Protest się wcale nie skończył, on się dopiero zaczął!
Mamy za sobą dramatyczną głodówkę dawnych opozycjonistów. O problemie będziemy jednak mówić dalej, my – młodzi. Dziś, kiedy protest głodowy się zakończył, oddział łódzki Stowarzyszenia Studenci dla Rzeczypospolitej zapowiada konferencję poświęconą polskiej edukacji.
Konferencja o edukacji odbędzie się w Łodzi 27 kwietnia 2012 roku. Miejscem spotkania będzie wydział prawa Uniwersytetu Łódzkiego. Tytuł konferencji nawiązuje do problemu związanego z reformą i jej postanowieniami – „We don’t need no education…(?) czyli raport o stanie polskiej edukacji”. O reformie oświaty mówić i dyskutować będą profesorowie z całej polski m.in. prof. Andrzej Waśko, prof. Aleksander Nalaskowski, Pani prof. Jolanta Choińska-Mika, oraz wielu innych znamienitych gości. Konferencja składać się będzie z wykładów oraz debaty. Jednym z tematów wykładów będzie problem kompetencji, tego jak się ma wiedz ogólna do specjalizacji. W debacie wezmą udział osoby, które są przeciwne reformie oświaty oraz te, które te reformę popierają – a więc próbę zorganizowania forum wymiany myśli i argumentów staramy się zorganizować my – Studenci dla Rzeczypospolitej.
Człowiek z wiedzą to człowiek mający wpływ na kształtowanie rzeczywistości w jakiej żyje, mogący zmieniać świat według własne wizji. Stowarzyszenie Studenci dla RP chce, by Polskę tworzyli ludzie wolni, mądrzy, wykształceni oraz ukształtowani moralnie. Dlatego powstaje konferencja i stwarza się pole do dyskusji. Niech wielość poglądów stopi się w jedną, obiektywną rację.
Michał Jacuń, prezes oddziału łódzkiego
Stowarzyszenia Studenci dla Rzeczypospolitej
29 marca 2012 r.
Piotr Jaworski- Nauczyciel w III Liceum Ogólnokształcącym w Łodzi. Członek Zarządu Towarzystwa Nauczycieli Szkół Polskich, sygnatariusz protestu sprzeciwiającego się marginalizacji nauczania języka polskiego i historii w szkołach średnich w 1997 roku.
Historia zatacza koło ?
Tak, tak. To długa historia ... Od początku III Rzeczypospolitej są próby ograniczania godzin historii. Mało kto zdaje sobie z tego sprawę, że w 1991 roku Minister Edukacji Narodowej - Henryk Samsonowicz- wprowadził program oszczędnościowy, który polegał na obcięciu godzin historii, albo geografii. Dotyczyło to Szkół Podstawowych. Dyrektorzy mieli do wyboru: obcięcie jednej lekcji historii, albo jednej lekcji geografii. I ten program oszczędnościowy trwał aż do reformy Handkego. Po drodze mieliśmy jeszcze próbę ograniczenia godzin historii przez ministra Wiatra.
Ale problem z historią w Szkole Podstawowej, Gimnazjum i w Liceum istnieje. Wszak od początku każdego etapu nauki zaczyna się historię od Starożytności, programowo kończąc na czasach najnowszych. W moim przypadku nauka historii w Liceum skończyła się tuż po tematach związanych z II Wojną Światową. Reforma, która obecnie jest wdrażana ma na celu zrealizowanie programu historii najnowszej w I klasie Liceum. Może jednak jest to dobra diagnoza problemu ?
W rzeczywistości ten program nauczania gimnazjów został rozciągnięty na 4 lata. Odpowiada to planom Ministerstwa, aby do 2030 roku zmienić system edukacyjny. Przewidziane jest wprowadzenie czteroletnich gimnazjów i dwuletnich liceów. Liceum było by kursem przygotowującym do matury z bardzo wyraźnym uprofilowaniem. To czego jesteśmy świadkami teraz jest okresem przejściowym. W założeniu młodzież szkołę średnią ma kończyć w wieku 18 lat.
Czym to skutkuje?
Młodzież poznaje trochę historii w Podstawówce, potem w Gimnazjum, a ostatni kontakt z historią ma w 1 klasie Liceum. I to jest ostatnia styczność z historią, gdyż jak wskazują tendencje, większość młodzieży nie wybierze historii na maturze. Regularna nauka historii skończy się w wieku 15 lat, a jak wynika z psychologii rozwojowej, człowiek jest wtedy jeszcze dzieckiem. Nie jest w stanie zrozumieć kontekstów, uwarunkowań, nie ma szerszego poglądu na wiele spraw. Nie rozumie tego, co się dzieje, a poznaje tylko elementarne fakty. Dlatego też nauczanie koncentryczne miało swój sens. Człowiek poznaje te same fakty na różnym poziomie wiekowym- mówi się o jakimś wydarzeniu na wczesnym etapie rozwoju, około dziesiątego roku życia, potem szesnastego, a następnie osiemnastego. I to ma sens, ponieważ przez cały czas ten młody człowiek poznaje te same fakty, ale w coraz szerszym kontekście. Dzięki temu coraz lepiej rozumie je i potrafi je wyjaśnić.
Zastanówmy się, jaki uczeń będzie produktem nowej podstawy programowej. Z jaką wiedzą wyjdzie młody człowiek kończąc szkołę średnią, zakładając, że nie wybierze historii na poziomie rozszerzonym?
Przede wszystkim trzeba powiedzieć, że Ministerstwo może nie chce się do tego przyznać, ale reforma nie ma zwiększać, lecz ograniczać wiedzę. Takie jest założenie tej reformy i wszystkich innych posunięć, które są realizowane przez Ministerstwo...
...może politykom właśnie o to chodzi? Ludem słabiej wykształconym jest łatwiej sterować.
Zdecydowanie. W społeczeństwie słabo wykształconym nie ma demokracji tylko to, co Grecy nazywali ochlokracją, czyli Rządy niewykształconego tłumu, który jest wiedziony przez zwyczajnych demagogów potrafiących piękną retoryką uwieść tłumy. Niewątpliwie celem tych wszystkich reform nie jest podnoszenie wiedzy, a raczej podnoszenie pewnych sprawności umysłowych, które nijak mają się do wiedzy. Człowiek może pewne rzeczy wykonywać sprawnie, nie mając wiedzy w szerszym kontekście. Może wykonywać je bez potrzeby wnikania wyjaśnieniem i rozumieniem. Będzie nagradzany tylko za sprawność realizacji konkretnych celów. Dowodzą temu wyraźnie wszelkie dokumenty Ministerialne dotyczące rozwoju, strategii kształcenia, czy dokumenty, które Ministerstwo realizuje na zamówienie UE. Myślę tutaj o programie Edukacja Szkolna 2010…
…co przewiduje ten dokument?
Jest to tzw. Strategia Lizbońska, która zakłada, że trzeba kształcić uczniów pod kątem językowym, matematycznym i przyrodniczym z pominięciem edukacji humanistycznej ze względu na potrzeby gospodarki. Założenie jest takie, że szkoły przygotowują absolwentów po to, żeby wykonywali oni pewne zadania na rynku pracy. Pomija się zupełnie aspekt rozwoju osobowego, personalistycznego. Nie wychowujemy osoby, jak przyjęło się czynić w polskiej tradycji szkolnej, tylko przygotowujemy pracowników do tego, żeby szybko i skutecznie wykonywali określone cele dla swoich pracodawców. To jest świadoma degradacja zadań szkoły. Do tej pory zakładaliśmy, że szkoła jest po to, aby umożliwiać pełnię rozwoju osobowego. W takim założeniu poziom umiejętności był jednym z elementów rozwoju osobowego, duchowego, psychicznego i emocjonalnego.
Punktem wyjścia do naszej rozmowy jest protest głodowy w obronie lekcji historii, który się już zakończył. Rozumiem, że popiera pan postulaty protestujących?
Tak, jak najbardziej
Nie była to zbyt radykalna forma protestu?
Stawka jest bardzo wysoka, ponieważ bez odpowiedniego wykształcenia historycznego po prostu nie będziemy narodem, tracimy swoją tożsamość narodową jak i również osobową. Człowiek, który nie zna własnej historii po prostu nie potrafi być patriotą. Jest to degradacja człowieka ze względu na to, że amputuje się poważne uczucie jakim jest miłość do ojczyzny i poczucie tożsamości narodowej. Człowiek staje się postacią niedookreśloną i w związku z tym można go wypełnić każdą treścią. Normalne drogi parlamentarne po prostu zawiodły, ponieważ Ministerstwo przy drugim etapie reformy nie chciało rozmawiać z nauczycielami.
Ministerstwo Edukacji Narodowej twierdzi, że odbyły się szerokie konsultacje.
Doskonale wiemy, jak to wyglądało. Ministerstwo spotykało się z wybranymi działaczami samorządowymi i metodykami. Podczas tych spotkań MEN wygłaszało wcześniej przygotowany program, wysłuchiwało pytań i odpowiadało… albo raczej nie odpowiadało na pytania z sali. Nauczyciele i rodzice nie byli w żaden sposób poinformowani. Zostali zaskoczeni. Zwłaszcza, że rozporządzenie został ogłoszone 23 grudnia, czyli tuż przed Bożym Narodzeniem, kiedy wszyscy żyją Świętami.
Protest profesorów został po prostu zignorowany.
A to były dosyć znaczące nazwiska takie jak: prof. Roszkowski, prof. Andrzej Nowak czy prof. Andrzej Paczkowski
Tak, są to postaci z dużym dorobkiem naukowym, prawdziwe akademickie autorytety. Ministerstwo podjęło z nimi polemikę, lecz nie chciało w żaden sposób ustąpić. Dobrze, że znaleźli się ludzie, którzy postanowili publicznie zwrócić uwagę na tę sprawę, bowiem społeczeństwo tak naprawdę nie wie, co się dzieje w szkole.
Trzeba sobie powiedzieć, że protest był mało widoczny w mediach. Nie jest to pewnie satysfakcjonujące dla protestujących, gdy ich wysiłek trafia w zupełną próżnię.
Szeroki front medialny tworzy atmosferę milczenia wokół tej sprawy...
...stacje informacyjne nadają swój program w zasadzie od rana do wieczora, codziennie dostajemy moc programów publicystycznych, ale tam tego protestu nie ma.
Media po prostu kłamią. Marginalizowana jest historia w szkołach, tak jak i marginalizowane są osoby, które dopominają się o tę sprawę. Chodzi też o to, że ogół rodziców poprzestaje na sprawdzeniu, czy ich dzieci otrzymują dobre oceny w szkole, natomiast nie wnika w treści nauczania, nie zauważa jak bardzo obniżył się jego poziom w stosunku do tego, czego oni sami się uczyli w szkole. Może tak radykalna forma protestu spowoduje, że rodzice będą chętniej zaglądać do podręczników i zeszytów swoich podopiecznych.
Marek Migalski na swoim blogu stwierdził, że Głodówka należy do repertuaru walki o swoje prawa i postulaty w systemach niedemokratycznych. W dzisiejszej Polsce służą do tego wolne wybory parlamentarne, w których możemy dokonywać selekcji tych, którzy reprezentują nasze postulaty.
To jest kwestia odpowiedzi na pytanie, czy Polskę można uznać za kraj w pełni demokratyczny. Przy takiej blokadzie informacji, jaka jest stosowana przez główne media nie może być normalnej publicznej debaty. Nie możemy udawać, że mamy w pełni demokratyczne warunki, jeżeli opozycja nie ma możliwości wypowiedzenia się. Osoby, które podjęły decyzje o głodówce są bardzo zasłużone dla kraju, wyróżnione odznaczeniami rangi państwowej za działalność antykomunistyczną. Jeśli tak zasłużone osoby uznały, że forma ta jest potrzebna, to trzeba zastanowić się, dlaczego nie ma innego sposobu na konstruktywną debatę ,w której strona opozycyjna mogłaby swobodnie się wypowiedzieć. Pamiętam, jak w przeddzień kampanii wyborczej prof. Andrzej Waśko z UJ zaprosił na rozmowę Minister Hall. Nie przybyła na tę rozmowę wyraźnie unikając konfrontacji na forum publicznym.
Widać też kompletną bierność wśród najwyższych organów państwowych. Premier i Prezydent Polski są magistrami historii. Z ich strony nie ma żadnych inicjatyw, widać tylko obojętność. Wspominając poprzednią prezydenturę Ś.P Lecha Kaczyńskiego widać było aktywną walkę o pamięć historyczną.
Rząd Jarosława Kaczyńskiego prowadził bardzo konkretną i zdecydowaną politykę pamięci historycznej, spotykało się to z poważnymi zarzutami ze strony ówczesnej opozycji. Rząd Donalda Tuska w ogóle tej polityki nie prowadzi, a nawet wręcz przeciwnie. Prowadzi politykę wyciszania pamięci narodowej i w pewnych momentach trzeba to nazwać antypolityką, skoro mamy takie problemy w tak symbolicznej kwestii, jak usunięcie pomnika Czterech Śpiących w Warszawie. Teraz z kolei Rząd wycofał się z głosowania nad uchwałą w sprawie zasług Ryszarda Kuklińskiego i to pokazuje, że mamy do czynienia z zacieraniem historii, nie zaś jej akcentowaniem. A trzeba powiedzieć, że nasi sąsiedzi- Niemcy, czy Rosja- przywiązują do swojej polityki historycznej bardzo dużą wagę.
Z Piotrem Jaworskim rozmawiał Mateusz Kopytowski.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/129592-protest-sie-wcale-nie-skonczyl-on-sie-dopiero-zaczal
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.