Nasz wywiad. Piotr Naimski: jeśli my jesteśmy dziś pełzającym puczem, to oni są juntą. "Widzą mobilizację ludzi, czują zmianę"

Piotr Naimski, pierwszy z lewej, w czasie Mszy Św. poprzedzającej marsz w obronie TV TRWAM. Fot. wPolityce.pl
Piotr Naimski, pierwszy z lewej, w czasie Mszy Św. poprzedzającej marsz w obronie TV TRWAM. Fot. wPolityce.pl

wPolityce.pl: Druga połowa kwietnia przyniosła niezwykłe wzmożenie po stronie władzy i jej obozu propagandowego. Okładki tygodników sugerujące konieczność zabicia jak zbrodniarza czołowego polityka opozycji, frazy o "pełzajacym puczu", jak to należy odczytywać? Jakie to u pana budzi skojarzenia?

 

Piotr NAIMSKI, poseł Prawa i Sprawiedliwości, ekspert w sprawach bezpieczeństwa narodowego, w czasach PRL działacz opozycji antykomunistycznej, na zdjęciu pierwszy z lewej: Każdy kto pamięta PRL kiedy słyszy o "pełzającym puczu" natychmiast przypomina sobie propagandę komunistyczną. Byłem już w swoim życiu także "pełzającą kontrrewolucją", o czym mówiła junta Wojciecha Jaruzelskiego. Więc jeśli my jesteśmy dziś pełzającym puczem, to oni są juntą.

Ta retoryka z PRL niestety wraca.

 

Z jakiego powodu?

Może byli wtedy młodzi i tym nasiąkli i teraz w ich głowach to wraca? A może to przemyślana strategia? U Palikota są dziś aktywni ludzie, którzy wtedy, w latach 80., to robili razem z  Urbanem.

 

Co jest celem operacji? Zastraszenie ludzi uczestniczących w działalności obywatelskiej? Wytworzenie u obywateli strachu by skupili się wokół władzy?

Sądzę, że to jest coś głębszego. Mamy dziś ze strony władzy mieszaninę ruchów desperackich i nie do końca przemyślanych. A po drugie, nie wiem czy nie jest tak iż niektórzy na zapleczu władzy nie doszli do wniosku, ze Tuska trzeba wymienić na kogoś innego.

Zwróćmy uwagę na pojawiające się w obozie Platformy ruchy ucieczkowe. tak odbieram wypowiedź Grzegorza Schetyny iż rząd miał dwa lata na sprowadzenie wraku czy stwierdzenie Jarosława Gowina, że zachodni eksperci patolodzy powinni być dopuszczeni do ponownej sekcji zwłok ofiar tragedii smoleńskiej. Podobny charakter ma wypowiedź Krzysztofa Kwiatkowskiego, że Polska mogła się nie zgodzić na przekazanie dokumentów, których bez rozsądnego powodu żądają Rosjanie. Coraz więcej wypowiedzi ludzi, którzy w działaniach władzy w sprawie smoleńskiej nie chcą maczać palców.

 

Głosy odrębne, bezpieczniki?

Tak, oni dają do zrozumienia, że owszem, są w Platformie, różne z Tuskiem rzeczy robili, ale w tej sprawie nie chcą ponosić odpowiedzialności.

 

Kompromitacja jest już za duża?

To po pierwsze. Ale po drugie, wiedzą już, że prawda, gdy zostanie ostatecznie wyświetlona, może okazać się zabójcza politycznie dla osób dziś postępowanie władzy autoryzujących.

 

Władza odpowiada przekłamywaniem wypowiedzi Antoniego Macierewicza na temat rzekomej wojny z Rosją. Dlaczego?

Trzeba powiedzieć jasno, że straszenie wojną z Rosją jest używane przez tych, którzy chcą prawdę o Smoleńsku ukryć. To jest próba sprowadzenia problemu stosunków z Rosją w kontekście tragedii smoleńskiej do wyboru pomiędzy serwilizmem, podległością i upodleniem a wojną. To jest z gruntu nieprawdziwe i niesłuszne.

Jest całe spektrum zachowań i działań, które mieszczą się pomiędzy tymi ekstremalnymi sytuacjami. Trzeba je wskazywać, opisywać i pokazywać, ze inne państwa w trudnych sytuacjach umieją dochodzić swoich praw spokojnie, bez tego wyboru pomiędzy dyktatem kłamstwa, upodleniem a wojną. To absurd.

 

Czy Tuskowi uda się w pana ocenie odnowić mandat swojej władzy poprzez straszenie PiS-em?

To niewątpliwie długo było skuteczne narzędzie. Ale już przestaje. Mamy bowiem nową sytuację społeczną w której setki tysięcy Polaków, a nawet już miliony, dają swój wyraz niezgody dla działań panującej władzy. Są to z jednej strony podpisy pod różnego rodzaju dokumentami, apelami, typu sprzeciw wobec ograniczenia emerytur czy przeciw dyskryminacji telewizji TRWAM. To ważne, bo to oznacza, że miliony osób decydują się na podanie swojego imienia i nazwiska, numeru PESEL pod sprzeciwem wobec władzy. Mamy tez setki tysięcy ludzi w całej Polsce dmoenstrujących na ulicach swoją niezgodę.

Nie uświadamiamy sobie skali i znaczenia tych protestów.

 

Jakie to może mieć konsekwencje?

Ogromne. To oznacza, że ludzie w Polsce przestają wierzyć, że zmiana może przyjść z wewnątrz systemu politycznego, który jest zablokowany. Czują, że muszą sami działać.


Telewizje potrafią jednak nadal omija prawdę na skal nieprawdopodobną. Np. Żadna z telewizji nie zrobiła dużego materiału o katastrofie w budowie dróg i autostrad przed EURO 2012.

To jest prawda, ale już za kilka tygodni okaże się, że tych dróg po prostu nie ma. I żadna propaganda na to nie poradzi, nie da się tego ukryć. Obóz rządzący wierzy, że bez końca można tworzyć wirtualną rzeczywistość. Otóż weryfikacja dorobku przychodzi zawsze.

 

Podsumowując naszą rozmowę, możliwe są wcześniejsze wybory?

Na pewno coraz większe chmury zbierają się nad rządzącymi. Ale problem jest gdzie indziej, w kryzysie demokracji w Europie. Przypomnę, że rządy w dwóch państwach, Grecji i Włoszech, zostały zmienione bez wyborów. Wprost się też mówi, ze to czego oczekuje się od wyborców w tych krajach to tylko potwierdzenia decyzji, którą nie oni podjęli. To pokazuje skale zagrożeń dla demokracji.

rozmawiał gim

Na zdjęciu: Piotr Naimski, pierwszy z lewej, w czasie Mszy Św. poprzedzającej marsz w obronie TV TRWAM. Fot. wPolityce.pl


Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...