Polska byłaby dziś w znacznie lepszej sytuacji, gdyby nie roztrwoniono dorobku śp. Lecha Kaczyńskiego

Tusk uległ europejskim trendom i zbojkotował wizytę Hollande'a w Polsce, Fot. PAP/EPA/CAROLINE BLUMBERG
Tusk uległ europejskim trendom i zbojkotował wizytę Hollande'a w Polsce, Fot. PAP/EPA/CAROLINE BLUMBERG

Zwycięstwo Francoisa Hollande'a w wyborach na prezydenta Francji będzie miało ogromny wpływ na kształt Unii Europejskiej w najbliższych latach. Na naszych oczach kruszy się dotychczasowy ośrodek decyzyjny w Unii, porozumienie niemiecko-francuskie. Dwa państwa w imieniu 27 krajów podejmowały decyzje i wprowadzały je w życie. Upadek frontu wspólnych interesów Paryża i Berlina jest szansą dla Polski. Jak słusznie wskazuje Przemysław Żurawski vel Grajewski w komentarzu na portalu Stefczyk.info, Niemcy tracą właśnie „istotnego, drugiego co do wielkości w kontynentalnej UE, partnera do narzucania własnych metod wychodzenia z kryzysu”.

Berlin będzie musiał działać bardziej finezyjnie, czyli starać się o poparcie innych państw. To zwiększa siłę Polski

- wskazuje politolog.

Polska rzeczywiście stoi dziś przed szansą, jaką jest każde rozbicie układu rządzącego. Jest czymś oczywistym, że stosunki na linii Paryż-Berlin zarówno w kontekście bilateralnym, jak również na forum unijnym będą tworzone od nowa przez prezydenta Hollande'a i Angelę Merkel. Powstanie więc nowy układ, w który Polska może próbować się wbić. Miejsca zdaje się być dużo, ponieważ socjalista francuski jest politykiem z innej operetki niż szefowa niemieckiego rządu. Warszawa teoretycznie może więc sporo ugrać na ponownym docieraniu się Niemców i Francuzów.

Wspomniany już Żurawski vel Grajewski pytany, jak Polska powinna się zachować w obecnej sytuacji wskazuje, że „powinniśmy wchodzić jako trzeci partner do tego układu”.

Powinniśmy zabierać głos jako reprezentant Europy Środkowej i mniejszych państw Unii. Powinniśmy pokazywać, że niemiecko-francuski tandem nie jest zdolny do tworzenia jednolitej polityki w zakresie zarządzania Unią, w oparciu o dyrektoriat, czyli z pominięciem państw mniejszych. Musimy pokazywać, że należy wrócić do zasad traktatowych, że trzeba uwzględniać zdanie wszystkich

- tłumaczy politolog.

Polska powinna i teoretycznie mogłaby rzeczywiście wejść do gry, jako trzeci gracz, układający na nowo stosunki wewnątrzunijne. Mogłaby niestety tylko teoretycznie. Bowiem obecny rząd nie wydaje się w stanie prowadzić mądrej i sprytnej polityki wobec unijnych partnerów. On oparł swoje znaczenie w Europie na współdziałaniu z Niemcami, czyli wykonywaniu ich woli. W imię tego współdziałania Donald Tusk poparł nie dawno europejski bojkot Hollande'a i odmówił spotkani się z nim, gdy ten przyjechał do Polski. Taktyka słuchania wszystkiego, co przychodzi z Berlina działa w polskim rzadzie od lat. Wątpliwe więc, by Tusk był w stanie przeformułować swoje priorytety. Szczególnie, że Tusk z Sikorskim liczą na osobiste korzyści płynące z rzeczonej współpracy. Jednak nie tylko uwarunkowania mentalne, brak profesjonalizmu i marzenia polityczne utrudnią Polsce walkę o wzrost znaczenia w UE.

Wydaje się, że Polska dziś nie może być reprezentantem Europy Środkowej, bo z racji politycznych korzyści Platformy Obywatelskiej przestała chcieć być liderem naszego regionu. Polska dziś nie liczy się dla krajów tzw. nowej Unii, co ostatnio pokazała dobitnie prezydent Litwy bojkotując spotkanie prezydentów w Warszawie. Polska mogłaby brać udział w nowym rozpisaniu ról w UE, ale nie może, ponieważ od 2007 roku rządzą nią skoncentrowani na walce z PiSem mali politycy, którzy nie są w stanie budować strategii politycznych i myśleć w perspektywie dłuższej niż najbliższe spotkanie z niemiecką kanclerz.

Dziś mamy małe szanse na wykorzystanie nadziei płynących ze zmiany gospodarza Pałacu Elizejskiego. To pokazuje brak profesjonalizmu i małość twórców polskiej polityki zagranicznej. W znacznie lepszej sytuacji byłaby Polska, gdyby Platforma Obywatelska nie roztrwoniła zasług i dokonań międzynarodowych śp. Lecha Kaczyńskiego, gdyby nie porzuciła krajów regionu w imię miłych spotkań z najważniejszymi politykami Unii. PO w imię negowania wszystkiego, co związane z PiSem, w imię niszczenia opozycji porzuciła region, w którym mogła się liczyć i realizować swoje interesy na rzecz Europy, w której nikt nie traktuje jej poważnie. Gdyby koncepcja polityki jagiellońskiej, do której wciąż odwołuje się Radosław Sikorski, rzeczywiście miała znaczenie dla rządu Tuska, Polska w imieniu Europy Środkowej mogłaby brać udział w podejmowaniu decyzji o nowych procedurach rządzenia Unią, mogłaby sama wychodzić z inicjatywą i nadawać ton tej rozmowie. Tak, jesteśmy znów skazani na wypełnianie decyzji innych. Niestety Tuskowi i Sikorskiemu to zdaje się wystarczyć.

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Autor

Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych