wPolityce.pl: - Rozpoczął Pan przygotowania do filmu o katastrofie smoleńskiej. Jaki to będzie film?

Antoni Krauze: - W filmie chcę zrekonstruować wydarzenia prawdziwe, chce opowiedzieć, co zdarzyło się przed oraz w trakcie podróży samolotem Tu154M do Smoleńska przedstawicieli różnych środowisk na czele z prezydentem Lechem Kaczyńskim i jego żoną. Bardzo chciałbym, żeby ten film również był próbą przybliżenia niezwykłej postaci Lecha Kaczyńskiego. Będę korzystał z materiałów archiwalnych, ale będę się posługiwał techniką filmu fabularnego. Bardzo mi zależy, żeby był o film przedstawiający prawdziwe fakty, ale w sposób, jakim posługuje się fabuła. Ja ten pomysł wypróbowałem w filmie „Czarny Czwartek”, mam pewne doświadczenia. Liczę, że ta inicjatywa się powiedzie.

 

Obecnie różnice wersji przebiegu katastrofy są ogromne. Władze mówią o wypadku i uderzeniu w brzozę, eksperci współpracujący z zespołem parlamentarnym o wybuchach. Co Pan chce powiedzieć o samym przebiegu katastrofy?

Ja będę korzystał z faktów, a nie propagandy. Fakty od samego początku wskazują tymczasem, że był to zamach. Nie znamy jeszcze sprawców tego zamachu, ale wiemy na tyle wiele, że możemy mówić o spisku i zamachu. Gdy człowiek przypomni sobie o różnych wydarzeniach sprzed 10 kwietnia, to okaże się, że wiele wskazywało, że ta podróż może skończyć się nieszczęściem.

 

O czym Pan mówi?

Mówię o przedziwnych awariach, np. 5 kwietnia w MSZ, czy zatrzymaniu systemu komputerowego największego polskiego banku PKO BP. Nikt już nie pamięta również o ostrzeżeniu, jakie zostało wystosowane 9 kwietnia. Mówiono w nim o możliwym akcie terrorystycznym na samolot jednego z krajów Unii Europejskiej. To zostało zupełnie pominięte. Nie wiem dlaczego nikt nie wraca do tej sprawy. To przecież rzecz niesłychana. To, co się wydarzyło 10 kwietnia, jest również już dobrze opisane. Ja jestem jeszcze w trakcie pisania scenariusza. Liczę na to, że gdy będę kończył, nasza wiedza o katastrofie będzie większa niż dziś, że zostanie uzupełniona o konieczne badania.

 

Na kogo Pan liczy w tej sprawie?

Po Rosjanach nie spodziewam się niczego. Oni po godzinie wiedzieli już, co było przyczyną katastrofy i nic do tej pory się nie zmieniło. Tymczasem te instytucje, które się w Polsce powinny zajmować szukaniem prawdy o katastrofie, głównie pomagają Rosjanom. Tak przynajmniej widzę rolę polskiej prokuratury. Ona dba o to, by żadne wiadomości nie dostały się do opinii publicznej. Sejmowy zespół pod kierownictwem Antoniego Macierewicza ujawnił wiele ważnych informacji dot. katastrofy.

 

Z jakich źródeł będzie finansowany Pana film i kiedy widzowie będą mogli go zobaczyć?

Jestem w trakcie organizowania zbiórki pieniężnej. Z wielu różnych miejsc doszły do mnie sygnały o ludziach, którzy chcą wesprzeć ten projekt. To jest nie tylko powód do wzruszenia, ale również wielkie zobowiązanie. W związku z tym zakładam fundację, która będzie zbierała środki na stworzenie tego filmu. Na razie jednak nie umiem dokładnie odpowiedzieć na pytanie, kiedy film powstanie. Na razie kończymy prace nad scenariuszem.

 

Dziękujemy za rozmowę

saż