Kompromitacja oficjalnych wersji tragedii smoleńskiej i mnożące się pytania powoli - ale jednak - zaczynają przebijać się do świadomości amerykańskiej opinii publicznej.

Amerykański serwis internetowy Cleveland.com zamieszcza obszerny materiał oparty o wywiad z prof. Wiesławem Biniendą, przedstawionym jako "profesor inżynierii z Uniwersytetu Akron". Co ważne w obliczu zderzenia z nadwiślańskimi fanami analiz MAK-u, Cleveland.com określa prof. Biniendę jako "powszechnie szanowanego eksperta w dziedzinie mechaniki pęknięć, który kieruje wydziałem inżynierii cywilnej uniwersytetu". Serwis prezentuje także grafiki przedstawiające wersję oficjalną oraz wyniki analizy naukowca.

"Katastrofa 2010 roku, do której doszło podczas politycznie wrażliwej wizyty w Rosji, w trakcie której zginął prezydent Polski, pierwsza dama i kilkadziesiąt ważnych postaci nie mogła zdarzyć się w taki sposób jak to opisują śledczy, wykazują analizy profesora Uniwersytetu Akron.

Ustalenia Wiesława Biniendy, oparte na oprogramowaniu komputerowym służącym do budowy modeli, którego NASA używała do analizy katastrofy promu Columbia, wywołały poruszenie w jego rodzinnej Polsce, gdzie wciąż utrzymuję się nieufność w stosunku do oficjalnych ustaleń, według których katastrofa była wypadkiem."

Autor artykułu (John Mangels) opisuje dalej, że według zespołów badawczych polskiego i rosyjskiego to błąd pilotów spowodował zahaczenie o drzewo, utratę skrzydła, obrócenie się samolotu  i w efekcie uderzenie niedaleko pasa startowego.

Jednak, jak czytamy w artykule, według prof. Biniendy uderzenie w brzozę nie mogło spowodować uszkodzenia o skali wystarczająco dużej, by tym tłumaczyć uderzenie w ziemię:

Model komputerowy prof. Biniendy pokazuje, że skrzydło powinno odciąć szczyt drzewa "niczym nóż". Kolizja powinna spowodować relatywnie małe uszkodzenia skrzydła - niewystarczające, by poważnie zaburzyć zdolność wznoszenia i spowodować obrócenie się samolotu.

"Jest całkowicie niemożliwe, by skrzydło oderwało się,a w konsekwencji by samolot uderzył w sposób opisany przez rządowych ekspertów" - cytuje serwis słowa prof. Biniendy z rozmowy, która była - według Cleveland.com - "pierwszym amerykańskim wywiadem" profesora.

Dalej czytamy:

Mówiący łagodnym głosem inżynier stał się kluczowym graczem w międzynarodowym dramacie toczącym się wokół katastrofy. Binienda składał relacje ze swoich ustaleń przed parlamentami polskim i europejskim, w których politycy sceptyczni wobec rządowego dochodzenia prowadzą własne dochodzenia. Jego analizy, obok pracy dwóch innych naukowców, którzy orzekli że istnieją dowody na eksplozje na pokładzie tuż przed katastrofą, wzmocniły spekulacje o spisku i próbie zamiecenia sprawy pod dywan.

Dalej serwis cytuje Mateusza Kochanowskiego, rzecznika grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, syna śp. Janusza Kochanowskiego:

"Próbujemy pokazać, że dokonano pochopnego osądu, i sprawa powinna zostać otwarta ponownie i poprawnie zbadana, bez konfliktu interesów."

Dalej Cleveland.com szkicuje kontekst historyczny prezydenckiego lotu rządowym samolotem do Smoleńska, a więc rocznicę mordu na polskich oficerach, "z których wielu było członkami polskiej elity". Dziennikarz opisuje również spotkanie Putin-Tusk w Katyniu, 3 dni przed 10 kwietnia, oraz przedstawia zarys oficjalnych wersji - polskiej i rosyjskiej.

W czasie pogłębiających się podejrzeń w Polsce, Binienda – i jego laboratorium w Akron położone pół świata dalej - zaczęli zeszłego lata oceniać to, co czytali i słyszeli o tragedii.

"Było coraz więcej i więcej pytań, i nikt nie prowadził właściwego śledztwa" - mówi. "Powiedziałem: może to jest czas bym zobaczył, czy ja nie mogę czegoś zrobić".

Przedmiotem jego analizy stało się zderzenie skrzydła z drzewem. Dla profesora Biniendy nie miało sensu stwierdzenie rosyjskich badaczy, że po kolizji, która odcięła jedną trzecią skrzydła, samolot był w stanie wznieść się o 100 stóp zanim się roztrzaskał. Pozbawiony siły nośnej i pędu samolot powinien spaść na ziemię jak kamień.

Cleveland.com dodaje, że prof. Binienda specjalizuje się w mechanice pęknięć ("fracture mechanics"), czyli dziedzinie, która bada jak i dlaczego materiały łamią się pod wpływem różnych sił. Skupia się zwłaszcza na metalach lekkich - aluminium, tytanie i polimerach, używanych w lotnictwie i kosmonautyce. Często pracuje dla NASA i producentów silników do samolotów odrzutowych. Konstrukcje samolotowe nie są więc mu obce:

Dla zbadania wpływu zderzenie z drzewem, prof. Binienda stworzył model komputerowy, używając do tego celu programu zwanego LS-DYNA. On oraz inni inżynierowie używają LS-DYNA rutynowo do symulowania złożonych pęknięć w sytuacji zmieniających się gwałtownie warunków, takich jak te związane z katastrofą Columbii, gdy fragment szybko lecącej pianki ochronnej uderzył w skrzydło promu, śmiertelnie uszkadzając wahadłowiec.

Mając LS-DYNA i informacje z raportów dotyczących katastrofy, Binienda mógł włożyć [do programu] dane dotyczące siły, gęstości i innych właściwości skrzydła i drzewa. To pozwoliło komputerowi na oszacowanie wpływu różnych sił i stworzenie realistycznej animacji 3 D, opisującej - sekunda po sekundzie - co się stało.

Nawet gdy Binienda celowo przyjmował zbyt małą wytrzymałość skrzydła i przeszacowywał wytrzymałość drzewa, z symulacji wynikało, że drzewo zostało ścięte powodując nieznaczne uszkodzenie skrzydła. Jego model wykazuje, że pod wpływem zderzenia z drzewem skrzydło nie mogło się złamać. Coś innego musiało zniszczy skrzydło, coś innego złamać drzewo. Co do drzewa - Binienda przypuszcza, że mogło zostać ścięte przez potężny prąd powietrza z przelatującego powyżej samolotu.

Symulacje Biniendy pokazują także, na podstawie tego, gdzie wylądowało skrzydło, że złamanie musiało nastąpić wyżej i bliżej pasa w stosunku do miejsca położenia drzewa.

Serwis zauważa, że ten opis pasuje do ustaleń prof. Nowaczyka, mówiących o dwóch wstrząsach na pokładzie w ostatniej fazie lotu.

Cleveland.com daje również głos sceptykom, w tym emerytowanemu profesorowi Paulowi Czyszowi z St. Louis University's Parks College of Engineering, Aviation and Technology, przedstawionemu jako "ekspert ds. projektowania (design) samolotów", który mówi, że nawet jeżeli ta konkretna brzoza nie ścięła skrzydła, mogło to uczynić każde z około 50 znajdujących się na miejscu. Czysz dodaje, że sam fakt kontaktu z drzewem tak daleko od pasa startowego stawiał pilotów w ekstremalnie trudnej sytuacji.

Artykuł kończy wypowiedź prof. Biniendy, który - jak zauważa portal - zawodowo wiele ryzykuje stając się osobą publiczną zaangażowaną w Smoleńsk:

"Jeśli wykażą mi, że zrobiłem jakiś oczywisty błąd, będzie to wielka skaza na mojej karierze. Ale jeśli zawahałbym się czy szukać prawdy tylko z powodu mojej kariery, byłoby to podejście nienaukowe. Mam nadzieję, że przynajmniej sprawię, że ludzie zaczną zadawać pytania, i w końcu zostanie przeprowadzone [właściwe] śledztwo, które oceni moje ustalenia jako słuszne albo niesłuszne. Nieważne, w którą stronę."

 

Warto dodać, że autor artykułu John Mangels jest cenionym dziennikarzem naukowym, wielokrotnie nagradzanym. Zajmuje się m. in. fizyką, genetyką, neurologią, badaniem kosmosu. Studiował (podyplomowo) na MIT oraz na Harwardzie. Pracuje dla największego dziennika w Ohio "The Plain Dealer".

Sil