością a tradycyjnym liberalizmem eurobiurokracji.
A może po prostu wycofa się z większości swoich obietnic i okaże się gładkim centrowym euroentuzjastą? Może wyrówna krok z Merkel? Tego także nie można wykluczyć – współczesna kawiorowa zachodnia lewica jest bardzo obrotowa i ma wiele twarzy.
Jak widać jego zalety polegają raczej na potencjalnej możliwości rozregulowania mechanizmów, których nie bardzo lubimy, niż na wykreowaniu pozytywnej wartości. Dlaczego jednak w ostatnich dniach mój entuzjazm dla tej zmiany warty jeszcze się zmniejszył? Dlatego, i tu moja polemika z tymi prawicowymi komentatorami, którzy się cieszą, że finał francuskiej kampanii unaocznił wyjątkowo mocno siłę lewicowych dogmatów.
Nawet jeśli Sarkozy sięgnął po tematy związane z imigracją z powodów oportunistycznych (po to aby pozyskać elektorat Marine Le Pen), zgroza, z jaką przyjęły to oświecone elity, ukazały w całej pełni siłę politycznej poprawności. Dezercja ekonomicznego liberała Francoisa Bayrou na stronę socjalisty (którego oskarżał o głoszenie nieodpowiedzialnych pomysłów na rozwalenie gospodarki) pokazuje dominację ideologii nad różnicami społeczno-gospodarczymi.
Sarkozy to raczej lewicowa praktyka, ale przy resztkach odruchów centroprawicowych w takich sprawach jest przestępczość, wielokulturowość czy ograniczona tolerancja wobec świata dawnych wartości (problem katolickich szkół). Hollande może (choć nie musi) rozpętać w tych kwestiach lewicową krucjatę – już wypowiedział się za adopcją dzieci przez homoseksualne pary i zaczął przebąkiwać o legalizacji eutanazji. Jednym słowem mamy szansę oglądać francuską wersją zapateryzmu.
Tym bardziej Hollande pójdzie tą drogą, jeśli wyrzeknie się swojego radykalizmu w takich sprawach jest podatki dla bogatych. A to można podejrzewać: jako polityk socjalistyczny brał udział w próbie prowadzenia socjalizującej polityki ekonomicznej za wczesnego Mitteranda, ale potem między innymi jego rękami tę politykę rozmontowywano.
Z tych pozycji dostrzegłem w Sarkozym, który przynajmniej trochę spowalniał ten marsz, mniejsze zło. A jest złudzeniem, że takie przemiany w jednych krajach europejskich nie mają wpływu na radykalizację polityki w innych. Także i w Polsce. W moim przekonaniu są to skądinąd dylematy najbardziej konkretne. Realna polityka społeczno-ekonomiczna jakiegokolwiek państwa europejskiego to dziś w globalizującym się świecie mgławica.
Być może jako francuski wyborca tak właśnie bym ten dylemat potraktował, choć wielu tamtejszych prawicowców zachowało się odmiennie: karząc Sarkozy’ego za jego brak zasad. Na szczęście Pan Bóg uchronił mnie przed takimi decyzjami. Mamy wystarczająco dużo własnych problemów z „mniejszym złem”.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/131918-z-punktu-widzenia-fundamentalnego-sporu-o-ksztalt-cywilizacji-wybor-sarkozyego-bylby-mniejszym-zlem
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.