W zwołanym na 7.05 br. tzw. śląskim okrągłym stole wezmą udział wyłącznie organizacje zakładane przez członków i sympatyków RAŚ. Nie weźmie udziału w wydarzeniu najstarsza śląska organizacja regionalna - Związek Górnośląski. Taktyka PO oddawania RAŚ kolejnych spraw licząc na zaspokojenie wiecznie głodnego koalicjanta nie przynosi efektów.

Okrągłe stoły organizowane przez ślązakowców wspólnie z mniejszością niemiecką mają tradycję sięgającą lat 90-tych. Zawsze mówiono na nich to samo – że godkę trzeba przerobić na język, a w historii regionu za mało naucza się o wkładzie Niemców. Również od tego czasu trwają próby utworzenia antypolskiego porozumienia organizacji śląskich pod komendą RAŚ. Doszło do tego na krótko w 2004. r. gdy niewydarzony lider Związku Górnośląskiego Krzysztof Szyga (ostatnio kandydat do Sejmu RP z listy PJN) podpisał wspólnie z RAŚ (w dwóch formach organizacyjnych) i Radą Niemców Górnośląskich porozumienie o powołaniu „Jedności Górnośląskiej” (nazwa organizacji separatystycznej Anzelma Stroki z lat 20-tych). Gdy w katowickiej „Gazecie Wyborczej” senator Kazimierz Kutz zakomunikował, że śląskie organizacje mają startować z list mniejszości niemieckiej w wyborach parlamentarnych 2005 r., Związek Górnośląski wycofał się z porozumienia. Szczególnie wytrwale atakuje Związek Górnośląski publicysta „Gazety Wyborczej” i „Dziennika Zachodniego” Michał Smolorz – ostatnio za odmowę wzięcia udziału w okrągłym stole Gorzelika i spółki. Michał Smolorz uważa „taktyczną germanizację Ślązaków” w Jedności Górnośląskiej za sukces.

Latami świetności Związku Górnośląskiego był okres przełomu a zwłaszcza okres rządów pierwszego niekomunistycznego wojewody katowickiego Wojciecha Czecha 1990-1994. Organizacja miała wsparcie kurii i „Gościa Niedzielnego”, zdominowała wiele komitetów obywatelskich „Solidarność” przed wyborami samorządowymi. Najbardziej znanymi postulatami była reforma samorządowa i  zachowanie specyfiki kulturowej Górnego Śląska. Wielu polityków UW, PO, AWS i PiS stawiało pierwsze kroki w ZG – m.in. Piotr Uszok (Prezydent Katowic), Jan Rzymełka (b.poseł KLD, UW i PO), Dawid Kostempski (prezydent Świętochłowic z PO, przewodniczący Śląskiego Związku Metropolitalnego), Mirosław Sekuła (b.prezydent Zabrza i b.poseł PO), Izabela Kloc i Maria Nowak (posłanki PiS), Grzegorz Tobiszowski (poseł PiS), Andrzej Stania (PO, b.prezydent Rudy Śląskiej, obecny lider ZG) i wielu radnych i polityków lokalnych.

Związek Górnośląski czuł się kontynuatorem idei Wojciecha Korfantego. Nieżyjący już pisarz śląski Stanisław Bieniasz krytykował deklarację założycielską ZG, zawierająca w pierwszej wersji bardzo zawężoną niemalże polonofilską ofertę. W rezultacie poza organizacją regionalną znaleźli się członkowie mniejszości niemieckiej i organizacje autonomistów.  „Cały ruch ślązakowski został od pierwszych chwil wolności rozczłonkowany i w efekcie żadne z ugrupowań nie nabrało masowego i uniwersalnego (w skali całego historycznego Górnego Śląska) charakteru.” – ubolewał redaktor Smolorz jeszcze w 1995 r. Jednak najwyraźniej w tamtych czasach (i noże nadal obecnie) Związek Górnośląski nie chciał być częścią ruchu ślązakowskiego o obliczu antypolskim. „RAŚ szkodzi śląskim sprawom” – ocenił w wywiadzie dla „PDZ” lider ZG Andrzej Stania.

Związek Górnośląski miał problemy we współpracy z partiami ogólnopolskimi. W 1991 r. wybrano koalicję z Kongresem Liberalno-Demokratycznym, w 1993 r. udział w BBWR Lecha Wałęsy a w 1997 r. AWS. Realizacja drugiego etapu reformy samorządowej w 1998 r. była spełnieniem podstawowych postulatów ZG. Częściowe odrodzenie ZG nastąpiło po wprowadzeniu bezpośrednich wyborów prezydentów, wójtów i burmistrzów. Środowiska ZG skonsolidowały się wokół części bezpartyjnych samorządowców. W ostatnich latach najwięcej działaczy ZG znajdziemy w PO, chociaż nie jest przez tą partię traktowany jako poważny koalicjant. Wystarczy przypomnieć perturbacje z 2008 r. gdy ówczesny lider ZG Józef Buszman podjął inicjatywę radnych PiS uznania przez Sejmik Śląski 2009 r. za rok Wojciecha Korfantego.

PO w ramach udobruchania separatystów (lub regionalistów – zależy od etapu) z RAŚ stworzyła możliwość deklaracji dwóch narodowości oraz deklarowania narodowości śląskiej podczas spisu powszechnego a także niezależny sąd zarejestrował Stowarzyszenie Osób  Narodowości Śląskiej. Zapewne podczas okrągłego stołu funkcjonariusze i sympatycy RAŚ ogłoszą, że to za mało i ponownie zażądają co najmniej uznania za mniejszość etniczną i nauki skodyfikowanej godki oraz historii regionalnej w szkołach publicznych w regionie. W tle pojawia się także kwestia uznania komunistycznych obozów pracy na Górnym Śląsku za „polskie obozy” – co akceptuje „Gazeta Wyborcza” i Kazimierz Kutz. Jak wynika z treści listu otwartego krytykującego obraz Ślązaków w programie „Czarno na białym” w TVN24 czołowi posłowie PO akceptują przypisanie zbrodni komunistycznych na Śląsku Polsce, ponieważ cierpień „Ślązacy doznali ze strony organów państwa polskiego w latach 40-tych ubiegłego wieku.” List pokazuje także, że PO nie obchodzą Polacy jako elektorat a jedynie Ślązacy czujący potrzebę istnienia jako narodowość. Według listu polityków PO liczba Ślązaków to już nie 360 tys czy 809 tys ale … prawie milion. PO nie odwołuje się do mieszkańców Województwa Śląskiego ale do pewnej grupy narodowościowej.

Śląska PO próbowała  zaakcentować specyfikę Górnego Śląska powtarzając inicjatywę PiS z 2006 r. czyli lansując ideę stworzenia metropolii jako kolejnego szczebla samorządu. W poprzedniej kadencji pomysł porzucono, bo nagle każda większe miasto zapragnęło być metropolią. W tej kadencji własny projekt przygotowali śląscy posłowie PO, ale jedna wypowiedź Michała Boniego zakończyła temat. RAŚ patrzył na inicjatywę metropolii podejrzliwie bo projekt integrowałby miasta z terenu Górnego Śląska z zagłębiowskimi.

Narzucając pojęcie „polskich obozów” RAŚ wpisuje się w niemiecką politykę historyczną relatywizacji odpowiedzialności za zbrodnie narodowego socjalizmu. RAŚ przydziela zbrodnie komunistyczne Polakom czy Polsce jako państwu. Po Jedwabnym obóz na Zgodzie w Świętochłowicach ze Ślązakami w roli ofiar ma stać się miejscem antypolskiej kampanii propagandowej. Zarazem nie słychać aby RAŚ podejmował działania dla ukarania rzeczywistych zbrodniarzy np. nieżyjącego już Salomona Morela, od 1991 r. obywatela Izraela. Nie wspominam o latach 90-tych gdy Jerzy Gorzelik wspólnie z Ligą Republikańską ( w tym ze mną) demonstrował pod mieszkaniami zbrodniarzy komunistycznych, ale o czasach obecnych gdy ma realne możliwości jako członek władz Województwa Śląskiego i pieszczoch estabilishmentu medialnego.

Jerzy Gorzelik mając za sobą oparcie mediów niemieckich i lewicowo-liberalnych atakuje koalicjanta coraz bardziej zdecydowanie i eskaluje żądania. Z terenu sympatycy PiS mówią o dotychczasowych zwolennikach PO zmieniających swoją opcję na RAŚ. Kiedyś stopniowanie przyjaźni w polityce tak zdefiniował Aleksander Kwaśniewski – wróg, najgorszy wróg, koalicjant. To pewnie kwestia czasu kiedy Gorzelik przyjmie Tomasza Tomczykiewicza i resztki PO do RAŚ, a sam zostanie wiecznym lokalnym koalicjantem formacji lewicowo-liberalnych.