W artykule pod tytułem ''O rycerzach lustracyjnej wojny'' […]stwierdziłem między innymi, że ''Adam Michnik poświęcił jedną trzecią życia na obronę byłych ubeków'', a nadto, że ''trywializował się on w kolejnych dowodach na to, że kolaboracja i odwaga były w istocie tym samym''. Przyznaję, że wypowiedzi te nie polegały na prawdzie i tym samym podważały dobre imię Adama Michnika”- pisze były naczelny „Dziennika” i przeprasza nietykalnego III RP. „Nieprzekupny” po raz kolejny doprowadził do sytuacji,  w której  dziennikarz pozwał do sądu drugiego dziennikarza, zamiast z nim polemizować. Jest to gorszące i szkodzi dyskursowi publicznemu. Trudno taki proceder wyobrazić sobie w normalnym, demokratycznym kraju. III RP, której budowniczym jest „nieomylna” Jego Świątobliwość überredaktor Michnik nie jest jednak krajem normalnym. Nie tylko on o to zadbał. Proces pokazał z jakim poziomem absurdu mamy do czynienia. Warto zwrócić uwagę jak musi się na sali sądowej tłumaczyć ze swoich słów publicysta.

„Gdy naruszane jest prawo, trudno mówić o wolności słowa. Nie realizuje swobody wypowiedzi podniesienie obiektywnie nieprawdziwych zarzutów” - takim uzasadnieniem sędzia wydający wyrok zakończył kilka tygodni temu długi proces. „Z kłamstwami na mój temat nie polemizuję, lecz żądam przeprosin, a jeśli ich nie ma - pozywam do sądu” - mówił Michnik. W marcu 2007 r. Krasowski - wówczas naczelny "Dziennika" - opublikował tekst "O rycerzach lustracyjnej wojny". Pisał o Michniku i Jarosławie Kaczyńskim. I stwierdzał: "Michnik poświęcił jedną trzecią życia na obronę byłych ubeków (...), legenda opozycji trywializowała się w kolejnych dowodach na to, że kolaboracja i sprzeciw były w istocie tym samym". Sąd w tym absurdalnym i trwającym 5 lat procesie miał uznać co autor miał na myśli i czy chciał celowo obrazić „nietykalnego III RP”. Krasowski przekonywał, że nie chciał dokuczyć Michnikowi i może go przeprosić, choć swe opinie podtrzymuje. Zaproponował przeprosiny w sali sądowej. "Nie mogę się zgodzić na prywatne przeprosiny za publiczne lżenie"- odpowiedział Michnik i dodał, że nie bronił jedną trzecią życia esbeków. Krasowski podtrzymał swe wypowiedzi z tekstu i podkreślił, że nie chciał sprawić nimi przykrości Michnikowi. „Użyłem banalnych sformułowań, podobnych do innych występujących w debacie publicznej, typu: „używa mowy nienawiści”, czy „cechuje go jaskiniowy antykomunizm”- ocenił. Według Krasowskiego „z wielu pożytecznych inicjatyw", jakie były udziałem Michnika w ostatnich latach, "najbardziej wyrazista stała się akcja sprzeciwu wobec lustracji”. Na dowód przywołał wystąpienie Michnika w sprawie odebrania specjalnych uprawnień funkcjonariuszom b. UB - gdy stwierdził on, że „zrodzi to wołanie o krew i niebezpieczeństwo stosów”. Krasowski w procesie przywołał również kwestie obrony Lesława Meleszki i pisarza Andrzeja Szczypiorskiego. Sąd uznał jednak, że Krasowski obraził Michnika. W uzasadnieniu sędzia odwołał się do kilku językoznawców. Znów sprawa rozbiła się o literalne rozumienie pewnych stwierdzeń, co jest o tyle sprytnym precedensem, że każdy, kto żyje z pisanie w III RP nie może czuć się bezpieczny.

To już kolejny wyrok, który pokazuje jak wygląda w Polsce wolność słowa. Nie zapominajmy, że sądy karają już nie tylko tych, którzy używają nieprawidłowych słów opisując stosunek Adama Michnika do postkomunistów, ale również poetów za ich opinię na temat środowiska Gazety Wyborczej. Michnik musi być świadom, że swoimi pozwami niszczy wolność słowa, o którą kiedyś walczył. Czy robi to świadomie czy po prostu jego zacietrzewienie wymknęło się spod kontroli? Używając słów, które Michnik uwielbiał używać w swoich tekstach należy napisać, że tak czy siak jest to nikczemne i podłe. Sytuacja, gdy dziennikarz pozywa do sądu drugiego dziennikarza, zamiast z nim polemizować, jest gorsząca i niszczy dyskurs publiczny. Trudno taki proceder wyobrazić sobie w normalnym, demokratycznym kraju. W Stanach Zjednoczonych Ameryki nie do pomyślenia jest pozywanie do sądu za opinię na czyjś temat. Jednak Amerykanie mają I poprawkę do konstytucji, która chroni ich przed takimi kuriozalnymi sytuacjami. To naprawdę nie jest kraj dla wolnych ludzi. I dzieje się tak dzięki byłym opozycjonistom. Niestety nie chodzi tutaj o standardy a o wykańczanie oponentów ideologicznych.