Ile by złych słów nie padło o latach 2005-2007, do dziś wiele spotkanych osób mówi mi, że wówczas byli naprawdę dumni z Polski.
Jasne, że nie ze wszystkich konkretnych wydarzeń, jasne, że nie ze wszystkich polityków. Byli dumni przede wszystkim dlatego, że była to czas Polski ambitnej, którą polski rząd - wraz z prezydentem - starali się budować. Na wszystkich polach - od polityki zagranicznej, poprzez armię, służby specjalne, po gospodarkę. Udało się zresztą bardzo dużo; tak dużo, że establishment III RP do dziś "sprząta" po IV RP.
Tak, w jakimś sensie jesteśmy dziećmi IV RP. Przede wszystkim w tym sensie, że nie godzimy się na rolę listków figowych w świecie całkowicie zawładniętym przez mordorowców i ich bardziej "cywilizowanych" sojuszników. Tej jednoznaczności wyboru nie byłoby, gdyby nie doświadczenie IV RP. Gdyby nie tak jednoznaczna świadomość, że Polska naprawdę może być inna, i że naprawdę jest do osiągnięcia.
Istota IV RP nie polegała zresztą na jakiejś radykalnej zmianie w sferze stosunków społecznych czy gospodarczych (tej przecież nie przeprowadzono), ale na symbolicznym, prestiżowym tryumfie Polski niepokornej, nigdy niepokonanej, stawiającej opór do końca. To dlatego ordery nadawane przez śp. prezydenta miały taką wagę dla pokolenia wojennego czy opozycyjnego; "smakowały" szczególnie bo nadawał je człowiek bezdyskusyjnie wierny tradycji oporu. Jak pokazuje świetny film Arkadiusza Gołębiewskiego "Sny stracone, sny odzyskane", w niektórych sytuacjach tylko taki, arcypolski prezydent mógł zdjąć traumę klęski. Bo był symbolem tryumfu.
CZYTAJ TAKŻE: "Sny stracone, sny odzyskane". Poproszę o 30 minut uwagi - naprawdę warto
Dziś sytuacja wróciła do stanu sprzed afery Rywina. Jest nawet gorzej, bo świadomy zagrożeń system wyciągnął kilka wniosków. Unika publicznych sporów, zwiększył koordynację, pacyfikuje obóz opornych do końca, do tego opiera się na ludziach wywodzących się z "Solidarności", co zamazuje jasną linię podziału. Do tego często wręcz kąpie się w retoryce i symbolach patriotycznych, realnie prowadząc politykę skrajnie inną, konsekwentnie podkopującą to wszystko, czym patriotyzm realny - przeciwieństwo patriotyzmu bezobjawowego - stoi.
Ale obóz zmiany, obóz Konstytucji 3 Maja, też się wiele nauczył. Gra w miarę solidarnie, błyskawicznie wychwytuje fałsz, umie się mobilizować, umie przechodzić nad drobnymi wzajemnymi urazami, nabrał odporności na medialną przemoc. Nie udało się go zniszczyć, ani sprowadzić do małej, "lepenowskiej" niszy. Znów rośnie w siłę.
Zarówno diagnoza stanu rzeczy (słabe państwo, nihilistyczy i zakompleksiony establishment, oligarchizm, postkolonializm, medialne panowanie) jak i recepty (projekt IV RP, budowa kontr-elity, budowa regionalnego sojuszu, budowa własnych mediów) są już znane. Poza szczegółami - wszystko wiadomo. Teraz trzeba tylko być skutecznym.
By z kolei być skutecznym - nie można dać się podzielić. A gdy już do podziału doszło, trzeba go możliwie szybko zakończyć. Bo przecież do zmiany brakuje naprawdę niewiele - jakieś 10 proc. wyborców.
Żeby w tym rozłamie była choć jakaś myśl, jakiś poważniejszy motyw, choć wybitna charyzma albo wielki talent strategiczny, albo jakiś żar szczególny. Wiemy, że nie ma.
Tak, jasne, dla Polski to wszystko i z "potrzeby zwycięstw".
Ta "potrzeba zwycięstw" wejdzie kiedyś do słowników. Gdzieś obok "pyrrusowego zwycięstwa".
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/131748-poza-szczegolami-wszystko-wiadomo-teraz-trzeba-tylko-byc-skutecznym
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.