Ekspertyza biegłych dotycząca przebadania dziewięciu próbek wystarczyła, aby ferować opinię, że na pokładzie Tu-154M nie stwierdzono obecności materiałów wybuchowych ani promieniowania - podaje portal Niezależna.pl.

Dziennikarze portalu dotarli do ekspertyzy wykonanej w Wojskowym Instytucie Chemii i Radiometrii. Czytamy:

But z uszkodzeniem w postaci rozerwania i nadpalenia. Wycinek swetra o wymiarach 16 cm na 18 cm. Dwa banknoty o nominale 100 i 50 zł. Kawałek ułamanej parasolki, wycinek spodni dżinsowych, egzemplarz książki pt. „Śpij mężnie" z uszkodzeniem w postaci nadpalenia. Wycinek rękawa o wymiarach 17 cm na 13 cm. Wycinek nogawki spodni o wymiarach 47 cm na 21 cm – to jedyne próbki, jakie pobrano do zbadania na obecność materiałów wybuchowych i promieniowania radioaktywnego.


Prowadząca śledztwo dotyczące katastrofy smoleńskiej Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie powołała się na opinię biegłych z Wojskowego Instytutu Chemii i Radiometrii w Warszawie (z 18 czerwca 2010 r.).

Śledczy nie podają jednak, że przebadano zaledwie dziewięć próbek i wśród nich nie było szczątków rządowego tupolewa. Dlaczego? Nie wiadomo – warto jednak przypomnieć, że przed pobraniem próbek do badania przez Wojskowy Instytut Chemii i Radiometrii do Polski trafiły fragmenty Tu-154M (w tym części z kokpitu), które przedstawiciele „Gazety Polskiej" przekazali wojskowej prokuraturze. Przekazano także inne przedmioty, m.in. paszport jednej z ofiar katastrofy.

Badania tych kilku przedmiotów nie mogą być potraktowane jako wiarygodna ekspertyza wykluczająca eksplozję przede wszystkim dlatego, że przeprowadzono je na wyselekcjonowanych próbkach i na obecność tylko niektórych materiałów wybuchowych

– mówi Niezależnej.plAntoni Macierewicz, szef parlamentarnego zespołu ds. zbadania przyczyn smoleńskiej katastrofy.

Naukowcy cytowani przez portal podkreślają, że liczba przebadanych próbek jest zbyt mała, by wydawać jednoznaczną opinię.

To, że w dziewięciu próbkach nie stwierdzono materiałów wybuchowych, nie oznacza, że ich nie było na pokładzie Tu-154M

– mówi naukowiec z Instytutu Chemii.

Portal podkreśla - dla porównania - że badając katastrofę lotniczą, która miała miejsce 21 grudnia 1988 r. w szkockim  Lockerbie, brytyjscy eksperci w poszukiwaniu materiałów wybuchowych sprawdzili każdy, nawet najmniejszy przedmiot będący na pokładzie samolotu, a także cały wrak samolotu. Brytyjskie śledztwo ostatecznie wykazało, że był to zamach bombowy przeprowadzony przez libijskich agentów na zlecenie Kaddafiego.

gim, źródło: Niezależna.pl

Na zdjęciu: skan dokumentu ujawnionego przez Niezależną.pl. Jutro tekst na ten temat ma zamieścić "Codzienna Gazeta Polska".