Tuż przed obchodami drugiej rocznicy katastrofy smoleńskiej wyszło na jaw, że Rosjanie "zrewitalizowali" i "wypucowali" na błysk fragment części kadłuba.

Jaki sygnał wysyła nam Moskwa tak egzotycznym w warunkach trwającego formalnie śledztwa postępowaniem? Zapytaliśmy o to Zbigniewa Romaszewskiego, byłego wicemarszałka Senatu:

To jest takie praktyczne pokazanie: "Roma locuta, causa finita". Skończyliśmy śledztwo, żadnego śledztwa nie ma, i już nie będzie. To jest więc świadomy sygnał. Rosjanie to są jednak ludzie cywilizowani, którzy metody właściwego postępowania jednak znają, wiedzą też, jak się prowadzi śledztwa, mają odpowiednie technologie. Więc to wypucowanie wraku to jest powiedzenie: myśmy już orzekli, sprawy nie ma. Nie miejcie złudzeń, żadnych złudzeń. Możemy wam to potem nawet posklejać, to dla nas nie ma żadnego znaczenia. Śledztwo się skończyło. Nikt już nie będzie nic przy tym grzebał. Koniec.

Nic dziwnego, że premier krzyczy coraz głośniej. Fikcji nie da się już dłużej podtrzymywać.

I co ciekawe - zdecydowali o tym Rosjanie. Najpierw premiera uwiedli - już przed Smoleńskiem - a teraz mają w garści. I się bawią, osiągając przy okazji swój cel dalekosiężny: maksymalne osłabienie Polski.

A premier może jedynie pokrzyczeć na tych, którzy tak wiele razy przestrzegali go przed nieuchronnie niemiłym finałem flirtu z "człowiekiem z resortu, który zrobił Katyń".

Sil