wPolityce.pl: W sobotę przez Warszawę przeszedł wielki Marsz w obronie TV Trwam. Nie można mieć wątpliwości, że te grube dziesiątki tysięcy, może więcej osób, przyjechało nie tylko by bronić redemptorystów przez niesprawiedliwą władzą, ale także by przy okazji wyrazić coś więcej. Jak pan, polski Poeta, interpretuje to wydarzenie?

Jarosław Marek Rymkiewicz: Ten Marsz był potężny. Mówi się, że stutysięczny, ale ja obliczam go na znacznie więcej. Nie wziąłem w nim udziału z pewnych powodów zdrowotnych, ale byłem reprezentowany przez moją żonę i moich przyjaciół z Milanówka. A jeśli ja byłem tak reprezentowany, to zakładam, że także dziesiątki, nawet setki tysięcy Polaków było tam reprezentowanych przez tych, którzy poszli. Był to więc Marsz nie stutysięczny, ale milionowy. I on, w moim rozumieniu, był czymś więcej niż Marszem w obronie Telewizji Trwam, w obronie wolnych mediów, w obronie wolności słowa, nawet w obronie suwerenności Polski. On był zapowiedzią sprawy znacznie poważniejszej.

 

Czego konkretnie?

To był Marsz, który był zapowiedzią wielkiego rokoszu. Kiedyś mieliśmy w Polsce rokosze szlacheckie, to się zaczęło od XVI wieku. Teraz to będzie wielki rokosz ludowy, ponieważ lud polski przejął ideały polskiej szlachty. Rokosze szlacheckie to były rokosze skierowane przeciwko nieudolnym i głupim królom. Szlachta zbierała się, i była gotowa wyjść na pole bitwy przeciwko królom, którzy nie spełniali jej oczekiwań. Tak będzie i obecnie, jeśli ludzie, którzy rządzą Polską, nie opamiętają się. To będzie rokosz skierowany przeciwko nieudolnym, zdeprawowanym, a nade wszystko obojętnym, bo to obojętność jest tutaj najważniejsza, władcom obecnej Polski. Przeciwko tym, którzy Polską pomiatają, którzy ją poniżają, którzy ją ośmieszają. Bo tak dłużej być nie może.

To słowo rokosz polska szlachta zapożyczyła kiedyś, mówi się, że nawet w wieku XIV, ale na pewno w wieku XVI, od swoich węgierskich braci. Rokosz to była nazwa miejscowości, pola gdzieś nieopodal Budapesztu, na którym szlachta węgierska zbierała się, żeby załatwić jakieś swoje interesy. My też mamy teraz do załatwienia pewien interes z tymi ludźmi którzy teraz nami nieudolnie rządzą. Bo, powtarzam, tak dłużej być nie może. To się skończy, jeśli oni się nie opamiętają, wielkim rokoszem, których ich zdmuchnie.

 

Słowa "rokosz" używają nasi przeciwnicy w formie szyderczej, mówią: spójrzcie na ten lud smoleński, to jest pełzający rokosz.

Oni nie rozumieją tego słowa. Polacy mają prawo do rokoszu przyznane im w XVI-o wiecznych Artykułach Henrycjańskich. Te Artykuły do dziś w Polsce obowiązują. I nawet byłoby dobrze, żeby każdy premier, który obejmuje w Polsce władzę, ten dokument podpisywał. To było nasze prawo. Prawo do samoobrony, do odrzucania głupiej i nieudolnej władzy. Rokosz to nie był ślepy bunt. To było rozumne prawo w obronie demokratycznych przywilejów szlachty. My też mamy demokratyczne przywileje, których musimy bronić, a które są przez obecnych władców Polski gwałcone.

 

Pan de facto opisuje "Solidarność", drugą "Solidarność".

To, co zdarzyło się ponad 30 lat temu, to był rodzaj rokoszu, oczywiście. To było zakorzenione w szlacheckich rokoszach z XVI i XVII wieku. Bunt przeciwko nieudolnej władzy, bunt całkowicie uprawniony. I ten nasz rokosz, którego zapowiedzią był ów wielki marsz, też będzie buntem całkowicie uprawnionym. Trzeba po prostu temu słowu "rokosz" przywrócić jego zapomnianą godność.

 

Mamy też sprawę Smoleńska, i niesłychanie nasilone, wulgarne, brutalne ataki na Antoniego Macierewicza i wszystkich, którzy szukają prawdy w sprawie Smoleńska.

Antoni Macierewicz jest atakowany przede wszystkim za to, że swoją pracą, kierując zespołem parlamentarnym, uprawdopodobnił hipotezę mordu politycznego, do którego doszło pod Smoleńskiem. To jest ten zasadniczy powód wściekłości, którą teraz budzi. Ja myślę, że Antoni Macierewicz może być dumny z tego, czego dokonał. Ta hipoteza mordu politycznego, ośmieszana, określana jako śmieszna teoria spiskowa, powinna być rozpatrywana jako jedna z poważnych hipotez, powtarzam: jedna z poważnych hipotez, już zaraz po 10 kwietnia. Dlaczego tak się nie stało? Dlatego, że nie chciano u nas dopuścić do upowszechnienia się myśli, że mongolskie imperium załatwia swoje polityczne sprawy przy pomocy politycznych mordów. Do dzisiaj panuje w Polsce na ten temat całkowite milczenie, tak jakby nikt nie wiedział, że od czasów Iwana Groźnego mord polityczny w tym imperium był uprawnioną metodą działania politycznego. Tak załatwiał swoje polityczne problemy Iwan Groźny, tak załatwiał je Piotr I, tak załatwiała je Katarzyna II, tak załatwiał je car Mikołaj I, tak załatwiali je Lenin i Stalin. To jest imperium, które mordem politycznym posługuje się jako uprawnioną metodą działania! O tym trzeba było w Polsce od początku mówić. Nie mam wykształcenia odpowiedniego do tego, by zabierać głos w sprawie kwestii technicznych związanych z tym lotem i z tym tragicznym wydarzeniem, ale od początku, kiedy to się tylko wydarzyło, czyli od 19 kwietnia, właściwie pierwszą moją myślą, jaka wtedy przyszła mi do głowy, była myśl o tym, że mamy do czynienia z klasycznym sposobem działania mongolskiego imperium.

To, że działalność Antoniego Macierewicza uprawdopodobniła tę hipotezę, pozwoliła w ogóle na jej rozpatrywanie, na jej poważne potraktowanie, uważam za wielką zasługę tego człowieka. Antoni Macierewicz jest wielkim Polakiem.

 

Czy pańskim zdaniem ta medialna przemoc, która tak obficie wylewa się ostatnio ze wszystkich mediów, może zdusić ten sprzeciw, który widzimy, i o którym pan mówi? Bo media to dziś najważniejszy chyba element panowania nad Polakami.

Tak, mamy pokazy tej przemocy i będziemy je oczywiście mieli w przyszłości, ale trzeba zawsze pamiętać, że my mamy nasz rokosz. Jesteśmy uprawnieni, jako Polacy, do obrony swoich demokratycznych przywilejów przy pomocy rokoszu. I rządzący Polską ludzie powinni się z tym liczyć. Bo to jest bardzo poważna sprawa. Rokosz, wielki ludowy rokosz, jeśli do niego dojdzie, po prostu ich zdmuchnie.

Pat